Polski Związek Apoloniusza Tajnera

Przemysław Franczak
ROBERT SZWEDOWSKI
Ziemia nie zatrzęsła się podczas walnego zjazdu Polskiego Związku Narciarskiego. Ba, posadzka w krakowskim Sheratonie, gdzie się spotkano, nawet lekko nie zadrżała. Prezesem przez kolejne cztery lata pozostanie Apoloniusz Tajner.

W wyborach ścigał się sam ze sobą, bo nie pojawił się żaden kontrkandydat. Przymierzany do tej roli Ludwik Żukowski, prezes Warszawskiego Okręgowego Związku Narciarskiego, zrezygnował już na początku obrad.

Przez zjazdem wydawało się, że może on stać się areną ostrego sporu między Tajnerem, a jego przeciwnikami. Jego tłem miała być historia sprzed kilku tygodni, gdy zarząd PZN nie rozpatrzył wniosków przyjęcia w poczet członków trzynastu podhalańskich klubów, odmawiając im tym samym mandatów i prawa głosu na sobotnim walnym. Skupiona wokół Tatrzańskiego Związku Narciarskiego opozycja była wściekła, a PZN powoływał się na ekspertyzy prawne i utrzymywał, że zgłoszeń dokonano po wyznaczonym terminie.

Dyskusja na ten temat przedwczoraj, owszem, się odbyła, ale była krótka i niegwałtowna. Co mocniejsze stwierdzenia - delegat z Warszawy Tomasz Hugues stwierdził wręcz, że zjazd nie nieważny - zginęły w ogólnej polityce miłości.

- Ta sprawa naturalnie powinna zostać rozstrzygnięta od strony prawnej, ale ja zapowiedziałem swoim ludziom, że nie przyjeżdżamy tu robić rokoszu i rozwalać zjazdu, tylko współpracować. Chcemy wszyscy razem działać na rzecz polskiego narciarstwa - zarzekał się Andrzej Kozak, prezes TZN.
Fakt, że rozsądek zwyciężył nad emocjami jest budujący. Awantura w PZN nie pomogłaby bowiem w staraniach o prawo organizacji w mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Zakopanem w 2015 roku. Międzynarodowa Federacja Narciarska na dniach ma podjąć decyzję, kto będzie ich gospodarzem.
W kuluarach niektórzy twierdzili jednak, że legalność zjazdu i tak zostanie podważona.
- Wszystko zależy od zainteresowanych klubów. Mogą odwołać się do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, a ten unieważnić uchwały zjazdu - wyjaśniał Ludwik Źukowski, z zawodu prawnik, który jest zresztą członkiem owego… Trybunału. - Ja w tej sprawie na pewno bym nie orzekał. Konflikt interesów - uśmiechał się.

W ostatnim czasie Żukowski zabiegał o poparcie delegatów. Dlaczego więc wycofał się w ostatniej chwili z kandydowania? - Po prawdzie liczyłem na to, że wszystko zostanie załatwione polubownie. Czyli, że zjazd zostanie przerwany, zwołany na inny termin i będą mogli w nim wziąć udział reprezentanci poszkodowanych klubów. Tak się nie stało, więc wybory odbędą się w sytuacji niedemokratycznej. A ja w czymś takim nie chcę uczestniczyć - tłumaczył.

Z drugiej strony Żukowski musiał sobie zdawać sprawę, że pokonanie Tajnera tak czy inaczej byłoby niezwykle trudne. Podsumowując minione cztery lata prezes chwalił się z mównicy sukcesami, a obok na dużym ekranie migały jego zdjęcia z Adamem Małyszem, Justyną Kowalczyk, czy młodymi skoczkami ze sztandarowego programu PZN "Szukamy następców mistrza". Poradziłby sobie pewnie i bez tej kampanii wizerunkowej. Koniec końców poparło go 53 z 68 głosujących delegatów. Reelekcja stała się faktem.

- Coś się jednak zmieniło. Cztery lata temu nie potrzebowałem okularów, żeby coś przeczytać z kartki, a teraz tak - żartował stary-nowy szef PZN.
Teraz czekają go też nowe wyzwania. Związek będzie musiał wkrótce opiekować się również snowboardem, bo takie jest życzenie ministerstwa sportu.

- Proszę też o skorzystanie z lekcji z aferą dopingową Kornelii Marek. Nie chcemy, żeby takie rzeczy się zdarzały - przemawiał na zjeździe wiceminister sportu, Tomasz Półgrabski. - Poza tym, nie możecie tylko patrzeć na Justynę, czy Adama. Musicie spojrzeć szerzej - dodawał.

- Wyzwania są duże, ale postaramy się im sprostać. Liczę, że na igrzyskach w Soczi za cztery lata wyniki będą jeszcze lepsze niż w Vancouver - obiecywał Tajner.
W Soczi o olimpijskie medale powalczą Kowalczyk, Stoch i kombinatorzy
Łatwo poszło… Nie miał Pan w wyborach nawet żadnego konkurenta
Teraz mogę powiedzieć, że raczej spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Przez ostatnie cztery lata zrobiliśmy bardzo dużo. Sytuacja finansowa, organizacyjna i sportowa, mam na myśli wyniki, jest bez zarzutu. Dobrze też wygląda nasza współpraca z ministerstwem sportu, Polskim Komitetem Olimpijskim, więc nie było powodu, żeby dokonywać w związku wielkich zmian. Tak to też widzieli delegaci i dziękuję im za wybór. Postaram się, żeby te kolejne cztery lata były równie dobre.

Nie obawia się Pan, że podważona zostanie legalność tego zjazdu i samych wyborów?
Nie. Ponieważ dokończyliśmy ten zjazd, to nie widzę powodu, by teraz składać jakieś protesty. Zresztą to jest bardziej sprawa kancelarii prawnej, która przygotowywała ten zjazd, niż bezpośrednio moja.

Najważniejsze cele na najbliższe cztery lata?
Przede wszystkim chciałbym, żeby w czasach kryzysu, udało się utrzymać poziom finansowania naszych dyscyplin z ubiegłego roku. Wtedy będę szczęśliwy, bo to będzie oznaczać, że zachowane zostanie optimum, które daje wyniki. Gdyby teraz miało tych środków zabraknąć, to moglibyśmy obniżyć loty, a kwestia przygotowań do igrzysk w Soczi mogłaby być zagrożona. Drugi cel to podtrzymanie wszystkich akcji dla młodzieży takich jak Lotos Cup, czy Bieg na Igrzyska. Chcielibyśmy też zacząć robić coś podobnego w narciarstwie zjazdowym. To najważniejsze wyzwania.

A mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym w Zakopanem?
To naturalnie również, ale już niedługo dowiemy się, czy dadzą nam tę imprezę. Gdyby udało się uzyskać akceptację, to byłby to wielki kop dla polskiego narciarstwa.

Skład zarządu PZN nieco się zmienił. Więcej w nim ludzi z Podhala, więc opozycja wobec Pana będzie większa.
I bardzo dobrze. Cieszę się z tego, bo to podniesie rangę zarządu i jego ważność. Zresztą nie używajmy słowa "opozycja", bo mnie z Tatrzańskim Związkiem Narciarskim zawsze współpracowało się bardzo dobrze. Myślę, że to będzie równie dobry zarząd jak poprzedni.
Wychodzi na to, że będzie musiał Pan przeskoczyć sam siebie. W Vancouver zdobyliście pięć medali, a teraz kadencję skończy Pan po igrzyskach w Soczi. Będzie jeszcze lepiej?
Tak to już jest, że jak Małysz wygrywał to wszyscy mówili, że to normalne, a jak był trzeci, to, że porażka. Tak to działa, już się przyzwyczaiłem. W Soczi dalej będziemy mieć Kowalczyk. Nie wiem jak z Małyszem, ale wtedy będzie już Stoch.

Stoch?
Tak. Liczę, że wtedy będzie na takim poziomie, żeby walczyć o medale. Poza tym wierzę w młodych kombinatorów norweskich: Pawła Słowioka i Adama Cieślara. Za cztery lata to mogą być kandydaci do olimpijskiego podium.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie