Deszczówka – jedyne odnawialne źródło wody

Materiał partnera zewnętrznego Zaktualizowano 
Czy zmiany klimatu powinny nas w ogóle interesować? Media przecież tak często ulegają histerii, powtarzając w nieskończoność te same emocjonalne tytuły i prosząc o wypowiedzi ciągle tych samych ekspertów. A na naszym podwórku też ciągle to samo – nic się takiego nie dzieje.

Do czasu. Do czasu, kiedy – nawet jeśli naukowcy powstrzymają wzrost temperatury, co na razie wydaje się niemal niemożliwe – pogarszająca się jakość gleb, ich wysuszenie i wyjałowienie, doprowadzi do kryzysu żywnościowego na skalę globalną. Taką, która nie przejdzie bez echa nawet w Polsce.

Do czasu, kiedy włączymy telewizję i zobaczymy, jak strażacy walczą z katastrofalnymi skutkami gwałtownej ulewy – takiej, jaka dotknęła Wieliczkę, kiedy to same straty w infrastrukturze drogowej oszacowano na 14 mln zł. Takiej, jaka nawiedziła Gorzów Wielkopolski 6 czerwca br. Deszcz błyskawicznie zalał część ulic i skrzyżowań, wdarł się do urzędu wojewódzkiego i szkoły podstawowej. W niektórych miejscach woda sięgała przechodniom po pas, zalało też samochody. W ciągu dwóch godzin strażacy otrzymali wtedy 120 wezwań. Na jednym z osiedli woda zalała 30 samochodów i motocykli, ucierpiało też wiele podziemnych parkingów, Szpital Bonifratrów, żłobek przy ul. Uniwersyteckiej, a wał przeciwpowodziowy rzeki Rawa został przerwany

Kilka tygodni później, 27 lipca br. Na Katowice spadło 80 litrów deszczu na metr kwadratowy – tyle, ile zazwyczaj w miesiąc. Trudno to sobie wyobrazić? Katowiczanie namacalnie doświadczyli tego, co oznaczają takie liczby: zalany tunel Drogowej Trasy Średnicowej, nieczynne ulice, ewakuacja. Inne skutki tak gwałtownych zjawisk atmosferycznych to wypadki, połamane drzewa czy zerwane linie energetyczne. Często w wyniku takich zdarzeń bez prądu zostają dziesiątki tysięcy mieszkańców, na kilka czy kilkanaście godzin, a nawet kilka dni.

Możemy powiedzieć, że to przypadek – deszcze przecież się zdarzają. Powodzie również nie są zjawiskiem rzadkim. Problem polega na tym, że modele występowania deszczy (tzw. reżimy opadowe) przestają funkcjonować. Opady stały się o wiele trudniejsze do przewidzenia, deszcze trwają coraz krócej, ale są coraz bardziej intensywne – to tzw. deszcze nawalne. Coraz częściej też zdarzają się powodzie powodowane nie przez wylewające rzeki, ale przez wodę deszczową, dla której w rzece nie ma już miejsca.

Przez całe lata prowadziliśmy taką politykę powodziową, że chroniliśmy pola, a wodę kierowaliśmy w stronę miast. Tymczasem wodę należy zatrzymać tam, gdzie spadła, a nie odprowadzać ją natychmiast do rzeki. Potrzeba zmiany sposobu myślenia: przestawmy drogę, zamiast ją po raz piąty odbudowywać! To jest kierunek zmian. Na razie takie myślenie jest dla nas całkiem obce – diagnozuje ekspert, Witold Sumisławski (SU-MAN).

Przestawić drogę – czyli o rozwiązaniach „deszczowych”

Przestawienie drogi może nie okazać się rozwiązaniem zbyt ostrym. Nie zmienia to faktu, iż okresy gwałtownych deszczy, występujące naprzemiennie z hydrologiczną suszą, wymuszają szczególnie na władzach miast szukania nowych rozwiązań w zakresie odprowadzania wód opadowych i roztopowych.

Na świecie korzysta się z różnych sposobów zabezpieczania miast przed powodziami: Japończycy wybudowali niedaleko stolicy sieć ponad 6 km tuneli, które będą w stanie przejąć niemal każdą ilość wody, która spadnie na Tokio czy to w wyniku deszczy, czy bardziej w tym rejonie martwiącej fali tsunami. Na podziemną sieć postawił też Meksyk, budując 62-kilometrowy Túnel Emisor Oriente.

W Polsce kanalizacja deszczowa cały czas jest usprawniana – i budowana, ponieważ w wielu miejscach nie było do tej pory konieczne inwestować w tego typu sieć. Stosowane są jednak również inne, znane też z zagranicznych projektów, rozwiązania. Między innymi powstają zbiorniki retencyjne, dzięki którym wody opadowe nie tylko nie będą stanowić zagrożenia (ponieważ zostaną tam odprowadzone), ale też będzie można je wykorzystać.

Woda deszczowa może być bowiem oczyszczona i wykorzystana do różnych celów. Wody opadowe powinny być częścią naszego życia, a nie czymś, czego chcemy się pozbyć – podkreśla _Alvaro Fonseca (Sweco Denmark). Sir Nicholas Stern, szef brytyjskiego Rządowego Biura Ekonomicznego oraz były główny ekonomista Banku Światowego, już wiele lat temu powiedział, że _zmiany klimatu to świadectwo olbrzymiej ułomności rynku o skali dotąd niespotykanej. Pogłębiamy tę ułomność, nie potrafiąc wykorzystać deszczówki.

Średnio w Polsce każdy z nas zużywa 150 litrów wody dziennie. Około 2–3 litry przeznaczone są do celów konsumpcyjnych. 20 do 40 litrów służy do spłukiwania toalety, 4–7 litrów tracimy, myjąc naczynia. 15 litrów wypływa z kranu, jeśli nie zakręcimy go, myjąc zęby. Od 40 do 100 litrów pobiera pralka podczas jednego cyklu prania. Największa strata to kąpiel w wannie: pełna wanna to około 140 litrów wody. Jednak nawet zostawiony przez nas kapiący kran nie jest „niewinny” – w ten sposób generujemy stratę 90 litrów wody tygodniowo.

Straty są ogromne i niemalże nieodwracalne. Jedyną „odnawialną” formą wody jest deszcz. Nie musi stanowić zagrożenia, możemy go wykorzystać. Rozwiązania nie muszą być tylko „przeciwpowodziowe”, mogą być „deszczowe”: tj. prowadzące do zrównoważonego gospodarowania wodą, które opłaci się wszystkim.

Małe działania, duży zysk

Nie tylko gęste sieci tuneli czy wielkie zbiorniki retencyjne mogą pomóc w walce z negatywnymi skutkami zmian klimatu. Polskie miasta coraz częściej decydują się na działania o nieco mniejszej skali, których efekt może pozytywnie zadziwić. Powstaje tzw. niebiesko-zielona infrastruktura, czyli obszary zielone, zaprojektowane i zarządzane m.in. po to, by deszczówkę móc przechwycić, a później wykorzystać. Obszary większe – takie jak parki czy parki kieszonkowe, lub o wiele mniejsze: np. zielone ściany.

Białystok może pochwalić się zielonymi przystankami: jak twierdzą urzędnicy, przystanki te pomogą ograniczyć zjawisko miejskiej wyspy ciepła, poprawią mikroklimat i jakość powietrza: posadzone wokół przystanku rośliny mogą produkować rocznie nawet 10 kg tlenu. Co jednak najważniejsze, będą miały udział w retencji wód opadowych – zielony dach przystanku będzie w stanie zatrzymać nawet 90% spadającego nań w ciągu roku deszczu.

We Wrocławiu funkcjonuje program „Złap deszcz” – w jego ramach, dzięki dotacji, można na przykład założyć ogród deszczowy, wybudować muldę lub studnię chłonną, albo zdecydować się np. na podziemny lub naziemny zbiornik na wodę opadową. Czy warto? W trakcie 10-minutowych opadów z dachu o powierzchni 120 m2 można zebrać około 180 litrów wody. „Łapiąc” tę wodę, chronimy siebie i cały rejon przed podtopieniami i powodziami, zatrzymujemy też zabezpieczenie na wypadek suszy. Wodę deszczową z powodzeniem wykorzystać można w toaletach (w Toruniu planowane jest takie właśnie użycie deszczówki w rozbudowywanym Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym), można też bez oczyszczania stosować ją do podlewania ogrodów – bądź upraw rolniczych, już poza miastami. Przechwycenie deszczówki odciąża też kanalizację, obniżając koszty jej utrzymania.

Zmieniający się klimat sprawia, że coraz częściej jesteśmy świadkami ekstremalnych zjawisk pogodowych, od ulewnych deszczy, po długotrwałe susze. W mocno rozbudowanych miastach generuje to problemy nadmiernego nagrzewania oraz braku wody dla roślin, coraz mniej wody też wsiąka w ziemię. Dlatego proponujemy mieszkańcom program, który z jednej strony jest rozwinięciem idei zero waste, którą promujemy w naszym mieście, ale również wyjściem naprzeciw postępującym zmianom klimatu – mówi Adam Zawada, wiceprezydent Wrocławia.

Również stolica Małopolski pragnie promować działania oszczędzające wodę, dlatego chce przekazać dotacje na instalacje do gromadzenia i wykorzystania deszczówki (od początku 2019 r. do krakowskiego magistratu wpłynęło już około 100 próśb o udzielenie takiego dofinansowania) Osoby zainteresowane powinny się kontaktować z Wydziałem Kształtowania Środowiska UMK. Urzędnicy podkreślają, że gromadzenie wody deszczowej z jednej strony pomaga rozwiązać problem z jej odprowadzeniem, z drugiej pozwala na oszczędzanie wody pitnej w gospodarstwie domowym, ponieważ oszczędniej wykorzystujemy tę, która płynie z kranu. Jak podkreślają, deszczówkę można wykorzystać nie tylko do podlewania trawnika, ale także do celów gospodarczo-bytowych np. do prania czy sprzątania.

Retencja to nie tylko ta „mała retencja”, przydomowa. To też, jak wspominaliśmy, tereny zielone. Tych w Krakowie na razie ubywa (w ciągu trzech lat, do 2018 r., ubyło 6% zieleni, tj. prawie 2,5 km2 terenów zielonych), ale trend ten ma się odwrócić. Do 2030 r. ma bowiem przybyć w Mieście Królów nawet 40 ha zieleni. Cel? By możliwie każdy mieszkaniec miał w promieniu najdalej 300 m od miejsca zamieszkania dostęp do terenów zielonych, choćby w postaci parku kieszonkowego, w którym znaleźć mają się ławki dla spacerowiczów i place zabaw dla dzieci. Już teraz funkcjonuje w tym mieście kilka takich parków, m.in. na skwerze przy ul. Fałata/Prusa oraz „Ogród Motyli” przy ul. Dekerta. W ramach akcji „Ogrody Krakowian” Zarząd Zieleni Miejskiej zaplanował powstanie takich terenów w 18 nowych lokalizacjach. Nowych – czyli faktycznie nowych, do tej pory w ten sposób niezagospodarowanych, oraz takich, które na nowo zostaną zaadaptowane do tego celu.

Warto jednak pamiętać, że nie tylko parki kieszonkowe czy ogrody deszczowe mają walor retencyjny: nawet zwykłe trawniki posadzone wzdłuż chodników, oddzielające je od jezdni, są nie tylko przyjemne dla oka. Potrafią poradzić sobie ze znaczną ilością wody deszczowej i mogą stanowić cenny element miejskiej infrastruktury deszczowej.

Jeżeli o transporcie mowa, warto pochwalić krakowskie lotnisko: Balice szykują się do wprowadzenia nowatorskiej technologii wykorzystywanej do oczyszczania wód opadowych odprowadzanych z terenu portu. Cały system zostanie docelowo połączony z istniejącą infrastrukturą kanalizacyjną oraz naturalnym zbiornikiem wodnym. Takie rozwiązanie wdrożono do tej pory tylko w dwóch miejscach na świecie: w Londynie i w Oslo.

Zmiana zaczyna się od nas

Budować wielkie sieci tuneli kanalizacyjnych czy zbiorniki retencyjne? A może jedno i drugie? Jak sfinansować budowę kanalizacji deszczowej w mieście? Jak można opracować model deszczy nawalnych w regionie? Nad tymi pytaniami pochylają się eksperci – w Zakopanem co roku odbywa się Konferencja Gospodarowanie Wodami Opadowymi i Roztopowymi. W tym roku, w dniach 4–6 września, specjaliści spotkają się już po raz czwarty. Wykłady, dyskusje i wystawa pomogą przedstawić nowe rozwiązania, które ułatwią działania zarządcom sieci i usprawnią życie każdego z nas.

My jednak też możemy działać: oszczędzać wodę i… wykorzystywać deszczówkę choćby na najmniejszą skalę.

W ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci radykalnie zmieniliśmy zachowania związane m.in. z paleniem papierosów czy korzystaniem z pasów bezpieczeństwa. Ostatnie dwa lata to też ogromna zmiana podejścia do plastiku. Trzeba sprawić, by marnowanie wody było społecznie nieakceptowalne dokładnie tak, jak dmuchanie dymem w twarz dziecka lub wrzucanie plastikowych toreb do morza – apeluje James Bevan, szef angielskiej Agencji Środowiska.

Możemy dyskutować, czy zmiany klimatyczne są winą człowieka. Zróbmy wszystko, by pozytywne zmiany były teraz naszą zasługą.

Autor: Magdalena Januszek, inzynieria.com

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3