Niezwykle osobista historia starych fotografii

Magda Huzarska-Szumiec
Panią Bovary  nazywa Nowicki kobietę ze starej fotografii
Panią Bovary nazywa Nowicki kobietę ze starej fotografii archiwum autora
Przed laty nad komodą powiesiłam zdjęcie. Znalazłam je przypadkowo, gdy porządkowałam stare rodzinne szpargały. Grupa statecznych mieszczan siedzi w fotograficznym atelier, wpatrując się w obiektyw aparatu.

Dwóch mężczyzn, jeden wyraźnie starszy od drugiego, dwie kobiety, z których jedna może być matką a druga córką. No i dzieci, karnie ustawione obok siebie, w identycznych mundurkach, których ciemne barwy zlewają się ze strojami dorosłych.

Na fotografii są tylko dwa jasne akcenty. Małe dzieci, ubrane w niemowlęce sukienki. Jedno z nich może mieć pół, drugie półtora roku. - To twoja babcia - oświadczyła odwiedzająca mnie niedawno krewna, wskazując na najmłodszą z dziewczynek. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że ten osesek mógł być starszą panią, którą zapamiętałam z wczesnego dzieciństwa.

Do wiszącej nad komodą fotografii wracam teraz przez Wojciecha Nowickiego. Właśnie jestem po lekturze jego esejów o fotografii, zatytułowanych "Dno oka". I nie mogę przestać o nich myśleć. Raz po raz przeglądam zamieszczone w książce zdjęcia, które Nowicki wyszperał w antykwariatach.

Patrzę na kobietę o niebywale długich włosach. Mogą się one kojarzyć z głośną w tamtych czasach fryzurą Anny Csillag, która pomagała sprzedawać miksturę na porost owłosienia. Wpatrując się w spojrzenie kobiety, autor dostrzega w niej cechy pani Bovary. Bo Nowicki jest erudytą. Fotografie czyta przez dzieła literackie i filozoficzne. Wyłuskuje z nich intrygujące spostrzeżenia, dotyczące prawd i kłamstw zawartych na archiwalnych zdjęciach.

Ale nie jest to tylko sztuka dla sztuki, popisywanie się wiedzą. Nowicki ma dar bardzo osobistego, wręcz czułego patrzenia na fotografie, dopatrywania się w nich szczegółów, które rejestruje tylko "dno oka".
Kiedy patrzy na fotografię przedstawiającą kąpiel dziewczynek w lwowskiej ochronce, zdjęcie przestaje być zwyczajną rejestracją obyczajowej scenki. Coś, co miało być zwykłą, a wręcz pochwalną dokumentacją życia instytucji dobroczynnej, w jego eseju przeradza się w przerażająco zimny portret dzieci, wychowywanych twardą ręką, przez pozbawione jakichkolwiek uczuć opiekunki.

- Zapominam o dobroczynności, widzę strach i nędzę (których zapewne wcale tam nie ma); lwowska łazienka, te dzieci ukryte pod ścianą przypominają mi zdjęcia komór gazowych. Na tej fotografii odczytuję siebie samego w sytuacjach bolesnych i uczestniczę w najgorszym. Patrzę na tę fotografię i boleśnie jej doświadczam - pisze Wojciech Nowicki, a ja daję mu się prowadzić przez kolejne obrazy, zazdroszcząc mu pasji, z jaką o nich opowiada.

Patrzę znowu na starą fotografię wiszącą nad moją komodą. Niewiele mogę wyczytać z zamazanej nieco buzi mojej babci. Intryguje mnie za to wyraz twarzy starszej, może siedmio-, może ośmioletniej dziewczynki, która jako jedyna nie posłuchała napomnień rodziców i miast zachować powagę, przekornie uśmiecha się do fotografa. Ciekawe, co z jej spojrzenia wyczytałby Wojciech Nowicki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie