Kraków - Wrocław dwa bratanki?

Redakcja
Bogusław Sonik, europoseł Platformy Obywatelskiej
Bogusław Sonik, europoseł Platformy Obywatelskiej biuro posła Bogusława Sonika
Od kilku tygodni "Gazeta Krakowska" szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego Kraków ciągle przegrywa z Wrocławiem walkę o prestiżowe imprezy. Dziś prezentujemy analizę europosła Bogusława Sonika

Jest się czego bać, czy nie? "Czy twierdza Wrocław ostrzeliwuje twierdzę Kraków?". Czy wyrąbała sobie już przyczółek, z którego lać będzie smołę na próbujących się podnieść do walki krakusów? Ciekawe reportaże z Wrocławia zamieszczane w "Gazecie Krakowskiej" przybliżają nam to miasto, a diabeł okazuje się nie taki zły i nie taki potężny, jak sobie wyobrażamy. W jednym my jesteśmy lepsi, w innym - oni. Pożytek z tej wiedzy jest taki, że warto się sobie przyglądać, patrzeć na doświadczenia obu samorządów, czerpać dobre wzory.

Gdy słyszę "Wrocław", pamięć wywołuje wspomnienie jakże bliskiej, serdecznej współpracy z lat 70., kiedy stworzyliśmy 15 maja '77 roku Studencki Komitet Solidarności. Wsparły nas największe ośrodki akademickie w Polsce, SKS-y powstały w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie. Bezpieka używała wszelkich sposobów, by nie dopuścić do ich rozwoju, wielu uczestników naszego ruchu usunięto z uczelni. Z tych zmagań zwycięsko wyszły dwa ośrodki: Kraków i Wrocław.

Wrocławski SKS powstał w grudniu 1977 roku. Początkowo wiadomości o aktywności wrocławian docierały do nas głównie przez Wolną Europę lub podziemny biuletyn informacyjny. W maju 1978 r. doszło do spotkania działaczy naszych komitetów w Gorcach, w Ochotnicy Górnej. Przemykaliśmy się różnymi szlakami, by zmylić tropy przed SB. Wrocławianom wyznaczyliśmy różne punkty zbiórki w okolicach Nowego Targu. Udało się, to było chyba jedyne takie spotkanie ludzi z różnych ośrodków, którego nie rozbiła SB. Wówczas poznaliśmy się blisko, zaprzyjaźniliśmy, a dyskusjom nie było końca.

Sytuacja we Wrocławiu i Krakowie była podobna. W obu miastach SKS stał się głównym i w zasadzie jedynym silnym, dobrze zorganizowanym ośrodkiem opozycyjnym. Nasi wrocławscy rówieśnicy wzięli na siebie ciężar prowadzenia szerokiej działalności. Wrocław i Kraków szybko wyrosły, obok Warszawy, na główne ośrodki oporu w Polsce (oczywiście na północy Polski byli równie sprawni nasi przyjaciele z Gdańska). Lata 1978-80 to lata naszej bliskiej współpracy, po spotkaniu w Gorcach zaczęły się przyjaźnie, które trwają do dzisiaj.
Nasze środowiska wzięły czynny udział we wspieraniu sierpniowych strajków. Członkowie wrocławskiego i krakowskiego SKS znaleźli się w Stoczni Gdańskiej w sierpniu i brali udział w organizacji strajku. Te trzy lata wspólnej aktywności spowodowały, że dziś, kiedy się spotykamy, rozumiemy się - jak to się mówi - bez słów, mimo iż są to czasem skłócone ugrupowania polityczne. Przyjaźń zrodzona w tamtych latach okazuje się silniejsza niż dzisiejsze podziały.

W 1989 r. pokolenie naszych kolegów wrocławian włączyło się aktywnie w politykę w nowej Polsce. To oni wraz z działaczami NZS-u przejęli władzę we Wrocławiu. Młodzi, dynamiczni, pełni entuzjazmu, okazali się też dobrymi organizatorami. I tutaj według mnie leżą przyczyny wrocławskiego sukcesu rozwojowego i wizerunkowego. Udało im się zachować ciągłość władzy samorządowej, Wrocław miał od 1989 roku trzech prezydentów. Po jedenastu latach Bogdana Zdrojewskiego zastąpił działacz SKS-u Stanisław Huskowski (dziś poseł), by potem przekazać pałeczkę już na lata Rafałowi Dutkiewiczowi.

Więc w czasie, kiedy Krakowem szarpały raz po raz polityczne utarczki i z uporem lokowano nadzieje w statecznych profesorach, Wrocław pędził do przodu. Jego mieszkańcy poczuli, że mają szansę, jak nigdy, dostać się do czołówki polskich miast. Mieli, jak mówią Francuzi "wściekłość życia".

O Wrocławiu i jego przeszłości zaczęło być głośno w Polsce i w Europie. Niemiecką historię miasta potrafili sprzedać jako swój atut, pod hasłem "Ani się tego nie boimy, ani się nie wstydzimy, jesteśmy miastem o wielonarodowej tradycji". Postawili na wizerunek miasta kultury i nowoczesności. Porywali się na organizację przedsięwzięć międzynarodowych na ogromną skalę (na przykład Expo). Nawet gdy im się nie udawało, zdobywali szacunek za upartość i determinację w dążeniu do ambitnych celów.
Postawili na kulturę, pasjonujące festiwale, pod tym kątem ustawiony budżet, trwała polityka kulturalna, od lat wydziałem kultury kieruje nasz kolega ze Studenckiego Komitetu Solidarności, poeta Jarosław Broda. Krystyna Meissner i Ewa Michnik zmuszone do emigracji z Krakowa, rozbłysnęły nad Odrą swoimi talentami.

Wrocław ściąga z rynku co wybitniejsze postacie w dziedzinie kultury, daje im możliwości realizacji swoich planów. Wywodząca się jeszcze z opozycji przyjaźń z czeskimi opozycjonistami (m.in. Vaclavem Havlem) zaowocowała programami, festiwalem oraz nagrodą literacką nastawionymi na pokazywanie kultury Europy Środkowo-Wschodniej. Przyjaźń z kolei z Janem Nowakiem-Jeziorańskim (dyrektor Wolnej Europy) doprowadziła do przekazania cennego archiwum i zbiorów Jeziorańskiego właśnie nad Odrę. Moi wrocławscy przyjaciele byli jak kupcy w średniowieczu, którzy wędrują po kraju i Europie, wyszukując najlepsze towary, by sprowadzić je do swojego miasta.

Jednym słowem, oprócz sprzyjającej sytuacji prawno-administracyjnej miasta (duża własność państwowa nieruchomości), o czym pisał w "Gazecie Krakowskiej" Jacek Purchla, chcieli chcieć. Wdarli się na rynek rozwoju regionalnego z przekonaniem wyniesionym jeszcze z lat 70., że nawet niemożliwe kiedyś okaże się realne.

Co więc proponuję w tej sytuacji mojemu miastu, które już nieco zdenerwowało się tą drażniącą aktywnością Wrocławia. Początkowe pobłażanie dla swoistej "pazerności na sukces" Wrocławia powoli jest zastępowane przez rozdrażnienie. To dobrze, niech krakowski niedźwiedź obudzi się z letargu, by nie stracić na trwałe pozycji drugiego po Warszawie ośrodka metropolitalnego w naszym kraju. Niech ta swoista konkurencja stanie się dopingiem do większej kreatywności, nowych inicjatyw. Niech Kraków czuje na plecach oddech wrocławskich gladiatorów.

Przeciwnikiem Krakowa nie jest Wrocław i odwrotnie. Mamy o tym pamiętać. Naszym wspólnym wrogiem jest wizja centralizacji Polski i skupienia większości możliwości rozwojowych w stolicy, w Warszawie. W interesie naszych aglomeracji jest wymuszenie decentralizacji kraju i ośrodków władzy, a co za tym idzie, decentralizacji budżetu państwa.
Powinniśmy podjąć akcję na rzecz utworzenia ministerstwa do spraw decentralizacji przynajmniej na jedną kadencję parlamentu. Potrzebna jest sprawna i szybka komunikacja między Warszawą a naszymi miastami oraz między Krakowem a Wiedniem (na szczęście mamy już autostradę).

Powinno się przenieść niektóre urzędy centralne do naszych miast. Postuluję też trwałe nawiązanie współpracy między samorządami, wspólne posiedzenia władz i klubów politycznych w radach miejskich i sejmiku.
To połączenie pionierskiej energii zdobywania z Wrocławia z doświadczeniem i rozwagą krakowian może przynieść tylko pozytywne efekty.

Myślę o wspólnych inicjatywach na przykład w dziedzinie kultury. Nasze województwo mogłoby odstąpić Dolnemu Śląskowi wiedzę o organizacji Dni Dziedzictwa Kulturowego. Niektóre festiwale mogłyby mieć swoją odnogę w Krakowie i Wrocławiu, jak to robi Elżbieta Penderecka z festiwalem Ludwiga van Beethovena. Już w roku 2000 zorganizowałem bezpośrednie transmisje koncertu Placido Domingo z Wrocławia na wielki ekran przed krakowskim ratuszem.

Centra informacji kulturalnej mogą wymieniać informacje o życiu kulturalnym obu miast, promując wzajemnie swe oferty. Dziś możemy dość szybko dojechać do Wrocławia autostradą i na odwrót. Zbliżmy się zamiast patrzeć na siebie wilkiem.

Jednym słowem, Kraków - Wrocław dwa bratanki. W dzisiejszym świecie liczy się przede wszystkim synergia, współdziałanie, sieciowość. Razem na pewno uda nam się więcej.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Ag

Kraków ma pecha do speców od marketingu i reklamy miasta.
Wrocław na tym korzysta.
Kraków m innymi był pierwszy w organizacji masowego i największego Sylwestra a teraz ma jakieś Wow- coś. Medialnie Kraków bardzo marnie wypada. Warto pamiętać o tym przy wyborach prezydenta.Pełnomocnik ds Kultury daje pełny popis braku kultury.

A
Ag

Kraków ma pecha do speców od marketingu i reklamy miasta.
Wrocław na tym korzysta.
Kraków m innymi był pierwszy w organizacji masowego i największego Sylwestra a teraz ma jakieś Wow- coś. Medialnie Kraków bardzo marnie wypada. Warto pamiętać o tym przy wyborach prezydenta.Pełnomocnik ds Kultury daje pełny popis braku kultury.

Dodaj ogłoszenie