Nadzieja z Tottenham: you and me together

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Jak ból mocny, to krótki. A jak długi, to nie taki mocny" - mawiał mój ulubiony filozof Epikur, no i tę filozofię warto przyswoić, wtedy jest trochę lżej. Ja na przykład nieustannie się pocieszam. Nie mam kredytu we frankach ani w niczym innym, bo nie chcieli mi dać. Nie mam papierów wartościowych, bo gdybym chciał kupić ich godną ilość, i tak nie miałbym na to pieniędzy. Mam gdzie mieszkać. Mam pracę. Mam kapitalne dzieci i kochane zwierzęta. I ogród. I przyjaciół. Doceniam to, zwłaszcza teraz, kiedy świat się wali i pali.

Do tego, nie czekając na żadne cięcia wydatków publicznych (o których się głownie mówi, zamiast ciąć), ja wprowadziłem oszczędności na własny sposób. Nie wydaję złotówki na papierosy i alkohol.

Na rowerach, czyli mój własny Tour de Pologne

Nie kupuję nowego auta, bo moje stare spisuje się doskonale, podobnie jak telewizor, radio, rower, skuter, pralka, lodówka i komputer. Przestałem kupować lekarstwa, na które wydawałem miesięcznie po dwa tysiące - okazuje się, że… bez nich czuję się tak samo jak z nimi, prawdopodobnie zatem zrezygnuję i z wizyt u lekarza. Aha, zrezygnowałem z przyjaciółki, zresztą przebiegle, bo byłem złośliwy i pozwoliłem jej się na mnie obrazić (czy wiecie, jak fajnie usłyszeć słowo "spierdalaj" tuż przed kasą w Galerii Mokotów, bezcenne, albo inaczej - kolejne tysiące w kieszeni). Oczywiście zero restauracji, zresztą odchudzam się, właśnie wiercę kolejną dziurkę w pasku. Zero wakacji, wystarczą mi opowieści dzieci o podróżach, zresztą które dziecko nie chce wypoczywać bez ojca?

Anglia: It's time to say goodbye

Oczywiście jeszcze mam co skasować, zupełnie nie wiem, po co mi trzy telefony i trzy abonamenty albo po co u mnie w rodzinie każdy ma własny dom (siostra, druga siostra, syn, jedna eks, druga eks, dziadkowie etc.), jakbyśmy nie mogli mieszkać gromadnie - ale pewnie kiedyś i do tego dojdzie, koszty, podatek katastralny wisi w powietrzu jak nic! Nie wiem, po co mi dwa auta, skoro chodzę pieszo, dwie łazienki, kilka sypialni - a wszystko to trzeba oświetlać, grzać, sprzątać. Zdecydowanie taki kryzys to jednak moja wina, a nie kolejnych rządów - zbyt łapczywie żyłem, aż przyszło zjadać własny ogon. Samemu jeszcze idzie to łatwo. Ale gdzie spojrzeć wokół, same problemy - jak ludzie mają odmawiać dzieciom prawa do edukacji? Albo wesela? Ubrań? Wszystkiego, co dotąd było normalne? Ano, trzeba się przyzwyczaić, zresztą jak ból mocny, to podobno krótki…

Człowiek ma w głowie wszystko. Prócz mózgu

Nędza jest wstydliwa, jak samobójstwo Leppera, człowiek męczy się po cichu, w samotności. Wiele osób dziwi się, bo facet niby mocny, bo 300 hektarów, bo znajomości… Ja też jestem mocny, też mam znajomych i hektary, ale niejeden raz miewam głupie myśli, każdy je dzisiaj ma. Posłuchajcie piosenek. Przebojem lata jest Zakopower i "Boso" albo "Małe rzeczy" - literaturoznawcy ochrzciliby teksty tych hitów dekadencją jak nic, bo tak to brzmi (świat przed pierwszą wojną światową musiał być chyba podobny). W wielu piosenkach słychać tragizm (a u nieboszczki Amy nawet przeniósł się ze sceny do życia, i tak jak u Leppera, głośnej śmierci po cichu). Winehouse ma już następczynię, to Adele. Posłuchałem jej piosenek, i znów to samo, rozpacz, jakieś rozpalanie gasnących w ogniu uczuć i jedno przesłanie, które jednak wystarczy za radość każdemu z nas, tak proste i banalne, że nie trzeba nawet tłumaczyć: "You and me together, nothing is better". Ktoś powie, że częstochowskie rymy, no ale Bitelsom, których zresztą Adele już w kilku kategoriach pobiła (!), też czyniono podobny zarzut (tu i tam close my eyes, a co, nie wolno?). Czytając o niej, trafiłem na informację, iż ta młodziutka dziewczyna urodziła się w Londynie na… Tottenham.
Tak, tam, gdzie zaczęły się ostatnie rozruchy. Mnie nie zdziwiły wcale. Raz na jakiś czas zapraszają mnie do telewizji. Nie tak dawno (zerknijcie na YouTube, pełno mnie) tłumaczyłem jednemu panu, że opinie o porządkach w Anglii mocno są przesadzone, jak i o kulturze Brytyjczyków - prowadzący uznają mnie w takich sytuacjach za idiotę (gdy jest na odwrót zazwyczaj) albo robią takie oczy jak wilk udający babcię na widok Czerwonego Kapturka. A gdy powtarzam o buncie pokolenia, o tym, że granicą buntu nie będzie Morze Śródziemne - reakcja zawsze taka, że, ho, ho, ten gość od rzeczy mówi! No to mamy teraz klops globalny, którego nie da się już zrzucić na kibiców. Ci w Wielkiej Brytanii grzeczniejsi są nawet od zwykłych obywateli!

Na rowerach, czyli mój własny Tour de Pologne

Na przykład ci z Millwall, uchodzący do tej pory za najgorszych i wcielenie zła (z fajnym hymnem: "Nikt nas nie lubi, nikt nas nie lubi, nikt nas nie lubi no i dobra!). Otóż ci z Millwall sprzątają ulice, których w nocy bronią, i co tu dużo mówić, wielu z nich ma okazję wpieprzyć wówczas tym, których nienawidzą, pod osłoną policji, niezłe futbolowe jaja!

Anglia: It's time to say goodbye

W Anglii, o której mawiano nam, że jest wzorem cywilizacji, widać już upadek, jak w Rzymie, zresztą świat pełen jest upadłych, a ongiś wielkich stolic - czy sądziliście, że te obecne czeka los lepszy, a to z jakiej paki? Rozbawiają mnie komentarze do angielskich rozruchów - że to zwykli złodzieje… No, sporo ich, skoro trzeba aż 16 tysięcy policjantów! Jakiś debilny piłkarz Ashley Young pyta: "A gdzie armia, kochani?", jakby cymbał nie wiedział, że armia w Afganistanie i w Libii, gdzie bombarduje cywilów i uczy się tego, co kiedyś pokaże na własnych ulicach , a może już pokazuje (śmiejcie się, jak pisałem że czeka nas spóźniony kryzys, też był rechot). O dziwo, dobrze zachowuje się polski rząd, stara się nie potęgować paniki, no i wreszcie uczciwie przyznaje, że… w sprawie kryzysu nie ma nic do gadania, franka i giełdy również, bo tak ja jest na to za krótki. Powtarza za to wkoło, że polska gospodarka ma się świetnie. Jest to o tyle łatwe, że… nie ma u nas gospodarki, tylko trochę usług i ziemi, a te zawsze kręciły się same, nawet w okupację, nawet przy zakazach i karze śmierci.

Człowiek ma w głowie wszystko. Prócz mózgu

Niedawno pojechałem na wieś na grzyby - sporo chłopów w ogóle nie uprawia własnych pól, bo żyją z miasta, z emerytur, z renty, i zgodnie mówią, iż się nic nie opłaca - ale jak głód dociśnie, to opłacać się zacznie, panowie! No, ale tu trzeba najpierw tych cięć publicznych wydatków i koniecznego wyboru. Władza czy rozsądek, może czas wreszcie odstrzelić ten PSL, ten zmurszały wrzód według wielu, tak jak wcześniej odstrzelono do muzeów Solidarność? Marzę, aby po wyborach powstał jakiś rząd ponadpartyjny, na trudne czasy, i chyba trochę ludzie mądrzeją w tej biedzie jednak. SLD odstrzelił panią Tysiąc gdzieś na zaplecze (jak jej nie znacie, to tym lepiej dla was), a teraz i pana Biedronia - zupełnie, jakby skończył się czas wygłupów. No bo do śmiechu nie jest.

Wracając do kryzysu - najłatwiej przetrwać go, mając niewiele, a już idealne jest nieposiadanie niczego. Są tacy asceci. To kapucyni. Niedawno napotkałem kilku w samym środku Europy, w jakiejś słowackiej wsi, gdzie postawili kościół (i pomnik wyznaczający geograficzne centrum kontynentu, dla turystów). Tam kapucyn Marek tłumaczył mi, co oznaczają węzły na jego sznurze - jeden z nich przypomina, że nie można posiadać żadnego własnego majątku. Księża żyją zatem z tego, co dostaną od wiernych, ale mają też zakonne gospodarstwo, krowy, kury, kartofle i naprawdę wyglądali mi na szczęśliwych (a jeden z nich, przyrzekam, gra w piłkę w słowackiej ekstraklasie, czyli na wysokim całkiem poziomie, a bracia mu tego nie zabraniają, bo ich ideą jest być wśród ludzi, zatem i wśród kibiców).
No i każdy z nas powinien zadać sobie pytanie, czy w trudnej chwili jest gotów z czegoś zrezygnować. Z nowych butów, sukienki, laptopa, nart w zimie - te pytania nie są takie durne, skoro zadają je sobie ludzie najbogatsi, no a były wicepremier targa się na linkę. No przecież nie ze szczęścia, jak mniemam! I wprawdzie niektórzy twierdzą, że zlikwidowały go służby specjalne, te, które go stworzyły, ale, na Boga - filmów się naoglądaliście. Naprawdę wielu ludzi zastanawia się, jak z tego świata odejść - most, lina, leki, narkotyki, alkohol, auto, wycieczka w górach, brzytwa, tlenek węgla, pistolet - codziennie myślą o tym tysiące ludzi z pozoru wyglądających na niezłomnych. I na bogatych. Jak Amy Winehouse.

Mam wrażenie, że bez wielu rzeczy jednak żyć można, jeśli tylko znajdzie się miłość odwzajemnioną, jaką ja mam do dzieci i zwierząt, i nawet do kilku kobiet. Bo rację ma Adele, iż tak niewiele nam brak do szczęścia prawdziwego: you and me together, nothing is better…
Choć przez chwilę, nawet gdyby w zimie przyszło w sandałach chodzić. A frank, jak wszystko, jak chleb i benzyna, też był po 5 zł.

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Materiał oryginalny: Nadzieja z Tottenham: you and me together - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

t
trabson

jak to dobrze Mądrego poczytać...

k
kad

jak to zwykle bywa przy panskich felietonach: nic dodac, nic ujac ;) zdrowia zycze Panu, a sobie kolejnych artykulow w panskim wykonaniu

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3