Porywający występ Sandecji

Łukasz Madej
Górnik nie był w stanie zatrzymać rozpędzonych sądeczan
Górnik nie był w stanie zatrzymać rozpędzonych sądeczan Michał Ostałowski
Magia świąt w Nowym Sączu zadziałała. Sandecja, która na przerwę schodziła z jedną bramką straty, w porywającym stylu ograła słynnego przeciwnika 2:1. Mało tego, beniaminek mógł wygrać jeszcze efektowniej.

Tuż przed końcem spotkania sytuacji sam na sam nie wykorzystał Arkadiusz Aleksander. W zwycięstwie niepodważalną zasługę ma trener Dariusz Wójtowicz, który nie pozwala zespołowi stracić wiary w swoje możliwości. Bo właśnie ogromna wiara (patrz wywiad z Jano Frohlichem na stronie obok) jest źródłem sukcesów beniaminka.

Tym samym mury twierdzy Nowy Sącz wciąż wyglądają tak, jakby zostały wybudowane dzisiaj - jeszcze nikt w tym sezonie Sandecji nie pokonał na jej terenie. Ba, ostatni raz u siebie przegrała jako drugoligowiec w maju zeszłego roku.

Piłkarze z Nowego Sącza złotymi literami zapisują kolejne sto lat swojego klubu. Miniona sobota była Wielka nie tylko ze względu na Święta Wielkanocne. Starcie z Górnikiem było być może nawet najważniejsze od początku istnienia klubu (1910 rok). Na trybunach zasiadł nadkomplet niesamowicie dopingującej publiczności. - To coś nieprawdopodobnego - atmosferę stadionu przy Kilińskiego opisywał po ostatnim gwizdku wyraźnie szczęśliwy Wójtowicz.

Sam opiekun gospodarzy wprawił w osłupienie kibiców. W miejsce nieobecnego nawet na ławce Michała Jonczyka na murawie pojawił się Madrin Piegzik (do tej pory młodego Jonczyka zastępował Martin Hlousek). - E tam, jakie zaskoczenie - uśmiechał się po meczu szkoleniowiec. - Przecież u nas o grze decyduje dyspozycja w tygodniu poprzedzającym spotkanie - tłumaczył powody swojej personalnej decyzji.

Stadion Sandecji zamienił się w twierdzę nie tylko ze względu na zwycięstwo występującej tutaj na co dzień drużyny. Bezpieczeństwa strzegło kilkuset funkcjonariuszy i (co do tej pory się nie wydarzyło) policyjny śmigłowiec. Piłkarze w chmurach jednak nie bujali. Od początku trwała zażarta walka o każdym milimetr murawy. W pierwszej połowie przewaga leżała po stronie Górnika. Widać było, że ta drużyna jeszcze przed rokiem grała w ekstraklasie. Adam Banaś, Paweł Strąk, Tomasz Zahorski - tych piłkarzy nikomu przedstawiać nie trzeba.

W 23 min błąd przy wyprowadzaniu piłki popełnił Damian Zbozień, a podanie Grzegorza Bonina na bramkę zamienił Tomasz Zahorski. - Taka jest właśnie różnica między grą w młodej ekstraklasie a pierwszej lidze. Damian w całym meczu zagrał bardzo dobrze. Będzie to dla niego wielkie doświadczeniem - mimo wpadki Wójtowicz chwalił swojego młodego stopera. - Popełniłem błąd. Może dlatego, że zbyt pewnie wszedłem w mecz - zastanawiał się Zbozień.
Po zmianie stron kibice przecierali oczy ze zdumienia. Sandecja zepchnęła przeciwnika do obrony. Raz za razem kotłowało się pod bramką Sebastiana Nowaka. W 61 min ryk trybun zagłuszył nawet przelatujący śmigłowiec. Uderzenie z głowy po dośrodkowaniu z rzutu różnego Macieja Bębenka na bramkę zamienił kapitan Jano Frohlich.

Od tego momentu trudno było przy takim dopingu zebrać myśli. Radość, entuzjazm, euforia - te słowa nie są w stanie opisać sytuacji z 72 min. Wtedy po kapitalnej zespołowej akcji do siatki Górnika trafił Rudolf Urban. Stadion ogarnęło szaleństwo.

- Przed taką publicznością jeszcze nie grałem. Wyszedłem kiedyś w Legii przeciwko Osasunie, ale atmosfera tamtego meczu w niczym nie równa się temu, co dzieje się na trybunach przy Kilińskiego. Tutaj jest fenomenalnie - pod wrażeniem swoich fanów był Zbozień. - Chyba nikt nie ma tak wspaniałych sympatyków - dopowiedział Petar Borovicanin.

Dla Adama Nawałki, trenera Górnika, nie tylko ze względu na to, że kiedyś trenował Sandecję, był to kolejny powrót do Nowego Sącza. Jesienią walczył tutaj jako opiekun GKS Katowice. Wtedy również przegrał.

Święta piłkarze beniaminka spędzili w doskonałych humorach. Jednak mecz ze śląską jedenastką to już przeszłość. Zaczęła się operacja "Górnik, ale Łęczna". To właśnie na jego obiekcie zespół z Małopolski będzie w najbliższą sobotę walczyć o kolejne ligowe punkty.

Sandecja Nowy Sącz - Górnik Zabrze 2:1 (0:1)

Bramki: Frohlich 61, Urban 72 - Zahorski 23.
Sędziował: Mariusz Złotek (Gorzyce).
Widzów: 7000 (źródła klubowe).

Sandecja:
Różalski 4I - Makuch 4, Frohlich 5, Zbozień 4, Borovicanin 4 - Berliński 4 - Bębenek 5 (86 Janik), Gawęcki 5, Urban 4, Piegzik 4 (59 Hlousek) - Kmiecik 3 (61 Aleksander). Trener: Dariusz Wójtowicz.

Górnik: Nowak 3 - Kamiński 2 (79 Danch), Banaś 3, Pazdan 3, Marciniak 3 - Bonin 3 (46 Świątek 2), Strąk 2, Przybylski 2I, Cebula 3 (71 Pitry), Wodecki 3 - Zahorski 3. Trener: Adam Nawałka.

Najnowsze informacje piłkarskie znajdziesz naEkstraklasa.net

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie