Kapitan "Pasów" strzelał i bronił się

Jacek Żukowski
Wojciech Matusik
Kapitanem Cracovii w spotkaniu z Koroną Kielce był Dariusz Pawlusiński - po raz pierwszy odkąd występuje w drużynie.

Radość Pawlusińskiego po meczu zmąciła bardzo nieprzyjemna sytuacja. Jeszcze na płycie boiska, gdy czekał na wywiad dla telewizji, został zaatakowany przez Aleksandra Vukovicia. Zawodnik Korony zaczął dusić krakowianina, który nie pozostał dłużny. To, że nie doszło do bójki, jest zasługą Nikoli Mijailovicia, który do tej pory był znany raczej z krewkiego charakteru i niesportowych zachowań. Widać mocno się zmienił, spoważniał, jest bardziej stonowany, co służy nie tylko jemu.

- Nie wiem o co chodziło rywalowi - mówił po meczu. - Jeszcze w trakcie spotkania coś do mnie mówił. Widać zagrały rolę nerwy. Nie jestem osobą, która toleruje takie rzeczy, więc swoje trzy grosze dorzuciłem. Ale to nie jest istotne, cieszę się ze zwycięstwa i nie będę zawracał sobie głowy tą sprawą.
Jak wspomnieliśmy, Pawlusiński ubrał opaskę kapitana, bo Marcn Cabaj czy Arkadiusz Baran, którzy są w kolejce do tej funkcji, nie zagrali.

- Byłem zaskoczony tym, że to ja będę pełnił funkcję kapitana - mówi zawodnik. - Choć z tych zawodników, którzy mogli grać, obok Tomasza Moskały mam najdłuższy staż w Cracovii. O tym, że to mnie przypadnie kapitańska opaska zadecydował trener Lenczyk. Pełnienie tej funkcji to duża odpowiedzialność i cieszę się, że trener obdarzył mnie zaufaniem.

Pawlusiński był bohaterem akcji, po której padł drugi gol. To on strzelał na bramkę i trafił w plecy Radosława Matusiaka. Zapytany, komu należałoby przyznać zatem autorstwo przy tym trafieniu, odparł: - Jest mi to obojętne, komu zostanie przypisana ta bramka. Liczy się tylko to, że wygraliśmy, bo po piątkowym wyniku Odry nasza sytuacja nie była komfortowa.

Ale zdobyliśmy trzy punkty, które w stu procentach się nam należały. Jeśli chodzi o strzał, to celowałem do bramki, ponieważ warunki były ciężkie, było ślisko i każdy strzał mógł sprawić bramkarzowi kłopot. Jestem zawodnikiem, który często próbuje uderzać, wydawało mi się, że piłka leci w światło bramki. Ważne, że padł gol i jest zwycięstwo. A byliśmy mocno osłabieni, bo nie mogli zagrać Aleks, Mariusz czy Łukasz (Suworow, Sacha i Derbich - przyp. żuk), zawodnicy którzy przecież coś znaczą w naszym zespole.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie