Sądecczyzna zdewastowana przez powódź

Iwona Kamieńska
Udostępnij:
Osuwająca się ziemia spowodowała wczoraj pierwszą po tej powodzi katastrofę budowlaną na Sądecczyźnie. W Rożnowie-Wiesiółce pod naporem ziemi runął w dół zbocza fragment domu. Ewakuowano cztery osoby, w tym dwoje dzieci.

- Ziemia już nie chłonie wody. Spadło więcej deszczu niż podczas słynnej powodzi w 1997 roku - informują meteorolodzy.

POWÓDŹ NA SĄDECCZYŹNIE. ZDJĘCIA

- I tak mamy szczęście, że ostatnie opady rozłożyły się w dłuższym czasie niż przed 13 laty - ocenia starosta nowosądecki Jan Golonka.

Z prognoz wynika, że padać może nawet do piątku, ale mniej intensywnie niż dotąd. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, to sądeckie i limanowskie rzeki pozostaną w swoich korytach. To jednak tylko częściowa ulga. Nawet brak opadów nie powstrzyma osuwisk, które już zniszczyły część gospodarstw i dróg w regionie.

Dotychczas ewakuowano rodziny z zagrożonych budynków w Przydonicy, Tropiu, Lipiu, Jelnej, Nawojowej, Obidzy, Tęgoborzy i Piątkowej. Wczoraj dramat przeprowadzki przeżywała rodzina z ulicy Kamiennej w Nowym Sączu.

- Wszystkie drogi krajowe, wojewódzkie i powiatowe są już przejezdne. Ale w każdej chwili może się to zmienić - informował po południu starosta Golonka. Nie oznacza to jednak, że wszędzie można dotrzeć samochodem. Poważne problemy występują na drogach gminnych, głównie w okolicach Łącka i Nawojowej.

Wiele mniejszych dróg po prostu przestało istnieć, inne toną w wodzie, błocie i kamieniach. Trasa z Jazowska do Łazów Brzyńskich ze skarpą wpadła wprost do Dunajca. Kilkudniowe ulewy uaktywniły wczoraj osuwisko na granicy Bartkowej i Rożnowa. W każdej chwili może być odcięty dojazd do tej drugiej miejscowości. Ratując doraźnie sytuację, drogowcy wyrównali ziemię w tym miejscu i droga jest przejezdna, ale nie wiadomo na jak długo.
Nie da się dojechać do Popardowej od strony Nawojowej. Konstrukcja mostu w ciągu tej drogi nie wytrzymała naporu wody. Jeden z filarów się zwalił. W nurt Kamienicy runęły także słupy energetyczne i wodociąg podwieszony do mostu. Także inna przeprawa prowadząca do Popardowej od strony Kamionki Małej została zamknięta. - Ten most jeszcze nie runął, bo podtrzymują go betonowe filary, ale mocno wybrzuszyły się płyty. Jeśli poziom wody znów się podniesie, to konstrukcja jak nic na pewno się zawali - przewiduje Kazimierz Nosal, sołtys Popardowej.

We Frycowej wezbrane wody Kamienicy podmyły parking dla tirów. Większa jego część uległa całkowitemu zniszczeniu. Zniszczone są też dojazdy do trasy do Krynicy. - Drogi, którymi da się jeszcze jeździć, wcale nie gwarantują bezpieczeństwa. Trzeba poruszać się ostrożnie, szczególnie na odcinkach wzdłuż skarp - mówi bryg. Paweł Motyka, zastępca komendanta sądeckiej Straży Pożarnej. - Ziemia w każdej chwili może się osunąć. Niebezpieczne mogą się okazać także zastoiska wody na jezdniach. Lepiej je omijać, jeśli nie znamy ich głębokości i stopnia uszkodzeń drogi pod wodą.

Jak niebezpieczne może być lekceważenie zagrożenia przez kierowców, przekonał się jeden z nich, kiedy próbował po niedzielnych ulewach ominąć bocznymi drogami strażacką blokadę drogi do Krakowa, w którym na co dzień pracuje. Udało mu się dotrzeć na krajową "czwórkę" w Witowicach. Tam wjechał volkswagenem golfem w głęboką wodę na jezdni. Rwący nurt zaczął znosić samochód. Z opresji wyratowali go dopiero strażacy, których miał nadzieję nie spotkać.

Trasa do Krakowa jest już przejezdna. O tym że "płynęła", świadczą tylko zwały mułu usuniętego wczoraj na pobocza. W Kamionce Wielkiej opady deszczu uruchomiły osuwisko nad torami kolejowymi. Tony ziemi i wyrwanych drzew zatarasowały szlak kolejowy Tarnów - Nowy Sącz - Leluchów. PKP do odwołania wstrzymała ruch pociągów na tej trasie.
Lokalne władze zaczną liczyć straty, gdy woda całkiem opadnie. Już teraz jednak wiadomo, że szkody będą wielomilionowe. Nie tylko w infrastrukturze drogowej. Wiele rodzin straciło dobytek całego życia. W wielu budynkach wciąż zalega woda.

- Czasem musimy poczekać z pompowaniem, aż opadnie poziom wód gruntowych, bo nie ma sensu usuwać wody, która znów napływa - mówi bryg. Paweł Motyka.

Współpraca Jerzy Wideł

Tamy nas ratują

Przed katastrofą uratowały region zbiorniki retencyjne w Rożnowie i Niedzicy. Obydwie tamy co najmniej dwukrotnie spłaszczyły falę powodziową na Dunajcu. Podczas jej kulminacji z niedzieli na poniedziałek zapora Rożnów-Czchów przyjmowała w każdej sekundzie2200 metrów sześciennych wody. Wypuszczano w dół rzeki maksymalnie 1700 m. sześciennych na sekundę. Teraz zrzuty sięgają około 1200 m. sześc. Rezerwa zbiornika jest już stosunkowo niewielka (12-14 mln metrów sześc.). Wypuszczanie wody nie zagraża jednak Krakowowi, gdzie sytuacja była wczoraj dramatyczna, gdyż Dunajec wpada do Wisły dopiero w okolicach Opatowca.

Zbiornik Niedzicko-Czorsztyński ma jeszcze znacznie większą rezerwę (wypełniony jest jedynie w jednej piątej). W szczycie powodzi wpadało tutaj 650 m sześc. wody na sekundę. Zrzucano około 250. Zatrzymano więc znacznie więcej niż połowę fali. Wczoraj dopływ był znacznie mniejszy - około 400 m sześc./sek.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie