Bułgar i Senegalczyk w Krakowie

Bartosz Karcz
ANDRZEJ BANAŚ
Issa Ba i Georgi Christow trafili do Wisły przed rundą wiosenną. Obaj mają poprawić jakość gry ofensywnej "Białej Gwiazdy". Na razie trudno ich oceniać, bo cała drużyna spisuje się fatalnie. Zanim ostatecznie będzie można stwierdzić, czy Bułgar i Senegalczyk okazali się wzmocnieniem, poznajmy obu piłkarzy.

Dzieciństwo
Obaj nowi piłkarze Wisły zaczynali grać w piłkę nożną tak jak miliony chłopaków na całym świecie. Najpierw była gra na podwórku, a później pierwsze kroki w klubie z rodzinnego miasta. Issa Ba wspomina, że zanim trafił do klubu, nie bardzo uśmiechały mu się regularne treningi. Wolał kopać piłkę z przyjaciółmi na ulicy.
- W Senegalu wszyscy grają na ulicy - mówi Issa. - Tak zaczyna praktycznie każdy chłopak. Ja też tak zaczynałem w wieku siedmiu lat. Dobrze sobie radziłem, a u mnie w kraju jest taki zwyczaj, że trenerzy szukają talentów na ulicy. Jeśli któryś chłopak wpadnie w oko takiemu skautowi, to jest zapraszany na treningi do klubu. Mnie też wypatrzono, ale nie paliłem się do tego, żeby trenować w klubie. Frajdę sprawiała mi sama gra z kolegami, na ulicy. W końcu jednak dałem się namówić na treningi. Wytłumaczono mi, że mam talent, że mogę osiągnąć coś w piłce.

Christow stawiał pierwsze kroki w klubie ze swojego rodzinnego Płowdiw.
- Płowdiw to drugie miasto w Bułgarii - tłumaczy Georgi. - Ja podjąłem treningi w Maricy w 1998 roku. Po pewnym czasie zrozumiałem, że to może być moja przyszłość. Marica to mój pierwszy klub, który do dzisiaj pozostaje w moim sercu.
Warto w tym miejscu nadmienić, że Christow miał niezłego nauczyciela. Jego pierwszym trenerem był bowiem ten sam szkoleniowiec, Ognian Atanasow, który jako pierwszy trenował największą do tej pory gwiazdę bułgarskiego futbolu, Christo Stoiczkowa.
- Atanasow nauczył mnie wszystkiego, co jest ważne w piłce nożnej. On przekazał mi całe abecadło futbolu - wspomina piłkarz Wisły.

Pierwsze kluby, pierwsi idole
Christow zapytany o klub, któremu kibicował w dzieciństwie, bez chwili zastanowienia wymienia Maricę. Issa Ba swoje sympatie klubowe ulokował daleko od Senegalu.
- W mojej ojczyźnie kibicuje się raczej zagranicznym drużynom. Jak w dzieciństwie sympatyzowałem z Olympique Marsylia i Barceloną - mówi Issa.
Obaj piłkarze są natomiast zgodni we wskazywaniu idoli. Obaj szukali ich jako dzieci nie w swojej ojczyźnie.
- Oczywiście dla każdego Bułgara Christo Stoiczkow jest ważnym piłkarzem - mówi Christow. - Moim idolem był jednak zawsze Marco van Basten. Nigdy nie miałem okazji zobaczyć go w akcji na żywo, ale wiele razy podziwiałem go jak grał, oglądając choćby w internecie. Teraz nie mam jakiegoś idola - piłkarza, na którym specjalnie wzorowałbym się. Są jednak zawodnicy, których styl mi się podoba. Z racji pozycji, na której gram, to napastnicy - Fernando Torres, Dimitar Berbatow i Zlatan Ibrahimović.
Ba, zapytany o swoje piłkarskie wzory do naśladowania, nawiązuje do sympatii klubowych.
- Pamiętam, że jako dziecko podziwiałem grę Ronaldo - mówi Senegalczyk. - Wtedy występował w Barcelonie, a ja byłem pod wielkim wrażeniem gry Brazylijczyka.

Hobby
Obaj zawodnicy nie mają wyszukanych zainteresowań poza futbolem. Nie różnią się one od hobby przeciętnego młodego człowieka.
- Moje hobby? - zastanawia się Bułgar. - Nic specjalnego. Lubię grać w bilard, słuchać muzyki. Różnych rodzajów, ale najbardziej lubię rock. Zresztą mój brat Christo jest członkiem popularnego w Bułgarii zespołu o nazwie P.I.F.
Issa Ba jest natomiast wielbicielem rodzimych rytmów. - Lubię muzykę senegalską, ale moim największym hobby jest... rodzina - twierdzi Ba. - Cały czas poza futbolem poświęcam rodzinie. Staram się utrzymywać z nią obecnie kontakt na różne sposoby, choć oczywiście jest mi trudno być w Krakowie bez najbliższych. Czekam na ich przyjazd. Na razie ma dołączyć do mnie żona. Dzieci chodzą do szkoły we Francji. Jeśli przedłużę kontrakt z Wisłą, to dzieci zapewne też do mnie przyjadą.

Kraków
Obaj zawodnicy dobrze czują się w Krakowie, choć Senegalczykowi doskwiera nieco przedłużająca się w tym roku zima. Z tego też względu ogranicza spacery do minimum.
- Na razie za wiele nie chodzę, bo jest mi zimno - śmieje się Ba. - Poza tym byłem kontuzjowany, więc większość czasu poświęciłem na szybkie dojście do pełni zdrowia. Jedyne co robiłem, to krótkie spacery w okolicach hotelu. Pierwsze wrażenie jest takie, że ludzie w Polsce i Krakowie są bardzo mili. Nie spotkałem się jeszcze z negatywnymi zjawiskami.
Christow porównuje natomiast Kraków do rodzinnego Płowdiw.
- Tak jak w moim rodzinnym mieście, tutaj też jest dużo zabytków, fajny klimat - mówi. - Nie miałem jeszcze za wiele czasu, żeby dokładnie zwiedzić Kraków, ale zaliczyłem już oczywiście Rynek i zamek na Wawelu. Nie mam jeszcze dziewczyny, więc na razie zwiedzam sam. Zdążyłem się już jednak zorientować, że Polki są bardzo ładne (śmiech). Kto wie, może znajdę tutaj swoją miłość...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie