Bochnia. Oni też denerwowali się podczas matury. Jak ją dziś wspominają ?

Małgorzata Więcek-Cebula
Dorota Rzepka, dyrektor bocheńskiej biblioteki Małgorzata Więcek-Cebula
O to, czy pamiętają egzamin dojrzałości, podpytujemy znane osoby z Bochni i Brzeska Każda z przepytanych osób przekonuje, że było to wydarzenie, o którym nigdy nie zapomni

Tak jak dziś pięknie pachniały kasztany w Parku Salinarnym, gdy Dorota Rzepka, dyrektorka bocheńskiej biblioteki, pisała swój egzamin dojrzałości.
- To był rok 1985, klasa humanistyczna I Liceum Ogólnokształcącego w Bochni - wspomina szefowa bocheńskiej książnicy.
Była ubrana na galowo, skromnie, ale elegancko. W białej bluzce i granatowej spódnicy. Do dziś dobrze pamięta ten strój. Czy był stres?
- Oczywiście, bo to przecież pierwszy poważny egzamin w życiu każdego człowieka - mówi.
Z języka polskiego pisała wypracowanie o awansie społecznym na przykładzie bohaterów z kilku epok. Z zadaniem poradziła sobie bardzo dobrze. Była urodzoną humanistką, z pisaniem nigdy nie miała problemów. Mimo to do kieszeni spódnicy włożyła kilka przygotowanych przez siebie ściąg. Nie skorzystała jednak z żadnej z nich. Nie było takiej potrzeby.
Pani Dorota była pierwszym rocznikiem, który zamiast matematyki mógł zdawać historię. W jej humanistycznej klasie na takie rozwiązanie zdecydowało się sporo osób.
- Doszły do nas słuchy, że skoro to pierwszy raz, to na pewno wszystkie tematy będą z historii Polski. Już na sali okazało się jednak, że temat "polski" był tylko jeden. Prawie wszyscy go wybrali - wspomina.
Bez ściąg
Pięć lat wcześniej w oddalonym o kilkaset kilometrów od Bochni Kluczborku do matury przystąpił Krzysztof Zięba, dziś prezes Kopalni Soli w Bochni, wtedy uczeń tamtejszego liceum.
Ściąg nie pisał. Po pierwsze dlatego, że był wzorowym uczniem, a po drugie miał za sobą niemiłe doświadczenie z pierwszej klasy liceum, kiedy to podczas próby ściągnięcia czegoś został przyłapany przez nauczycielkę.
- Był straszny wstyd, obiecałem sobie wtedy, że już nigdy po ściągę nie sięgnę - mówi.
Słowa dotrzymał. Choć przyznaje, że bez problemu sam dawał odpisywać matematykę kolegom i koleżankom.
Z językiem polskim poradził sobie bardzo dobrze. Wypracowanie pisał z "Medalionów" Zofii Nałkowskiej.
- To była bardzo osobista praca, bo lektura też książki wywarła na mnie wielkie wrażenie - wspomina.
Wypracowanie prezesa kopalni soli zostało zresztą wyróżnione. O swojej maturze po 35 latach opowiada ze spokojem, choć pamięta, że wtedy mocno się denerwował. Przed oczami ma widok sali gimnastycznej i ławki, w której został posadzony.
- Myślę jednak, że dużo większy stres miałem, gdy do matury przystąpiła moja córka, choć i jej poszło świetnie - mówi.
Krzysztof Zięba był jednym z niewielu, który jako przedmiot dodatkowy zdawał język angielski.
- To nie były czasy, kiedy było to popularne, mimo to zdawałem sobie sprawę, że to może mi się kiedyś przydać. I przydało się w pierwszych latach mojej pracy, ale także teraz, kiedy jestem za granicą - mówi prezes Zięba.
Samodzielne zdanie
Mile egzamin dojrzałości wspomina Józefa Szczurek-Żelazko, dyrektorka szpitala powiatowego w Brzesku, w 1981 roku maturzystka liceum zawodowego dla pielęgniarek. Ściąg na egzamin dojrzałości nie przygotowywała, bo przez wszystkie lata liceum uczyła się sumiennie.
- Lubiłam język polski, więc napisanie wypracowania mnie nie stresowało. Wybrałam temat z pozytywizmu. Pewnie miałabym piątkę, gdyby nie jeden błąd ortograficzny, który wkradł się w to zadanie - mówi Józefa Szczurek-Żelazko.
Na pomoc kolegów i koleżanek liczyła za to w drugim dniu, kiedy zdawała matematykę.
- Posadzono mnie jednak w drugiej ławce przed tablicą, na początku czekałam na ściągę, ale szybko jednak sobie zdałam sprawę, że w miejscu, które zajmuję, niczego nie da się odpisać - wspomina.
Zdecydowała się sama rozwiązać zadanie. Nerwy opanowała i krok po kroku rozwiązała wszystko. Pamięta bardzo dobrze, jak jeden z profesorów, który pilnował maturzystów, zatrzymał się przy niej na chwilę, popatrzył i kiwnął głową na znak, że wszystko jest tak, jak być powinno. Kilka dni później okazało się, że samodzielnie rozwiązane zadanie zostało ocenione na piątkę. Także na piątkę i to na dodatek z wyróżnieniem przyszła pani dyrektor szpitala zdała chemię.
Deszczowa matura
W deszczowy dzień maja 1984 roku maturę w brzeskim Liceum Ogólnokształcącym zdawał Grzegorz Wawryka, obecny burmistrz Brzeska, wtedy uczeń klasy o profilu matematyczno-fizycznym.
- Stres był, ale szedłem do matury z przeświadczeniem, że jestem do niej bardzo dobrze przygotowany. To w dużej mierze była zasługa bardzo dobrych nauczycieli, jakich wówczas miałem - wspomina Grzegorz Wawryka.
Z rozwiązaniem zadań matematycznych nie było żadnego problemu. Zresztą z napisaniem wypracowania z języka polskiego również. Było to coś przekrojowego, zadanie, w którym wykorzystałem wiadomości z kilku epok.
- Podczas zimowych ferii poprzedzających maturę przeczytałem wszystkie lektury, do których nie zdążyłem zajrzeć wcześniej, wiedzę więc miałem - mówi obecny burmistrz.
Matura to miłe wspomnienie dla gospodarza Brzeska, zwłaszcza że bardzo ładnie ten egzamin zaliczyli wszyscy uczniowie klasy matematyczno-fizycznej z tego rocznika. Mało tego, większość z nich bez problemu dostała się na studia wyższe.
- Całkiem niedawno maturę zdawał mój najstarszy syn, wtedy też się denerwowałem. Na szczęście poszło mu bardzo dobrze. W tej chwili jest już studentem AGH - dodaje Grzegorz Wawryka.

Wideo

Materiał oryginalny: Bochnia. Oni też denerwowali się podczas matury. Jak ją dziś wspominają ? - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie