Prezydent Andrzej Duda próbuje wyjść z cienia. Czy mu się uda?

Agaton Koziński

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Andrzej Duda zaczyna się zachowywać coraz bardziej asertywnie. Testem jego politycznych możliwości będzie starcie z Antonim Macierewiczem, które właśnie rozpoczął.

Polityczna Warszawa żyła w środę przyjazdem Donalda Tuska na Dworzec Centralny i jego wizytą w prokuraturze. Starcie jego zwolenników i przeciwników na peronie, przemarsz pod budynek prokuratury, ośmiogodzinne przesłuchanie zakończone komentarzami o upolitycznieniu (w opinii byłego premiera) sprawy. Napięcie, polityczne emocje wokół tych zdarzeń zdawały się wciągać bez reszty.

Nie wszystkich. Dokładnie w tym samym czasie Andrzej Duda pojechał do Wielkopolski. Najpierw odwiedził Wałcz (26 tys. mieszkańców, formalnie województwo zachodnio-pomorskie), a później Oborniki (18 tys. mieszkańców). W obu miastach nie miała nawet specjalnie zarysowanego programu pobytu. W obu przypadkach sprowadzał się do jednego: spotkań na rynku z mieszkańcami. - Moją wielką ambicją jest to, aby Polska zwana „Polską B” stała się „Polską A” w pełnym tego słowa znaczeniu, żeby rozwój naszego kraju rzeczywiście się wyrównał - podkreślał prezydent. A potem schodził z podestu, na którym przemawiał, i wchodził między ludzi. Podawał im dłonie, klepał po plecach, przybijał piątki, pozował do niezliczonej ilości selfie, pytał o zdrowie i o to, jak się żyje. Gdzieniegdzie trafiał na oponentów („Duda marionetka” - usłyszał w Obornikach), ale ogólnego nastroju to nie psuło. Widać, że Duda jest bardzo lubiany przez ludzi, on sam też lubi wśród ludzi być. A Marcin Kędryna, bliski współpracownik prezydenta, chętnie na Twitterze publikuje filmiki z tych swoistych festiwali z przybijania piątek i robienia selfies.

Bo jest ich więcej. Takie filmiki Kędryna wrzuca non stop. Każdy wygląda podobnie (tłum ludzi oblegających Dudę jakby był gwiazdą rocka), ale za każdym razem jest on kręcony w innej miejscowości. Małgorzata Sadurska, szefowa kancelarii prezydenta, tłumaczyła w czwartek w radiowej „Trójce”, że prezydent wyjeżdża poza Warszawę właściwie w każdym tygodniu, przeszkodą są jedynie wyjazdy zagraniczne lub ważne uroczystości państwowe. Wygląda więc na to, że Duda - który zaskoczył Bronisława Komorowskiego tuż przed II turą wyborów prezydenckich, przez ostatnie 24 godziny ciągle jeżdżąc autokarem i spotykając się z wyborcami - ciągle się nie zatrzymał. Choć wygrał wybory prezydenckie, ciągle walczy. - Kolejna kampania wyborcza zaczyna się dzień po wyborach - twierdzą amerykańscy specjaliści. Andrzej Duda wyraźnie sobie wziął te słowa do serca.

Andrzej Duda jest świetnym komunikatorem. Jeśli chodzi o sposób występowania publicznego, nie ma sobie równych. Donald Tusk potrafi być bardziej błyskotliwy, szybciej i trafniej zripostować, ale w kategorii wystąpień publicznych, sytuacji gdy trzeba mówić przez mikrofon do zgromadzonych, nawet on musi ustąpić pierwszeństwa Dudzie. To największy atut prezydenta. Dzięki niemu w dużej mierze wygrał wybory prezydenckie - i ten talent będzie jego największym atutem w walce o reelekcję.

Problem w tym, że w walce o tę reelekcję Andrzej Duda będzie miał sporo kłopotów. Przede wszystkim dlatego, że do tej pory nie zademonstrował żadnego innego atutu politycznego. Owszem, umie swymi wystąpieniami przykuć uwagę - tyle, że najczęściej po wysłuchaniu przemowy pozostaje wrażenie niedosytu, przekonanie, że forma była ważniejsza od treści. Właściwie tylko dwa wystąpienia Dudy zapadło w pamięć. Jedno wygłoszone rok temu 10 kwietnia z okazji szóstej rocznicy katastrofy smoleńskiej i drugie z 3 maja ubiegłego roku. W pierwszym przypadku mówił o potrzebie wybaczenia - a jego słowa spotkały się z ripostą ze strony Jarosława Kaczyńskiego. W drugim przekonująco tłumaczył, dlaczego są potrzebne zmiany w konstytucji. Ale w i jednym, i drugim przypadku słowa nie miały żadnego przełożenia na czyny, polityczne działania.

To właśnie uwidacznia największą słabość Andrzeja Dudy. Jest pozbawiony i politycznego zaplecza, i zdolności do podejmowania politycznej inicjatywy. Jego sztandarowy projekt, ustawa regulująca kwestie frankowe rozbiła się o rafy i utonęła - do brzegu dopłynęła jedyna mała szalupa, która „frankowiczów” w żaden sposób nie ucieszyła. Owszem, w życie weszły ustawy, o których mówił w kampanii wyborczej (”500 plus”, wyższa płaca minimalna, obniżenie wieku emerytalnego), ale jego zasługi w tym przypadku były czysto retoryczne - te projekty były bowiem sztandarowymi pomysłami całego PiS-u i tworzony przez nią rząd napisał stosowne ustawy, a zdominowany przez nią parlament je przegłosował. Wkład Dudy sprowadził się jedynie do podpisu pod tymi ustawami.
Do tej pory prezydentowi pozostawało skrupulatne ciułanie małych punktów. Właśnie dlatego tak cierpliwie objeżdża Polskę B, obiecując jej, że jeśli będzie prezydentem, to ona stanie się Polską A. Próbuje się umacniać, wykorzystując swe konstytucyjne kompetencje w polityce zagranicznej - dzięki ustawie zasadniczej ma pełne prawo do tego, by twierdzić, że ubiegłoroczny szczyt NATO był jego zasługą (choć takie stawianie sprawy to spore nadużycie). Buduje wreszcie swą pozycję praktycznymi działaniami. Takimi na przykład jak niedawno przyjęta ustawa zaostrzająca kary za przestępstwa wobec dzieci oraz osób nieporadnych (chodzi o upośledzonych intelektualnie), szczególnie mocny nacisk kładąca na karanie pedofili. Sukcesem prezydenta jest fakt, że ta ustawa zyskała niemal pełne poparcie w parlamencie - a więc zagłosowali za nią tylko posłowie PiS, ale też opozycji.

Ten sukces musi cieszyć - ale też Duda byłby naiwny, gdyby myślał, że na nim zbuduje sobie trampolinę, która pozwoli mu wskoczyć w drugą kadencję. Na szczęście ostatnie miesiące pokazują, że prezydent realnie ocenia swoją pozycję polityczną - i jest świadomy, że bez jej wyraźnego wzmocnienia nie uda mu się zdobyć choć minimalnej politycznej podmiotowości. Dowodem rosnącej asertywności był sprzeciw Dudy wobec ustawy o zgromadzeniach publicznych, którą odesłał do Trybunału Konstytucyjnego (TK jednak nie podzielił prezydenckich wątpliwości, ustawa weszła w życie). Kolejnym - sygnały ze strony Pałacu Prezydenckiego, że część zapisów w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa jest nie do zaakceptowania. Duda ostro stawiał się, gdy przez Sejm przechodziła ustawa likwidująca gimnazja. Aż wreszcie zdecydował się rozpocząć swą najpoważniejszą polityczną batalię od czasu zwycięstwa w wyborach prezydenckich: starcie z Antonim Macierewiczem.

Kuchnię związaną z tym pojedynkiem poznamy pewnie dopiero, gdy dziś czynni politycy zaczną pisać pamiętniki. Dopiero wtedy dowiemy się, czy Duda zdecydował się wejść w zwarcie, uznając, że kierunek zmian w armii idzie w złą stronę (albo słuchając opinii na ten temat sojuszników z NATO), czy dlatego, że wychwycił nastrój niechęci wobec Macierewicza w PiS-ie i uznał, że warto stanąć na czele tych niezadowolonych. Być może zaczął działać po zakulisowych sugestiach ze strony Jarosława Kaczyńskiego lub Beaty Szydło. Faktem jest, że to on stał się głównym antagonistą w obozie władzy szefa MON. Jego rolą stało się przekonanie Macierewicza do tego, by zaczął grać zespołowo. Choć nie można też wykluczyć, że Duda gra o wyższą stawkę - o wypchnięcie go całkowicie z rządu.

Role w PiS-ie zostały jasno rozpisane jeszcze przed wyborami. Macierewicz był odpowiedzialny za pozyskiwanie poparcia wyborców skrajnych, bardziej radykalnych, prawicowo-prawicowych. Andrzej Duda był natomiast człowiekiem, który miał przyciągać wyborców bardziej umiarkowanych, o poglądach mniej wyrazistych, centrowo-prawicowych, czy wręcz centrowych. Mówiąc językiem obrazkowym: Macierewicz miał być twardą twarzą PiS, a Duda miękką. Obaj byli jak dwie strony księżyca - prezydent jasną, a szef MON ciemną.

Po 2015 r. te role się zatarły. Duda był tak jasny, że aż przezroczysty. Jakby zapomniał, że między byciem łagodnym, a byciem nudnym jest bardzo cienka granica, a on ją przekracza. Z kolei Macierewicz stał się dominatorem. Szybko zbudował sobie tak silna pozycję, że PiS powoli zaczynał mieć jego twarz. Tak jakby w tej partii zapomniano, że świetny wynik wyborczy z 2015 r. był możliwy także dzięki temu, że Macierewicza w kampanii ukryto (Beata Szydło mówiła, że ministrem obrony będzie Jarosław Gowin).

Teraz następuje korekta tej sytuacji. To wielka szansa dla Dudy. Jeśli właściwie rozegra tę partię, zyska niezbędną w polityce wyrazistość, przy okazji będzie miał okazję zbudować sobie poparcie we własnej partii. To będą atuty bardzo ważne w walce o reelekcję. Jeśli natomiast zawiedzie, drugiej szansy może już nie otrzymać. Podobnie zresztą jak cały PiS - bo duża część wyborców, która poparła tę partię, nie zagłosuje na ugrupowanie, która jest nieskuteczne, i którego twarzą jest człowiek współpracujący z takimi ludźmi jak Bartłomiej Misiewicz, czy Wacław Berczyński.

Materiał oryginalny: Prezydent Andrzej Duda próbuje wyjść z cienia. Czy mu się uda? - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

J
Janek

Jak bym miał ocenić jako p d to z pośród Wa, Kw, ka, Ko, d prawie wypada najgorzej albo najgorzej brak swojego zdania, już nie licząc ojca, prezesa, premier to jego zdanie jest mniej ważne niż co niektórych ministrów jeszcze tak niebyło, czasami mam wrażenie że on nie może przebić się swoim zdaniem w tej piaskownicy a nie wypada jemu krzyczeć, myślę że to zależy od autorytetu m.in w swojej grupie a pewnie jest on niski, szkoda że pis nie gra szczerze nie wystawia na te stanowiska osoby decyzyjne wtedy może pod tym względem nie byłoby takich historii,

c
cija

a "mi się wydajiii", że pan Agaton to taki bardziej f a r y z e u s z

g
gość

Artykuł z cyklu "Jak mały Józio wyobraża sobie wielką politykę". Tworzenie "faktów medialnych" to nie dziennikarstwo a szmaciarstwo.

P
POPIS

Jak jemu Jarek pozwoli. Ten człowiek nie umie być poza polityką swojej partii. Dlatego nie jest moim prezydentem. Jest słaby. Mam nadzieje że jego kadencja szybko minie.

...

...

...

...

m
moher

zeby porzazenia slonecznego nie dostal, bo tak konczy sie wychodzenie z cienia. Woda sodowa nikomu nie sluzy, a pewnie ochota jest na druga kadencje. Pan prezydent niech pamieta ze wszyscy Polacy go nie wybrali, wiec wszystkich prezydentem nie jest.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3