Gorlice: czy muszą zginąć ludzie by powstało rondo?

Magdalena Jadach
Ruchliwe skrzyżowanie, na którym dochodzi do wielu kolizji. Jak poprawić bezpieczeństwo?
Ruchliwe skrzyżowanie, na którym dochodzi do wielu kolizji. Jak poprawić bezpieczeństwo? Magdalena Jadach
Mija godzina 13. Od strony Gorlic w kierunku Biecza jedzie auto dostawcze. Skręca z Bieckiej w lewo, w ulicę Skrzyńskich. Nie ustępuje przejazdu i dochodzi do zderzenia z drugim dostawczym autem firmy kurierskiej. Siła zderzenia była na tyle duża, że jeden z samochodów odbił w kierunku jadącego w stronę Biecza auta marki Rover. Kierująca tym pojazdem, aby uniknąć zderzenia, próbuje skręcić w lewo. Niestety, uderza w tico, które czeka u wylotu ulicy Zakole, by włączyć się do ruchu.

Nikt z uczestniczących w zajściu nie odniósł żadnych obrażeń. Cztery auta są rozbite. Tak wyglądało popołudnie kilka tygodni temu, dokładnie 14 maja. Była to kolejna stłuczka na tym skrzyżowaniu. Feralne skrzyżowanie słynie w naszym regionie z tego, że to tutaj najczęściej dochodzi do wypadków, stłuczek i potrąceń. Czy można to tłumaczyć brawurą kierowców, czy kiepskim oznakowaniem drogi. W końcu ci sami kierowcy jeżdżą po wielu innych drogach, krzyżówkach i tam nie ma problemu z włączaniem się do ruchu.

Problem z tym miejscem polega na tym, że kierowcy, którzy próbują włączyć się od strony Zagórzan, mają bardzo mało czasu na wjazd na drogę krajową, bowiem w ciągu dnia jest tam bardzo duży ruch. Odstępy pomiędzy pojazdami są niewielkie, więc często zdarza się, że kierowcy w ostatnim momencie decydują się na włączenie do ruchu. Czasami im się to udaje. Jednak jak pokazują policyjne statystki nie jest to takie proste.

W 2008 roku było tam dziesięć kolizji. W 2009 ucierpiało siedem osób. Grzegorz Szczepanek z gorlickiej policji przyjrzał się temu miejscu. - W samym tylko 2010 roku było tam tyle zdarzeń, co w całym poprzednim roku. Mamy sześć rannych osób, ale bez ofiar śmiertelnych - mówi policjant.
Jakie są szanse na poprawienie naszego bezpieczeństwa na tym skrzyżowaniu?

Problemy ze skrzyżowaniem ulicy Bieckiej ze Skrzyńskich trwają od lat. Kolejne auta się rozbijają, a mimo to nic nie dzieje się w sprawie poprawy bezpieczeństwa użytkowników. Postanowiliśmy sprawdzić, ile winy jest po stronie kierowców, a jak bardzo bezpieczeństwo użytkowników drogi obniża sama droga.

W obrębie skrzyżowania jest znak ograniczający prędkość do 70 kilometrów na godzinę. Po paru minutach obserwowania ruchu ulicznego, nawet bez tachometru, jesteśmy w stanie stwierdzić, że niewiele pojazdów dostosowuje prędkość do znaku. Kierowcy mkną po prostej drodze z Gorlic w stronę Biecza. W gorszej sytuacji są jednak ci, którzy od strony Zagórzan czy Kobylanki próbują włączyć się do ruchu.

Stoimy tam dobrą godzinę. Jest kilka minut po południu. Słońce grzeje niemiłosiernie. Spaliny duszą. W czasie, który poświęciliśmy na obserwację skrzyżowania, stwierdziliśmy wiele przewinień kierowców. Nadmierna prędkość to grzech prawie wszystkich uczestników ruchu. Dużo większe zagrożenie powodują jednak ci, którzy próbują się włączyć. Naliczyliśmy około dziesięciu sytuacji, kiedy jeden kierowca wymusił na drugim pierwszeństwo. Nie doszło do stłuczki. Udało się ich uniknąć, ponieważ osoby, którym ktoś zajechał drogę, skutecznie hamowały. W godzinach szczytu średnio co sześć minut dochodzi do niebezpiecznej sytuacji.

Każda kolejna stłuczka w obrębie skrzyżowania powoduje wielką reakcję na forach internetowych lokalnych serwisów. Ludzie nie kryją oburzenia, że mimo kolejnych zdarzeń nie dzieję się tam nic, co zwiększyłoby bezpieczeństwo kierowców. Jest kilka możliwości, które mogłyby poprawić bezpieczeństwo użytkowników. Fotoradar, sygnalizacja świetlna albo rondo. Wiadomo jednak, że z każdym z tych pomysłów wiążą się problemy. Sygnalizacja zatrzymuje ruch i również powoduje zagrożenia. Poza tym auta stojące na światłach produkują spaliny, które i tak już są tutaj zmorą dla ludzi.
Najlepszym rozwiązaniem wydaje się być rondo. Nie ma jednak zgody zarządcy drogi, czyli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Ryszard Żakowski, zastępca naczelnika krakowskiego oddziału GDDKiA tłumaczy tę decyzję. - Rondo może powstać w miejscu, gdzie jest skrzyżowanie dróg o podobnym natężeniu ruchu. W przypadku Gorlic nie ma spełnionego tego warunku - mówi. Wskazówką do podjęcia działań są wypadki, do których dochodzi w danym miejscu. Stłuczka, w której nie ma ofiar, nie jest brana pod uwagę w statystykach.

- Na bieżąco weryfikujemy sytuację w tamtym miejscu. Ale interesują nas tylko wypadki - wyjaśnia naczelnik. Aleksander Liana mieszka przy tym skrzyżowaniu od lat. Nie umie policzyć wszystkich zdarzeń, które obserwuje z okien swego domu. - Pisaliśmy już pismo w tej sprawie. Strach przejść przez ulicę. Auta pędzą. Słychać tylko trzaski rozbijanych pojazdów. Czekajmy, aż ktoś zginie - mówi z goryczą.

Najprostszym rozwiązaniem byłby fotoradar. Im wolniej auta jadą, tym więcej czasu mają inni na włącznie się do ruchu. Michał Gawlik, komendant gorlickiej policji, mówi o tym pomyśle. - Wraz ze starostwem chcemy budowy ronda. GDDKiA nie wyraża zgody. Zostaje fotoradar. Pomógłby on trochę - ocenia.

Mieszkańcy mogą napisać do samorządu list z prośbą o ustawienie tam radaru. Urzędnicy będą musieli zwrócić się do GDDKiA o możliwość zainstalowania urządzenia. Czy będzie bezpieczniej?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie