Marek Cichocki i Dariusz Gawin: Napływ imigrantów może być formą wojny hybrydowej

Agaton Koziński
Marek Cichocki (po prawej) i Dariusz Gawin (po lewej): Ostatnie głosowanie było jak naciśnięcie atomowego guzika. Żyjemy w skażonej Europie
Marek Cichocki (po prawej) i Dariusz Gawin (po lewej): Ostatnie głosowanie było jak naciśnięcie atomowego guzika. Żyjemy w skażonej Europie Fot. Bartek Syta
- By opanować kryzys, Europa musi odrzucić całe hałdy politycznej poprawności. Teraz Unia dusi się sama sobą, nie umie przyjąć innej perspektywy niż obecna. Bez tego nie przełamie obecnego impasu - mówią politolodzy Dariusz Gawin i Marek Cichocki w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Pierwsza dekada członkostwa Polski w Unii to sukces, którego symbolami stały się autostrady zbudowane za unijne subwencje oraz Donald Tusk jako szef Rady Europejskiej. Jednak teraz idzie nam dużo gorzej, po stronie minusów musimy zapisać mało korzystną dla nas politykę klimatyczną UE oraz kryzys imigracyjny. Co się zmieniło?
Marek Cichocki: Rzeczywiście, przez pierwsze 10 lat w Unii udało nam się zbudować pewien potencjał. Lata 2004-2013 mogą w przyszłości korzystnie zaprocentować - choć mówię teraz nie o kwestiach personalnych, a o infrastrukturalnych. Natomiast ostatnie wydarzenia to sygnał, że skończyła się Unia, do której wstępowaliśmy. Diametralne zmiany w jej konstrukcji widać od początku kryzysu finansowego. Obecny kryzys migracyjny pokazuje jednak, że rozpoczęte wtedy zmiany nie były tylko epizodem, ale początkiem całego procesu ewolucji UE. To stawia nas w zupełnie nowej sytuacji, gdyż Zachód przestaje być dla nas wzorcem rozwoju.

Pytanie, kto się zmienił: Zachód czy my? Może po prostu po 11 latach obecności w Unii zaczynamy dostrzegać subtelności, których dawniej nie widzieliśmy?
Cichocki: Nie staliśmy się bardziej wyrobionym krajem, polscy politycy wciąż nie potrafią uczestniczyć w złożonej europejskiej grze. Na to jeszcze poczekamy. Natomiast każdy widzi, że zmienił się Zachód. Zakwestionowany został cały model jego istnienia, system kapitalizmu demokratycznego, który długo był przedstawiany nam jako wzorzec rozwoju polityczno-gospodarczego przez całe lata transformacji. Dostosowanie się do tego modelu było formą legitymizacji Polski przy wchodzeniu do europejskich struktur. Teraz model się rozsypał - a wraz z nim wszystkie dotychczasowe pewniki, np. o stabilizującej roli klasy średniej, o niekończącym się wzroście gospodarczym, o tym, że wystarczy, jak Polska będzie imitować rozwiązania przywiezione z Zachodu.

Dariusz Gawin: Można wręcz powiedzieć, że wstępowaliśmy do innego NATO i do innej Unii. Stąd właśnie bierze się to poczucie dysonansu poznawczego, bowiem w Polakach wciąż tkwi wyniesiona jeszcze z czasów PRL, czy lat 90. tęsknota za Zachodem, którego de facto już nie ma. Podobną drogę przejdą pewnie w przyszłości Ukraińcy - jeśli w ogóle im się uda w jakiś sposób zintegrować z europejskimi strukturami - bo oni mają idealistyczne podejście do Zachodu. Przeżyją nieuchronne rozczarowanie, bowiem dziś - tak jak zawsze - nie istnieje jeden Zachód, tak jak nie istnieje jeden model kapitalizmu.

Pomysł na Unię przedstawili Brytyjczycy i Niemcy. Pierwsi chcą rozluźnienia UE, drudzy - dyktatu. Taki mamy wybór

Ale obowiązywał Konsensus Waszyngtoński, który silnie wymuszał ujednolicenie systemów gospodarczych w krajach Zachodu.
Gawin: Tyle że w tym konsensusie zawarte były wszystkie przyczyny ostatniego kryzysu finansowego. Na razie nikt nie przedstawił pomysłu na to, jak te błędy systemowe poprawić - i właśnie to sprawia, że Zachód przestaje istnieć, rozpada się na naszych oczach jako pewna wspólnota. Ale też możemy na to spojrzeć optymistycznie. Bez względu na to, co się stanie, zbudowane w Polsce autostrady zostaną. Nie warto więc w myśleniu o Zachodzie przykładać idealistycznych wyobrażeń o sytuacji tam, lepiej kierować się pragmatyzmem. Tylko to z kolei wymaga jasnego zdefiniowania interesu narodowego. Musimy odnaleźć się w sytuacji, gdy UE jest zdominowana przez Niemcy, gdy Rosja staje się coraz bardziej agresywna, gdy Stany Zjednoczone wycofały się z bezpośredniego angażowania się w sprawy Europy.

Zapytałem wcześniej o relatywizm w ocenie sytuacji, bo mam wrażenie, że Polska dużo łatwiej przeszła do porządku dziennego nad odrzuceniem nicejskiego systemu głosowania, niż teraz godzi się na przyjęcie imigrantów. A przecież przy utrzymaniu Nicei dużo łatwiej byłoby nam uniknąć narzucenia nam polityki klimatycznej czy konieczności przyjęcia uchodźców.
Gawin: Owszem, z nicejskim systemem głosowania byłoby nam łatwiej i szkoda, że nie udało się go zachować. Ale też sam system głosowania nie ma wpływu na to, czy imigranci napływają do Europy, czy nie. Ważne są polityczne konsekwencje ostatnich wydarzeń w Unii. Tydzień temu niemieckie gazety ewentualne głosowanie na Radzie UE w sprawie przyjęcia imigrantów porównywały do użycia dyplomatycznej broni jądrowej - to miała być absolutna ostateczność. Do tego głosowania jednak doszło - co oznacza, pozostając w logice tej metafory, że żyjemy teraz w Europie skażonej promieniowaniem nuklearnym. To jest nasz dyplomatyczny „the day after”.

Cichocki: A niemiecki minister spraw wewnętrznych podziękował swojemu polskiemu odpowiednikowi za to, że razem nacisnęli czerwony guzik.

Co to może oznaczać?
Gawin: To wszystko oznacza, że mamy przed sobą kryzys instytucjonalno-polityczny, którego konsekwencje nie są jeszcze do końca jasne. Dopiero w najbliższych tygodniach i miesiącach będą się przed nami odsłaniały pełne skutki tego kryzysu - jak w nuklearnym wybuchu: najpierw błysk, potem fala uderzeniowa, potem dopiero skażenie.

Cichocki: Obecne wydarzenia dzieją się bardzo szybko, więc pewnie i konsekwencje ostatniego głosowania poznamy szybciej, niż zakłada Darek. Podejrzewam, że będzie ono miało duży wpływ na to, czy Wielka Brytania pozostanie jednak w UE, czy nie.
Akurat w kwestii radzenia sobie z napływem imigrantów Londyn, razem z Kopenhagą, skorzystał z prawa do nieprzyłączenia się do działań UE.
Cichocki: Ale proszę pamiętać, że Wielka Brytania przygotowuje się do dyskusji o renegocjacji traktatów unijnych - i grozi wyjściem z UE, jeśli zmian nie będzie. Wypowiedzi Davida Camerona i Philipa Hammonda po wtorkowym głosowaniu wskazują, że było to dla nich bardzo ważne zdarzenie - mające wręcz wpływ na to, czy Londyn zostanie w Unii, czy nie. Jeśli ktoś wie, jak zaciekle Brytyjczycy bronili przed Bruksela swój sektor bankowy, by nie być w kwestiach finansowych przegłosowanym, ten wie, jak to jest wrażliwa kwestia dla tamtejszej opinii publicznej. I teraz musimy sobie postawić pytanie: czy naprawdę jesteśmy zainteresowani tym, by Wielka Brytania wyszła z UE? Akurat ten kryzys i głosowanie na Radzie Unii pokazało więcej podobnych napięć - a przy okazji mówi, jak bardzo UE się zmieniła w ostatnich latach. Ta zmiana nie polega tylko na tym, że Londyn może nam nagle odpłynąć. Widać też wyraźnie, że wewnątrz Unii pojawiają się próby wymuszenia posłuszeństwa, pójścia za tym, co proponują Niemcy. Właśnie takie sytuacje pokazują, że kluczową sprawą dziś staje się kwestia suwerenności, tego, ile suwerenności może dzisiaj pomieścić UE. Dziś nie ma ważniejszych tematów w polskiej polityce europejskiej.

Gawin: Warto podkreślić, że ten kryzys nie dotyczy tylko kwestii uchodźców. Dziś rozmawiamy o imigrantach, ale jutro mechanizm głosowania większościowego może zostać zastosowany w związku z innymi sprawami. Ten kryzys dobitnie unaocznił nie tylko dominację Niemiec w Europie, bo to wszyscy już wiedzą. Sposób, w jaki Berlin załatwia sprawę tego kryzysu, wymaga, aby zadać pytanie o jakość niemieckiego przywództwa. Ten król okazał się nagi.

W kryzysie imigranckim mniej nawet chodzi o ostateczne konkluzje, a bardziej o styl, w jaki zostały one osiągnięte. Niemcy najpierw podejmowali wzajemnie się wykluczające decyzje, a później zaczęli pouczać innych za to, że nie chcą się dostosować - a ostateczne rozwiązania wymusili niemal siłą.
Gawin: Żeby te wymuszone decyzje były choć racjonalne - ale tak nie jest. Niemcy są dumne ze swojego poczucia odpowiedzialności, a w tej sytuacji zachowują się niestety zarówno nieodpowiedzialnie jak i nieracjonalnie, aplikując Europie swoistą mieszankę naiwnego idealizmu i brutalności. Idealizmu, bo Niemcy są bardzo zadowoleni z siebie, uważają się za wiodący naród w kwestii realizacji wartości europejskich. Kierując się tym poczuciem wyjątkowości kanclerz Merkel zaprasza do swojego kraju 800 tys. uchodźców. Po kilku dniach, gdy okazuje się, że ta decyzja wywołuje katastrofę logistyczną i humanitarną, Merkel zmienia swą decyzję o 180 stopni - a cała Europa poddana brutalnemu, moralnemu szantażowi ma ponosić konsekwencje jej decyzji. Ta sytuacja przypomina do pewnego stopnia zachowanie Merkel po katastrofie elektrowni atomowej w Fukushimie, gdy w ciągu jednego dnia kazała ona zamknąć wszystkie elektrownie atomowe w kraju, twierdząc wręcz, że są one „niemoralne” - choć w Niemczech nie ma ani trzęsień ziemi, ani tsunami.

Współczesne Niemcy aplikują Europie swoistą mieszankę naiwnego idealizmu i brutalności

Ale ta zmiana polityki w 2011 r. przynajmniej wpisała się w szerszy pomysł rewolucji energetycznej w Niemczech.
Gawin: Tak? Proszę pamiętać, że rozmawiamy w chwili, kiedy rozgrywa się kryzys związany z samochodami Volkswagena. Firma z kraju, który uważa się za najwyższego kapłana religii klimatycznej, oszukiwała w sprawie poziomu emisji spalin w swoich samochodach. Tu nie chodzi o błąd techniczny, jak w przypadku skandalu związanego np. z Toyotą. Niemcy przewodzą krucjacie klimatycznej i jednocześnie firma produkująca „Das Auto” jest klimatycznym hochsztaplerem. To jakby ksiądz okazał się pedofilem.

W przypadku polityki energetycznej czy kryzysu w Grecji widać było przynajmniej, że Niemcy mieli jakiś pomysł na sytuację. W przypadku kryzysu imigracyjnego Berlin tego pomysłu nie ma. Co to mówi nam o niemieckim przywództwie w Europie?
Cichocki: Mamy znacznie poważniejszy problem niż tylko chaotyczna improwizacja przy okazji tego kryzysu. Mówimy o najsilniejszym kraju w UE, który fantastycznie wykorzystał kryzys finansowy do wzmocnienia własnej pozycji i jest przekonany, że stał się modelem dla wszystkich innych państw - ale który jednocześnie nie jest w stanie pełnić roli odpowiedzialnego przywódcy.

Grecja została zmuszona do dostosowania się do narzuconych przez Niemcy zasad.
Cichocki: Ale przy okazji utrwalono nierównowagi społeczne i ekonomiczne między Północą i Południem. Mimo to przy kryzysie imigracyjnym Berlin też próbuje wymusić na innych państwach obowiązujący u nich paradygmat zachowania jako ogólny standard. Niemcy właśnie w ten sposób realizują swoje przywództwo. W różnych kwestiach. Jednak z punktu widzenia całej UE jest to metoda fatalna i kontrproduktywna. Właśnie dlatego Brytyjczycy się z tego wypisują.
Merkel zmieniła swą politykę wobec imigrantów natychmiast, jak się zorientowała, że rozminęła się z nastrojami społecznymi we własnym kraju.
Cichocki: To samo robi Cameron u siebie, podobnie zresztą można powiedzieć o innych przywódcach UE, którzy co jakiś czas zachowują się irracjonalnie z punktu widzenia strategii działania, byle tylko nie stracić kontaktu z wyborcami. W takich czasach żyjemy. Politycy coraz częściej ocierają się o populizm, dostosowując się do oczekiwań wyborców, zamiast realizować strategiczne działania. To jedna z głównych przyczyn współczesnego kryzysu Europy. Nie ma dziś na kontynencie przywódców, którzy umieliby podjąć niepopularne, ale konieczne decyzje, na przykład dotyczące redukcji powszechnego zadłużenia albo zmierzenia się z napływającą z krajów arabskich falą ludności.

Gawin: Imigranci docierający do Europy chcą zamieszkać przede wszystkim w Niemczech czy krajach skandynawskich. Trzeba ich więc będzie jakoś selekcjonować - teraz Unia Europejska wymyśliła termin „hot spots”, gdzie ten proces będzie miał miejsce - swoją drogą to dowód na nieograniczone talenty eurokratów poruszających się w granicach politycznej poprawności. Jednak nie zmienia to faktu, że będzie dochodziło do selekcji, trzeba będzie dużej grupie wyjaśnić, że nie trafi tam, gdzie chce, lecz na przykład do Polski.

Cichocki: A jeśli oni trafią do Polski, ale później będą próbowali dołączyć do rodziny czy znajomych w Niemczech, trzeba będzie znaleźć sposób, by ich zatrzymać.

Gawin: I co będziemy ich siłą zatrzymywać? Albo - boję się tego strasznego słowa - deportować z Niemiec do Polski? Naprawdę trzeba będzie rozwiązywać sporo wątpliwości.

7 październiku w Strasburgu będziemy świadkami wspólnego wystąpienia Angeli Merkel i Francoisa Hollande’a - pierwszy wspólny występ przywódców Niemiec i Francji od 1989 r. Czy należy to uznać za początek nowej, poprawionej Unii? Czy po prostu francusko-niemiecki instynkt współpracy, gdy sprawy idą nie tak jak miały?
Cichocki: Ciekawy jestem, jak ten ich wspólny występ skomentuje Marie Le Pen. (śmiech) Przypomnę tylko, że jak ostatnio Merkel zaangażowała się we francuską politykę wewnętrzną i poparła Nicolasa Sarkozy’ego, to ten przegrał wybory. Mam zresztą wrażenie, że to, w jaki sposób zmienia się Unia, zwiększa szanse solidnego przewrotu wewnątrz samej Francji. Bardzo jestem ciekawy, jak pragmatyczna Angela Merkel będzie współpracować z prezydent Marie Le Pen.

Gawin: Nie możemy też pozwolić na to, by w dyskusji o kryzysie w UE umknął nam jeden aspekt. Zawsze bowiem trzeba zadawać pytanie: cui prodest, komu dana sytuacja przynosi korzyść. A widać, że najwięcej zyskuje na tym kryzysie Rosja. Przyglądając się napływowi imigrantów na kontynent, warto sprawdzić, dlaczego ten kryzys wybuchł akurat teraz - przecież syryjscy uchodźcy mieszkali w Turcji przez kilka ostatnich lat.

Cichocki: Postawienie sprawy w ten sposób całkowicie zmienia optykę. Być może bowiem jesteśmy właśnie świadkami kolejnej formy wojny hybrydowej, z zastosowaniem tzw. bomby D, czyli broni demograficznej. Tyle że taki język jest obecnie kompletnie niepoprawny politycznie, nikt w Europie tak sprawy nie stawia. Europejska klasa polityczna nie jest w stanie zdefiniować problemu z uchodźcami w kategorii twardego zagrożenia geopolitycznego.

Nikt tak problemu nie definiuje - ale jednocześnie środowy szczyt UE jasno postawił sprawę, trzeba wzmacniać granice zewnętrzne Unii i filtrować imigrantów. Widać więc zmianę sposobu działań.
Cichocki: Dobrze, ale jeśli Unia przestanie przepuszczać przez swoje granice, to co się stanie z milionami uchodźców na Bałkanach? Czy jesteśmy gotowi na kolejną wojnę na Bałkanach? Wzmacniając granicę zewnętrzną UE musi mieć jasny pomysł na politykę wobec krajów bałkańskich - bo inaczej wybuchnie tam kryzys humanitarny i może dojść do konfliktu.

Widać, że ten kryzys rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Jak Unia z niego wyjdzie? Wcześniej każdy tego typu kryzys stawał się pretekstem do zacieśniania współpracy, to była unijna forma ucieczki do przodu. Teraz będzie podobnie?
Gawin: Pojawiają się już pomysły, by Frontex strzegł zewnętrznych granic Unii - co byłoby rozwiązaniem wprowadzającym od tyłu rozwiązań, na które normalnie nikt nigdy nie chciał się zgodzić.

Cichocki: Zadał pan przed chwilą pytanie o pewne złudzenie, któremu ulega część polityków w starej Unii, ale także spora część opinii publicznej w tych krajach. Ale tym razem jest inaczej. To nie jest kolejny kryzys, z którego Unia ucieknie do przodu, wzmacniając się. Dotykamy bowiem teraz najbardziej newralgicznych kwestii związanych z suwerennością poszczególnych państw. I jeśli nie odpowiemy na zasadniczne pytanie: ile suwerenności możemy pomieścić wewnątrz UE, to cały projekt zacznie się rozpadać. Wypchnięcie Wielkiej Brytanii z Unii będzie pierwszym tego etapem. My natomiast zamiast rozpocząć dyskusję o tym, jak zahamować cały proces, pomagamy Niemcom wcisnąć czerwony guzik atomowy.
Gawin: Być może w najbliższych dniach poznamy odpowiedź, czemu rząd zdecydował się jednak zagłosować za systemem rozlokowania uchodźców. Bo logika nakazywała, by się choćby wstrzymać - tak jak zrobiła to Finlandia.

Cichocki: Może pani minister Piotrowska nie wiedziała, że można się wstrzymać?

Gawin: Popuszczę wodze fantazji. Wyobrażałbym sobie sytuację, w której mówimy Niemcom: jeśli wam tak bardzo zależy na tym rozlokowaniu w innych krajach uchodźców, to nam bardzo zależy na bazach NATO na naszym terenie. Takie negocjacje byłyby jak najbardziej zgodne z polskim interesem.

Cichocki: Ale obawiam się, że nic takiego nie miało miejsca. Po prostu ulegliśmy presji Niemiec, które kierowały się zasadami płynącem z ich idealizmu.

Donald Tusk jako premier zaszczepił w Polsce instynkt wspierania Niemiec w tego typu kontrowersyjnych kwestiach. W ten sposób rozwiązał on odwieczny dylemat Polski tkwiącej między Berlinem i Moskwą. Czy taka strategia, mimo widocznych wad i ograniczeń, nie jest jednak słuszna?
Cichocki: Dlatego też Viktor Orbán pozwolił sobie na ostrzejszą grę w sprawie uchodźców niż Polska - Węgier wie, że i tak nic dobrego ze strony Brukseli i Berlina go nie spotka, więc nie musi się przejmować swoją opinią w tych stolicach. Polska sytuacja jest bardziej złożona, wcale nie uważam, że należało w tej sprawie kłaść głowę pod topór. Ale polityka polega na łączeniu ze sobą tego, co jest sprzeczne. Można było nie zostawiać na marginesie partnerów z grupy wyszehradzkiej, a jednocześnie powiedzieć Niemcom: chcemy być z wami - ale nie na zasadzie bezwiednego wchodzenia w wir ich idealizmu, tylko na zasadzie obopólnych korzyści.

Jeszcze raz wrócę do tego, co się stanie z Unią Europejską. Dziś na stole mamy dwie opcje: albo Unia z coraz silniejszymi Niemcami, które narzucają poprzez Radę Europejską innym swoje zdanie, albo stopniowe rozluźnienie unijnych struktur, co zapoczątkuje Brexit. Widzą Panowie jeszcze inne rozwiązanie?
Cichocki: Pierwsza opcja to logika myślenia w kategoriach starej Unii - ale negatywna synergia zdarzeń ostatnich lat sprawia, że przepchnięcie starych rozwiązań okaże się zbyt trudne. Stary porządek w końcu się załamie.

Ale co wtedy? Powrót do narodowych egoizmów? One dla Europy zawsze kończyły się źle.
Cichocki: Dziś jesteśmy zakładnikami języka politycznej poprawności, w związku z czym nikt nie umie nawet nazwać po imieniu realnych problemów.

Gawin: Europa, tak jak Niemcy pani kanclerz, zatacza się od idealizmu do cynizmu, od cynizmu do idealizmu itd. Brak trzeźwego środka.

Cichocki: Problem w tym, że lepszych pomysłów niż te, które teraz leżą na stole, nie widać. Niemcy czy Wielka Brytania już swój pomysł na przyszłość UE przedstawiły. Nie widać innych, którzy byliby w stanie zaproponować coś innego. Byliby w stanie zrobić to Francuzi, ale oni zapadli się w sobie.

Gawin: To nie tylko kwestia pomysłu, ale także siły - nikt nie jest dostatecznie mocny, by przeforsować własne rozwiązania.

Cichocki: Dlatego dojdzie w końcu do całkowitego resetu polityki europejskiej - ale ten reset nie będzie uporządkowanym, zaplanowanym procesem, tylko przypadkowym i chaotycznym. Europa nie ma szans wyjść z tego procesu zwycięsko, jeśli nie odgarnie na bok hałdy politycznej poprawności i nie zacznie realistycznie oceniać sytuacji. Dziś Unia dusi się sama sobą, nie jest zdolna przyjąć innej niż obecna perspektywy oceny rzeczywistości - a bez tego nie zdoła przełamać impasu, w którym się znalazła.

Gawin: Ale warto spojrzeć na obecną sytuację Polski - bo ona wcale nie jest w tym kryzysie taka zła. Po raz pierwszy od 300 lat nie jesteśmy w centrum wydarzeń. Wojna na Donbasie toczy się tysiąc kilometrów od naszych granic, główne szlaki przerzutu imigrantów wiodą przez Bałkany, nie przez nasz kraj, nie wpadliśmy też w problemy finansowe jak Grecja. U nas jest stosunkowo - jak na standardy naszej historii - spokojnie. Musimy tę szansę wykorzystać do maksimum.

***

Marek Cichocki - europeista, profesor Collegium Civitas w Warszawie, były doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego do spraw europejskich. Właśnie wydał książkę „Unia w Unii”
Dariusz Gawin - historyk idei, zastępca dyrektora Muzuem Powstania Warszawskiego. Autor takich książek jak „Granice demokracji liberalnej. Szkice z filozofii politycznej i historii idei”, „Spór o powstanie”

Wideo

Materiał oryginalny: Marek Cichocki i Dariusz Gawin: Napływ imigrantów może być formą wojny hybrydowej - Polska Times

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Obecny1

 Powyższy komentarz jest pisany w gniewie, ale od serca.  :wacko:

S
Swiss Miss
Kandydatka na prezydenta Francji nazywa się Marine Le Pen, a nie Marie Le Pen, jak twierdzi Marek Cichocki.
H
Hektor

"Po pierwsze to nie jest żaden kryzys emigracyjny, czy kryzys humanitarny.To jest wstęp do wojny, kórą będzie rozgrywać się  na terenach EU.Obecnie jest etap, który można nazwać planowaną inwazją.To wojna cywilizacji, wojna kultur, ale ostatecznie równiez wojna, kóra będzie jak najbardziej krwawa."Emigranci" to moim zdaniem 90 % młodych, energicznych, agresywnych, obcych nam kulturowo mężczyzn o mentalności zwyrodniałego bandyty.Medialna propaganda opisująca grupy " uciekinierów" jako "w większości kobiety i dzieci" to zwyczajne kłamstwo, manipulacja.Cięzko ocenić przyczyny tej wędrówki ludów,oprócz tych bardzo oczywistych - wojny wywołane przez USA i ich kolegów w północnej Afryce i demontaż władzy dyktatorów.Syria, Egipt, Libia, Afganistan, Irak ...zawsze były rzadzane ciezką ręką, ale gwarantowało to jakas stabilizacje nie tylko w tamtym rejonie.Po usunieciu dyktatorów nastapiła całkowita destabilizacja.Co do samego kryzysu.Wychodzi, że EU nie ma granic, a napewno ich nie pilnuje.Na ile wiem, każdy "emigrant" musiał się słono opłacić za dostarczenie do Europy.Czyli jak rzekomy biedak uzbierał tysiące dolarów na opłaty dla organizujących transporty ? To jest inwazja młodych gniewnych muzułmanów na resztki białej/chrześcijańskiej Europy ( gdyż muzułmanie dominują już w systemach społecznych, a w ciągu kilku lat opanują rządy i "demokratycznie' wprowadzą prawo islamskie na terenie Europy).Mam wrażenie,że zostało to zaplanowane przez jakaś strukturę, która stoi ponad narodowymi rządami.Wychodzi, że w Europie dostali rozkaz, by wywołać konflikt cywilizacyjny poprzez siłowe wymieszanie ludzi z róznych kultur, co doprowadzi do tak wielkich napieć, że będzie skutkowac to wojną ( minimum stan wyjątkowy/stan wojenny).Niektórzy podejrzewają także, że cały ten proces jest sponsorowany, przez trudne do określenia struktury, byc może pochodzenia islamskiego, lub nawet globalnego ( czytaj ponadreligijnego i ponadnarodowego).Islam to nie tylko religia to cały system ustrojowy, prawny.Islam dzieli świat na muzułmański i cała resztę.Obowiązkiem muzułmanów jest objąc w posiadanie tych terenów i wprowadzić tam Szaria - prawo islamskie.Wojna, mordy i gwałty nie są w Islamie zle widziane.Mam na uwadze wojujący, radykalny i fanatyczny Islam, który dominuje w Europie i na świecie.Jest wielu muzułmanów, ktorzy są łagodnymi i dobrymi ludzmi, ale oni w gruncie rzeczy się nie liczą w masie islamskich bojowników.Nie rozumiem także logiki lewicowych rządów całej EU, oraz całej tej uległości i zafascynowania "emigrantami".Rządy narodowe, które nie godza się na szantaże i jakies niesuwerenne decyzje ( np Wegry), są w mediach traktowane jako podłe.W naszym mediach tez jest histeria - lewaki witaja kwiatami, papiez i biskupi tez odlatują w pomysłach, własciwie wszystkie struktury, jakby wykonywały zaplanowana i zleconą robotę - zagotowac kocioł .Najlepsze jest to, że jak Szaria zapanuje w Europie pierwsi pozbawieni głów będą własnie lewicowcy.Co do Polski - nawet jesli siłą i pod straża zamedluja tych"emigrantów" w Polsce wiadomo, że nie beda oni pracować.Będziemy ich utrzymywac zapewne z kolejnych haraczy narzuconych na Naród - jakby tych dotychczasowych było mało.Jeśli zjedzie to Polski faktycznie wielka ilość "emigrantów", którzy beda agresywnymi bandytami, najbardziej będzie zagrożone najbliższa okolica ośrodków emigracyjnych, czy wszelkich miejsc gdzie zostaną oni umieszczeni.Taki Gdańsk podobno już szykuje mieszkania komunalne dla NICH ( ciekawe, że Polakom nie dało się wcześniej przydzielić tych lokali...).W sytuacjach konfliktowych może sie także okazać, że Polacy nie będą chronieni ani prawnie, ani siłowo przez służby rządowe, które będą biernie , by "nie eskalować przemocy".Siły rządowe mogą także represjonować Polaków, za rzekomy " rasizm i nienawiść" w przypadkach, kiedy Polacy będą brać sprawy we własne ręce ( defensywna samoobrona).Może także dochodzić do bierności służb w ściganiu wykroczeń, przestępstw i czynów kryminalnych popełnionych przez "uchodzców" (można spodziewać się napadów, masowego szabrowania sklepów i wszelkich innych obiektów, gwałtów , itp itd ).Być może służby będą miały taki " rozkaz z góry", lub bierność będzie wynikała z obawy przed uznaniem tych działań za rasistowsie ( taka postawa - odstąpienie od ścigania bandytów występuje np w UK, gdzie często nie scigało się sprawców gwałtów - członków etnicznych gangów- z obawy przed uznaniem tego za działanie na tle rasowym ....absurdy...).Rzekomo sam premier Węgier wspominal, że plany EU są takie by przenieść na teren Europy miliony (!) "emigrantów" - to jest wojna cywilizacji , wojna kultur.Te 10.000 tu i tam, czy 100.000 to dopiero poczatek...

Nieco mnie poniosło z tymi czarnymi scenariuszami, ale jak sledze informacje o sytuacji, to naprawdę moja wyobraznia pracuje i optymistą na przyszlość nie jestem."

 

p
papka dla ciemnego luda
A jak się nazywa ten rodzaj wojny, która toczyła się w Europie środkowej w 1989r i w latach następnych, gdy Usa razem z zachodnią Europą przejmowały za bezcen m.in. polską gospodarkę opanowana przez agentów obcych tajnych służb? A może PRL nie miał rynków zbytu dla swoich towarów bo produkował jedynie ocet?
A może jest bajką to, że do 1989 roku istniało państwo o nazwie PRL, które prowadziło wymianę towarową z państwami RWPG i innymi?
c
coco vieux
Goście o tak przenikliwych umysłach mają chyba szanse do służb Macierewicza.
m
mac
Najwiecej ludzi z Syrii ucieka przed bombami Asada, a nie przed Isis i to jest fakt, o którym jakos tak malo się mówi. To stawia Panstwo Moskiewskie w zupelnie jednoznacznym swietle.
D
Deutsch-Oberschlesier
zaatakowały Europę śniadymi ludzikami
,......
... rozkręcali w Syrii wojnę domową
Dodaj ogłoszenie