Sądowy finał tajemniczej zbrodni w Tarnowie

Artur Drożdżak
Oskarżony Grzegorz J. już odbywa karę 5 lat więzienia
Oskarżony Grzegorz J. już odbywa karę 5 lat więzienia Andrzej Banaś
W jaki tajemniczy sposób zmarł mieszkaniec Tarnowa, 85-letni Augustyn J. ? To pytanie wciąż jest otwarte, chociaż Sąd Apelacyjny w Krakowie w prawomocnym wyroku ostatecznie przyjął, że mężczyzna zginął z ręki swojego syna.

I skazał Grzegorza J. na trzy lata więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci ojca. To drugi prawomocny wyrok na Grzegorza J., który jeszcze w ub.r. został skazany na pięć lat więzienia za nielegalne posiadanie broni, oszukanie niepełnosprawnej siostry na 6 tys. zł i pobranie 17 tys. zł z ZUS za nieżyjącego ojca.

To jedna z najbardziej tajemniczych spraw kryminalnych ostatnich lat w Tarnowie, rozwikłana dzięki pracy policjantów z Archiwum X, wydziału w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie badającego niewyjaśnione zbrodnie sprzed lat.

Funkcjonariusze badali dziwne zaginięcie 85-letniego Augustyna J. Mężczyzna mieszkał z synem Grzegorzem J. i to syn 85-latka sam zgłosił zaginięcie ojca. Twierdził, że ojciec wyszedł z domu jeszcze w marcu 2006 r. i od tej pory wszelki ślad po nim zaginął. Syn nie potrafił jednak wytłumaczyć, dlaczego zgłasza zaginięcie ojca dopiero po kilku miesiącach. I dlaczego w domu zostały ubrania, dokumenty i pieniądze zaginionego.

Starszy człowiek pobierał co miesiąc emeryturę w wysokości 2 tys. zł. Policjanci z Archiwum X ustalili, że od stycznia do października 2006 r. to Grzegorz J. pobierał w imieniu ojca emeryturę, w sumie było tego około 16 tysięcy zł. Po uznaniu Augustyna J. za zaginionego, ZUS przestał wypłacać świadczenie, ale wówczas Grzegorz J. napisał do instytucji pisma, w których wyjaśniał, że jego ojciec żyje i dobrze się czuje. Dlatego pieniądze powinny być dalej przekazywane starszemu mężczyźnie.

Potem do ZUS dotarł kolejny list, podpisany przez Augustyna J., w którym nadawca podkreślał, że wszelkimi sprawami finansowymi zajmuje się jego syn Grzegorz i to on teraz jest uprawniony do otrzymywania należnych pieniędzy. Po kilku tygodniach kolejne materiały zdobyte w śledztwie wskazywały, że za zaginięciem Augustyna J. stoi jego 51-letni syn. Grzegorz J. trafił do resztu pod zarzutem zabójstwa ojca.
Do zbrodni miało dojść między grudniem 2005 a marcem 2006 r. Grzegorz J. miał spalić zwłoki ojca, a prochy umieścił w naczyniu, które zakopał przy grobie matki na cmentarzu. Podczas kolejnych przesłuchań Grzegorz J. podawał różne okoliczności tajemniczej śmierci Augustyna J. Najpierw wyjaśniał, że staruszek zginął po upadku z wysokiego dachu,

- Targały mną rozterki co dalej mam robić, ale wtedy zdecydowałem, że bezwzględnie muszę pozbyć się zwłok - wyjaśniał śledczym. Postanowił więc spalić ciało za domem, przykrywał je drewnem, starymi szmatami i dywanami, a później popiół umieścił w szklanym słoju i zakopał go na cmentarzu.

W prokuraturze podejrzany twierdził z kolei, że niechcący uśmiercił ojca, ponieważ podczas naprawy dachu uderzył staruszka w głowę deską lub rurką. Kolejną wersję wydarzeń Grzegorz J. zaprezentował podczas wizji lokalnej. Mężczyzna twierdził wtedy, że zastrzelił Augustyna J. przez przypadek na terenie swojej posesji. Ojciec prosił go o pokazanie jakiejś funkcji pistoletu, ale broń nieoczekiwanie wypaliła i kula trafiła w głowę Augustyna J.

Nie udało się ustalić przyczyny śmierci Augustyna J., a Grzegorzowi J. przypisano tylko winę za nielegalne posiadanie broni, wyłudzenie pieniędzy i przypadkową śmierć ojca.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie