Nowy Sącz: trwa żmudne łatanie drogowych dziur

Magdalena Jadach
Naprawić, co zepsuła zima, nie jest łatwo, tym bardziej że to syzyfowa praca...
Naprawić, co zepsuła zima, nie jest łatwo, tym bardziej że to syzyfowa praca... Magdalena Jadach
Przedświąteczny Wielki Czwartek, kilka minut przed godziną 9 - ulica Paderewskiego, zwana żartobliwie sądecką "Wenecją", z powodu kałuż zalegających w licznych zagłębieniach asfaltu i studzienek kanalizacyjnych, które przeklina każdy kierowca. Nie sposób ich ominąć, a na każdej "jęczy" zawieszenie.

Po zimie "jęczało" znacznie częściej, bo do zapadniętych studzienek doszły dziury w nawierzchni. Droga jest zbyt wąska i zbyt ruchliwa, aby dało się kluczyć oszczędzając auto. Na jezdni ustawiono znak ostrzegający o robotach drogowych. Paru mężczyzn ubranych w ochronną odzież pracuje przy wielkiej dziurze w asfalcie. Dudnią młoty spalinowe.

Jak tutaj trafili? Najpierw inspektor nadzoru wraz z kierownikiem budowy objeżdżają miasto, aby zdecydować która z dziur będzie łatana jako pierwsza. W tej, która zostanie zakwalifikowana do naprawy należy najpierw obkuć krawędź młotem spalinowym. Potem trzeba dziurę wyczyścić. Resztki asfaltu lądują na przyczepie.

Równe krawędzie oblewane są bitumimem, czyli substancją, która służy do łączenia warstw asfaltu: starej i nowej. W dziurze ląduje masa asfaltowa o temperaturze około 170 stopni Celsjusza. Przewożona jest w autach ze specjalnymi kotłami, które utrzymują wysoką temperaturę. Każdorazowo można przewieźć 10-12 ton masy. Metr sześcienny waży aż dwie i pół tony.

Na uzupełnioną masą dziurę sypany jest piasek. Zabezpiecza przed wodą, która może zniweczyć cały trud łatania. Po czterech-sześciu godzinach kierowcy mogą bezpiecznie jechać. - Ta praca tylko z pozoru wydaje się łatwa - mówi Edward Ziółkowski, brygadzista zespołu. Najgorzej jest w lecie, kiedy z góry świeci słońce, a pod stopami rozpalony asfalt.

Włodzimierz Gryzło, właściciel Zakładu Budowy Dróg z Nowego Sącza, dodaje, że przy robocie obowiązuje niemal aptekarska dokładność. - Pracuję w tym zawodzie ponad 20 lat. Kiedyś nie było przepisów, zasad. Teraz trzeba ściśle trzymać się procedur. Nie ma mowy o ominięciu ich - zapewnia mężczyzna.

Wypadki przy pracy są rzadkością. Pracownicy zawsze są ubrani w odblaskowe stroje. Samochody, na które trzeba uważać, to jednak niejedyne ich utrapienie. Edward Ziółkowski opowiada o kierowcach, którzy złoszczą się, krzyczą, przeklinają. - Jakby to była nasza wina, że dziury są w drogach - wzdycha.
Pracy przed jego brygadą jeszcze sporo. Czytelnicy "Krakowskiej" co dzień donoszą o nowych miejscach do łatania na drogach...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie