Kraków: chore dzieciaki mają swój ośrodek w Hucie

K. Gnyra, K. Sakowski
Weronika (od lewej),  Maksymilian i Kuba ze swoimi mamami
Weronika (od lewej), Maksymilian i Kuba ze swoimi mamami krzysiek hawrot
Jeszcze w sierpniu 2008 roku pomieszczenia na os. Zgody 4 przypominały kompletną ruinę. Brudne, odrapane ściany, wybite okna i zdemolowane sale odstraszały wszystkich, prócz członków "Domu Nadziei", stowarzyszenia rodzin i przyjaciół dzieci specjalnej troski.

Dostali budynek od urzędu miasta i ostro wzięli się do roboty. - Pomagali wszyscy, znaleźli się sponsorzy z Lions Club i holenderskiej fundacji - wylicza Małgorzata Pankiewicz, mama bliźniaków z chorobą Downa. - Chcielibyśmy, aby powstało w Krakowie specjalne centrum, w którym nasze dzieci mogłyby przebywać do końca życia. One rosną, a my się starzejemy. Nie wyobrażam sobie, co się stanie z nimi, jak mnie zabraknie - dodaje.

Centrum to na razie projekt. Teraz rodzice i dzieci cieszą się z nowego, odremontowanego ośrodka diagnostyczno-terapeutycznego. - Będziemy mogli skorzystać z pomocy psychologa, pedagoga, logopedy i rehabilitantów - wymienia Agnieszka Ślęczek, mama Kubusia.

Ewa Kołodziejczyk, prezes stowarzyszenia "Dom Nadziei" już od progu ośrodka wita przybyłych na otwarcie rodziców i zaproszonych gości. - Nie poznacie tego miejsca - zapewnia. Rzeczywiście. Pięknie pomalowane ściany, gabinety przeznaczone na spotkania ze specjalistami, pomieszczenie do hydroterapii, a także kuchnia i świetlica, z której mogą korzystać rodzice, czekający na swoje pociechy. - Chcieliśmy stworzyć miejsce przyjazne dla wszystkich. Budynek jest takim naszym domem nadziei, chcemy tu rehabilitować, ale także uczyć się i razem spędzać czas - cieszy się Anna Słupczyńska, jedna z mam i założycielek stowarzyszenia.

Przypomina, że w Krakowie brak miejsc, w których rodzice mogliby zostawić niepełnosprawne dzieci pod opieką. - Przedszkola i szkoły najczęściej nie zgadzają się ich przyjmować - zauważa Słupczyńska.
Stowarzyszenie stara się zapewnić pomoc wszystkim rodzinom, które się do niego zgłoszą. Warunkiem jest zaświadczenie o niepełnosprawności dziecka. - Nie ma znaczenia miejsce zamieszkania i nie wymagamy, aby być członkiem naszego stowarzyszenia - zapewnia Ewa Kołodziejczyk. - Zajęcia są prowadzone bezpłatnie.

Pracownicy ośrodka planują już wzbogacenie swojej oferty o nowe formy terapii, takie jak muzykoterapia czy art-terapia. Na razie jednak martwią się czymś innym. - Czynsz, który płacimy wynosi 1200 zł. Do tego ogrzewanie - prawie drugie tyle, a my utrzymujemy się ze składek i hojności naszych darczyńców - mówi Pankiewicz. - Czuwają jednak nad nami jakieś dobre anioły, więc i z tym zmartwieniem się jakoś uporamy.

Możesz przekazać 1 proc. podatku na stowarzyszenie. Wskazując organizację pożytku publicznego Lions Club, Kraków - Stare Miasto, Rynek Główny 15. Nr KRS 0000101426 z dopiskiem "na Dom Nadziei".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie