Festiwal jest jak mały hazard

Marcin Biały
Wojciech Matusik
W kinie "Smrek" w Suchej Beskidzkiej, gdzie się wychowałem, oglądałem wszystko. Chodziłem nawet na filmy od osiemnastu lat, wkładając kapelusz ojca, mówi Krzysztof Gierat w rozmowie z Marcinem Białym.

Kiedy ostatnio oglądał Pan film dla przyjemności?
W niedzielę! I sam jestem tym zaskoczony, bo po miesiącach selekcji, oglądania filmów głównie dokumentalnych, nie jestem w stanie niczego obejrzeć. Ale dostałem zaproszenie na premierę filmu - "Cisza" wyprodukowanego przez TVN i skorzystałem.

Ale to była premiera. A z własnej inicjatywy, kiedy poszedł Pan do kina?
Razem z chrześnicą na hollywoodzką produkcję "2012", żeby zrobić jej przyjemność. Drugi raz byłem z żoną i córką na "Avatarze".

Podobało się Panu?
Miałem wrażenie, że widziałem już taką "nowość" trzydzieści lat temu w kinie - "Oka" w Warszawie, gdzie wyświetlano radzieckie filmy trójwymiarowe.

W dzieciństwie był Pan kinomanem?
Początki mojego kontaktu z filmem miały miejsce w Suchej Beskidzkiej, gdzie się wychowałem. W kinie "Smrek" dwa razy w tygodniu zmieniano repertuar i oglądałem wszystko. Chodziłem nawet na filmy od osiemnastu lat, wkładając kapelusz ojca. Wychowałem się na amerykańskim kinie. "Strach na wróble", "Nocny kowboj", "Czas apokalipsy", "Dawno temu w Ameryce" to były filmy mojej młodości.

Podczas studiów chodził Pan na Krakowski Festiwal Filmowy?
Proszę sobie wyobrazić, że nie pamiętam festiwalu z czasów studenckich. To były lata siedemdziesiąte. Bardzo trudno się było na niego dostać. Nie tak jak dzisiaj, że można kupić bilet czy karnet. Wtedy trzeba było szukać sposobu, wejść na projekcję z jakąś ekipą filmową albo zaprzyjaźnić się z pracownikami kina. Z festiwalem w czynny sposób zetknąłem się po studiach w kinie "Mikro", którego byłem kierownikiem. Były tam prezentowane projekcje pozakonkursowe.

Czym był dla Pana ten festiwal w latach 80.?
Traktowałem go jako coś absolutnie wyjątkowego. W tamtych czasach to było nasze okno na świat.

To znaczy?
Niewiele do nas docierało. Zagranicznych filmów dokumentalnych, krótkich fabuł, animacji nie było w telewizji ani w kinach. Ten jedyny w Polsce festiwal międzynarodowy ściągał ze świata mnóstwo tytułów i był bardzo poważany na świecie. W Krakowie swoje filmy pokazywali tacy twórcy jak: Pier Paolo Pasolini, Werner Herzog, Mike Leigh. To świadczyło o bardzo wysokiej randze tej imprezy.

Dlaczego w tamtych czasach zagraniczni filmowcy chcieli przyjeżdżać do Krakowa?
Myślę, że przyciągał ich mityczny świat komuny. Na miejscu spotykali z jednej strony szarą, smutną, niedoinwestowaną rzeczywistość. Z drugiej widzieli poczucie godności i wolności w ludziach. A Polska szkoła dokumentu, plakatu robiła na nich wrażenie. Nie czuło się, że jesteśmy ubogimi krewnymi. Animacja z nieistniejącego już krakowskiego Studia Filmów Animowanych zdobywała nagrody na całym świecie.

Pomyślałby Pan wówczas, że będzie dyrektorem tego festiwalu?
Nie, no skąd! Ale tak się stało i jest to już moja 10. edycja.

I od początku chciał Pan coś zmienić w festiwalu.
Miałem wrażenie, że jest skromny, ubogi. Tylko bankiety były wystawne. Chciałem mieć więcej filmów i zdecydowanie więcej gości. Najpierw zmieniłem nazwę festiwalu, bo była piekielnie długa, ze słowami "ogólnopolski i międzynarodowy, krótkometrażowy i dokumentalny", na krótką - "Krakowski Festiwal Filmowy".

To chytre, bo mógł Pan zmieniać też formułę festiwalu.
Właśnie. Festiwal odbywał się wówczas tylko w dwóch kinach: "Kijów" i "Mikro". Wydawało mi się, że to za mało. Taka impreza, aby była bardziej nowoczesna, musi atakować widza dużą liczbą pokazów i filmów. Dlatego dołączyło do nas kino "Pod Baranami". Wydłużyłem też sam festiwal, najpierw z pięciu do sześciu dni, potem do siedmiu. Nie chciałem także, aby kojarzył się tylko i wyłącznie z filmem krótkim. Cztery lata temu dodałem trzeci konkurs pełnometrażowych dokumentów.

Nie obawia się Pan tego, że ilość nie zawsze przełoży się na jakość?
To kwestia skrupulatnej selekcji. Oczywiście, że można coś przeoczyć. Ale obecnie na świecie robi się bardzo dużo filmów. My dostajemy 2,5-3 tysiące tytułów do wyboru. Jeździmy też po festiwalach, gdzie poszukujemy nowości. W tym roku dołączyło do nas także kino "Ars", dzięki czemu możemy powtarzać projekcje, aby widzowie nie byli ograniczeni w swoich wyborach. Niektóre filmy są nawet trzykrotnie wyświetlane.

Zapytałem o jakość festiwalu, bo spotkałem się z opiniami, że krakowski festiwal się rozdrabnia.
Tak? Ja się nie spotkałem! Rozumiem taką opinię w sytuacji, gdy ktoś myśli bardzo tradycyjnie. Chce być trochę prowadzony za rękę. Ma konkurs i ogląda go "po bożemu", od początku do końca. Jednak obecnie każdy duży festiwal ma potężną ofertę programową. Sami w pewnym momencie przekroczyliśmy liczbę 300 tytułów, teraz jest ich 250.

Chce Pan zmusić widzów do wyborów?
Zdecydowanie tak.

Ufa Pan widzom, że dokonają dobrego wyboru w takiej ilości filmów?
Zdaje sobie sprawę, że to jest ryzyko, taki mały hazard. Jednak festiwal to nie jest pójście do multipleksu, gdzie na miejscu człowiek zastanawia się, co wybierze. Na festiwal idzie się z jakąś świadomością zebraną często po omacku, w ostatniej chwili. Wiem, że to są trudne wybory, ale ilekroć jadę na jakiś festiwal, to najpierw analizuję przez kilka dni stronę internetową imprezy, by ułożyć sobie plan projekcji. To się często rozsypuje z różnych powodów i na ogół w piątym dniu festiwalu, kiedy zmierzam do wyjazdu, dopiero wiem, co powinienem oglądać. Taki urok wielkich festiwali. Tym większa satysfakcja, jak się dobrze trafi.

Jest jakiś klucz, według którego dobieracie filmy?
To jest festiwal intymnych opowieści, a nie publicystyki filmowej. Wybieramy filmy o człowieku i jego losach. Stawiamy na kino artystyczne, a nie na "reportaż kamerą pisany". Nie należę do czcicieli Michaela Moore'a. Doceniam filmy zaangażowane w naprawę świata, ekologiczne, poświęcone globalizacji, ale nie są dla mnie najważniejsze. Forma dokumentu jako sztuki jest bliższa mnie i moim współpracownikom, zgodnie zresztą z tradycją festiwalu.

W tym roku mamy 50. jubileuszowy festiwal. Z czego jest Pan najbardziej zadowolony, co udało się zorganizować, oprócz pokazów konkursowych?
Bardzo się cieszę z koncertu galowego w Teatrze Słowackiego, który być może będzie nowym punktem programowym festiwalu na przyszłość. Zagra na nim "Motion Trio" wraz z orkiestrą młodych akordeonistów. Cieszę się, że będę mógł pokazać gościom zagranicznym teatr, w którym odbyła się pierwsza projekcja filmowa w Polsce. Wybraliśmy też kanon naszego festiwalu. W "Top Ten Kraków" prezentujemy 10 filmów zagranicznych i 10 polskich. Zanotowaliśmy jednak porażkę, bo nie zdołaliśmy pozyskać środków na wydanie płyt. Pokazy festiwalowe będą jedyną okazją do zapoznania się z nimi.

W przyszłości będą jakieś zmiany w formule festiwalu?
Cały czas trzeba pamiętać o dwóch obszarach: widowni i branży. Żeby nie zamknąć się w getcie filmowców i żeby nie była to tylko potężna dawka kina dla widza. Ta równowaga jest niezwykle ważna. Formułę festiwalu zachowamy, aczkolwiek mam pokusę, żeby wprowadzić pełnometrażową fabułę. Takie kino, które jest blisko dokumentu, jak na przykład filmy: Kena Loacha, czy Mike'a Leigha. Absolutnie nie chcę wchodzić w obszar festiwali filmów fabularnych, które - proszę zauważyć - są coraz bardziej zaborcze i biorą pod swoje skrzydła także dokument czy animację. Ja chciałbym mieć skromną sekcję pełnometrażowego filmu fabularnego.

Po festiwalu kiedy znów będzie miał Pan siłę, aby obejrzeć film?
- Już na przełomie czerwca i lipca jadę na festiwal do Karlowych Warów, gdzie będę wypatrywał filmów na przyszły rok.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie