Kraków: jesiony z Błoń idą pod topór

Katarzyna Janiszewska
Mieszkańcy Krakowa nie mogą przeboleć wycinki
Mieszkańcy Krakowa nie mogą przeboleć wycinki
Wśród obrońców lipowej alei rosnącej wzdłuż Błoń znowu zawrzało. W zeszły piątek zniknęło 15 wiekowych jesionów i jedna lipa. Nagłe działanie miasto tłumaczy względami bezpieczeństwa, związanymi z uroczystościami pogrzebowymi pary prezydenckiej.

Takie argumenty nie wszystkich jednak przekonują. Krakowianie, którzy o wycince dowiedzieli się po fakcie, nie kryją wzburzenia. - Ktoś ma w tym jakiś interes i bynajmniej nie jest to ochrona drzewostanu - twierdzą zgodnie mieszkańcy. - Robi się to po cichu, po kryjomu. Jakby ktoś szukał pretekstu.

Ekolodzy wysuwają z kolei inne zarzuty. - Cały czas panuje u nas prymitywne podejście do przyrody - uważa Kazimierz Walasz z Małopolskiego Towarzystwa Ornitologicznego. - Przecież martwe drzewa również mogą być siedliskiem zwierząt, larw owadów, którymi żywią się ptaki. Nie powinno się ich wycinać, a jedynie pielęgnować.

Co gorsza, drzewa wycięto w okresie lęgowym ptaków. Walasz zauważa, że zgodnie z Ustawą o Ochronie Środowiska można to robić wyłącznie na podstawie opinii eksperta ornitologa, który stwierdzi brak czynnych gniazd ptaków. - Nie rozumiem, dlaczego czekano z tym aż do tej pory - mówi. - Kwiecień to szczyt sezonu lęgowego. Przecież można to było zrobić wcześniej.
Małgorzata Mrugała, dyrektor magistrackiego Wydziału Kształtowania Środowiska tłumaczy, że wycinka była podyktowana względami bezpieczeństwa.
- W zwiazku z uroczystościami pogrzebowymi, na Błoniach miały lądować śmigłowce - mówi. - Ustalenia zmieniały się z minuty na minutę, a my musieliśmy natychmiast reagować.
Wniosek do wojewódzkiego konserwatora zabytków został złożony już w styczniu. Jednak dopiero w zeszłym tygodniu wydał on zgodę na wycinkę. - Opierałem się na stanowisku rzeczoznawcy - tłumaczy Jan Janczykowski. - Drzewa były suche, w złym stanie, do niczego się już nie nadawały. Okresem lęgowym się nie zajmowałem, bo nie leży to w moich kompetencjach - przyznaje.
Jacek Bartlewicz, rzecznik ZIKiT przekonuje, że przed wycięciem drzewa w alei 3 Maja oglądała specjalna komisja. - Nie było na nich gniazd, ani niczego innego, co nie pozwalałoby ich usunąć - twierdzi rzecznik. - Grudniowa ekspertyza wskazała właśnie te drzewa do wycięcia, jako niebezpieczne dla osób i przedmiotów. Rada ds. Zieleni nakazała usunięcie ich w trybie pilnym, jako zagrażających bezpieczeństwu. Prace zostały więc wykonane zgodnie z zaleceniami rady - dodaje.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gatsby

pnie tych drzew były u dołu puste jak bęben. wystarczyło sfotografować pniaki z góry, ale oczywiście dziennikarze "zapominają". natomiast ekolodzy popadają już w calkowitą paranoję. aleja w środku miasta to nie park narodowy. martwe i chore drzewa powinny byc usuwane, czy to ze wzgl. bezp., czy estetycznych....

k
krakus

a czy jak takie martwe drzewo, zostanie powalone przez wiatr i spowoduje obrażenia ludzi to wówczas pan Walasz zapłaci za ich leczenie i stosowne odszkodowanie? może trochę rozsądku ...

Dodaj ogłoszenie