Kraków: powódź na Nowohuckiej 11.30

Redakcja
[b]Godz. 11.30. [/b]Staramy się dotrzeć do osiedli położonych na południe od ul. Nowohuckiej, odciętych od centrum. Wszędzie tworzą się korki. Pędzące na sygnale wozy policji i straży miejskiej torują drogę ciężarówkom z piaskiem. Piesi biegają miedzy autami. Docieramy ul. Płaszowską na drugą stronę zalanej ul. Saskiej. Po drodze mijamy ludzi z plecakami i siatkami.

- Mieszkamy na piętrze, ale boimy się odcięcia od świata - rzuca szybko idący mężczyzna. Woda tryska falami z ogródków działkowych. Działki znajdują się w zagłębieniu, które teraz przypomina brudny basen. Ludzie z bloku przy ul. Saskiej 9, który jest najbardziej narażony na zalanie, w popłochu odjeżdżają autami z parkingu. Dwie kobiety na towarowym wózku wożą piasek - Znikąd pomocy. Radź sobie sam - to jedyny sposób władz na powódź - mówi jedna z nich, ubrana w pelerynę zrobioną z plastykowych worków.

- Patrzę jak szybko zalewa kolejne płytki chodnikowe. W miejscu, gdzie stałem jeszcze 20 minut temu, jest już woda po kostki - mówi Daniel, licealista.

Wjeżdżamy w Koszykarską. Po lewej zalane domy. Po prawej ludzie w pośpiechu ładują piasek do domów i ogradzają swoje posesje. Wszyscy zgodnie twierdzą, że wał został specjalnie rozebrany, aby puścić wodę. Dojeżdżamy do osiedla przy ul. Nowohuckiej położonego u zbiegu ulicy z Koszykarską. Ludzie stoją bezradni. Nieliczne, suche jeszcze miejsca ogradzają workami z piaskiem.

Tereny nad samą Wisłą zmieniły się w bagnisko. Woda prawie po pas. Wchodzimy i kierujemy się w stronę ul. Na Zakolu Wisły, gdzie w nocy pękł wał przeciwpowodziowy.

Godz. 12.00. Wchodzimy na wał i idziemy w miejsce wyrwy. - Nie podchodzić za blisko, bo ziemia się osuwa. Wpadniecie i prąd was porwie - ostrzegają strażacy. Po parunastu metrach naszym oczom ukazuje się wyrwa szeroka na 15 metrów. Woda wdziera się przez nią gwałtownie. Jest tu głęboko na 5 metrów. Żołnierze i strażacy z amfibii wyrzucają worki z piaskiem. Te jednak toną. - Rzucać na wał, a nie do wody! - krzyczy komendant miejski straży pożarnej Ryszard Gaczoł. Jest tutaj od 1 w nocy. Nie spał ani na moment.

- Na razie workami wzmacniamy brzegi wyrwy. W jej środek wkładamy betonowe zapory. Jedzie już ciężki kruszec, który ma zatkać wał. Oby się udało - tłumaczy nam szybko komendant. Dodaje, że początkowo wyrwa miała 10 metrów szerokości. Jej boki jednak zrywa woda, poszerzając dziurę.

Za amfibią stoją już koparki. Na łyżkach mają betonowe zapory. Ciężarówek z kruszywem jeszcze nie widać. Żołnierze i strażacy pracują w pocie czoła. Gdy wyrzucą ładunek worków wracają po nowe. Wtedy zmienia ich inna drużyna. Zmęczeni idą na grochówkę. Ich koledzy w tym czasie wyjeżdżają do walki z wodą. I tak w kółko.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie