18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Elżbieta Towarnicka: pieśni pasyjne są piękne

Joanna Weryńska
archiwum artystki
Z sopranistką ElżbietąTowarnicką o płycie "Krakowska muzyka XX wieku w bazylice Mariackiej", którą nagrała wspólnie z organistą Markiem Stefańskim - rozmawia Joanna Weryńska

Jak wpadli Państwo na pomysł, żeby zebrać na jednym krążku najpiękniejsze pieśni pasyjne i sakralne do muzyki współczesnych krakowskich twórców?
Zawsze miałam taki niedosyt, jeśli chodzi o nagrania tzw. podstawowe, czyli kolędy i pieśni pasyjne. Niby śpiewa się je w kościołach, kiedy przychodzi na nie czas, ale jakoś niewiele osób chce pokusić się o ich profesjonalne nagrania. A szkoda, bo to piękne utwory. Nowe aranżacje wydobywają z nich to piękno.

Zwłaszcza kiedy prezentuje je taki mistrzowski duet jak Pani i Marek Stefański. Chyba nie pierwszy raz pracowaliście razem?
To prawda. Ta nasza współpraca przerodziła się już w zwyczaj, wcześniej przecież nagraliśmy z Markiem m.in. pieśni maryjne. Za każdym razem inicjatorem był on. Wybierał wcześniej repertuar. Chociaż i mnie ta tematyka bardzo zainteresowała. Prosiła się, by się za nią zabrać.

Płyta została nagrana w wyjątkowym miejscu, czyli bazylice Mariackiej.
Dzięki uprzejmości ks.infułata Bronisława Fidelusa dostaliśmy kościół do dyspozycji w godzinach wieczorowo-nocnych. Wrażenie było niesamowite. Wokół kompletna cisza, bo kościół był zupełnie pusty, nie licząc kilku nagrywających osób i my pracujący na chórze. To wymarzone warunki pracy dla artysty. Być może dlatego nagraliśmy tę płytę w zaledwie dwa dni. Tak się rozpędziliśmy, że przy okazji nagraliśmy jeszcze kolędy. Myślę, że to niesamowity nastrój świątyni tak na nas podziałał. Żartowałam nawet, że jesteśmy lepsi od wszystkich tych gwiazd, które żeby pracować nad nowym albumem zamykają się przynajmniej na pół roku w jakimś studio.

Ale przecież Pani też jest gwiazdą - polskich scen operowych. Śpiewanie pieśni sakralnych chyba znacznie różni się od operowych arii?
Wychodzę z założenia, że czasami taki płodozmian jest bardzo dobry. Wtedy z większą przyjemnością wraca się do tego, co się robi na co dzień. Podobnie jak nie można w kółko słuchać tej samej muzyki. Zwykle jednak takich muzycznych eksperymentów nie robię. Pewnie, gdyby nie zaproponował mi tego Marek, do którego mam wielkie zaufanie, nie zgodziłabym się. No i przede wszystkim to niesamowite uczucie śpiewać utwory kompozytora, z którym miałam okazję spotkać się osobiście, na przykład Juliusza Łuciuka, którego trzy pieśni pasyjne na sopran i organy znalazły się na płycie.

Dlaczego?
Często udzielał mi wskazówek. Wyjaśniał, jak on słyszałby wykonanie danej kompozycji. Był też otwarty na moje sugestie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie