Siedem grzechów głównych Wisły

Bartosz Karcz
Andrzej Banaś
Wisła Kraków fatalnie wystartowała do wiosennych spotkań w ekstraklasie. Za nami dwa przegrane mecze, w których krakowianie nie byli w stanie strzelić nawet bramki, prezentując przy tym fatalną dyspozycję. Jakie są zatem główne grzechy "Białej Gwiazdy"?

Oto one:
Grzech 1: fatalna skuteczność
Wisła potrafiła sobie stworzyć w obu wiosennych meczach kilka bardzo dobrych okazji podbramkowych. Trener Skorża stwierdził nawet, że gdyby Diaz trafił w Bełchatowie z trzech metrów do pustej bramki, a w piątek drużyna wykorzystała kilka okazji na początku spotkania, to dzisiaj rozmawialibyśmy inaczej. Zgoda, tylko że problem ze skutecznością to nie jest nowa sprawa.
Wystarczy przypomnieć, w jaki sposób wiślacy tłumaczyli kompromitację z Levadią Tallin czy jesienne porażki z Legią i Cracovią. Mijają jednak tygodnie, a Skorża ze swoimi współpracownikami nie jest w stanie poprawić tego elementu. Przed meczem z Arką trener Wisły mówił, że jak będzie trzeba, to drużyna stworzy sobie nawet siedem okazji, by strzelić gola. Stworzyła, lecz skuteczność pozostała zerowa.

Grzech 2: brak stylu
Jaki pomysł na grę ma Wisła? Patrząc na ostatnie mecze, trudno odpowiedzieć na to pytanie. Krakowianie w chwili obecnej nie mają stylu, który po kilku minutach obserwacji pozwoliłby powiedzieć - to gra Wisła.
Akcje "Białej Gwiazdy" charakteryzuje chaos. Brakuje ruchu, tzw. gry bez piłki. Wystarczy sobie przypomnieć, ile razy w piątek np. Arkadiusz Głowacki musiał zagrywać piłkę do Mariusza Pawełka, bo z przodu nikt się nie pokazywał. A kiedy już wiślakom pali się grunt pod nogami, mamy klasyczną grę na aferę, z której też nic nie wynika.

Grzech 3: brak ryzyka w podejmowaniu decyzji
Maciej Skorża nigdy nie był trenerem, który podejmował nadmierne ryzyko. Stara się grać stałym składem. Skoro jednak pewniakom nie idzie, to może czasami warto podjąć właśnie decyzję ryzykowną.
Zabrakło tego np. w Bełchatowie, gdzie szkoleniowiec Wisły do 70 min trzymał na ławce Issę Ba. Gdy w końcu Senegalczyk zmienił bezproduktywnego w tym dniu Tomasa Jirsaka, akcje zespołu nabrały tempa i można tylko się zastanawiać, co by było, gdyby Ba zagrał od początku drugiej połowy.
W piątek też można było w ciemno przewidzieć, kto pojawi się na placu gry. A może warto było zaryzykować i dać szansę np. Krzysztofowi Mączyńskiemu. Być może wychowanek Wisły drużyny by nie zbawił, ale tego nie wiemy, gdyż nie mogliśmy się o tym przekonać.

Grzech 4: kontuzje i problemy z powrotami po nich
Skorża jako jedną z przyczyn takiej gry zespołu wskazuje problemy zdrowotne piłkarzy. Rzeczywiście, kontuzji było w ostatnim czasie sporo, i to kluczowych zawodników. Pytanie tylko, czy wszystko można wytłumaczyć jedynie pechem.
Jesienią zawodnicy, którzy grali najwięcej, "sypali się" bowiem hurtowo, co powinno skłonić osoby odpowiedzialne za przygotowanie zespołu i opiekę medyczną przynajmniej do zastanowienia. Zwłaszcza że spora część tych urazów nie była mechaniczna, spowodowana ostrymi wejściami rywali.

Grzech 5: błędy w przygotowaniach
Terminarz polskiej ligi tak jest ułożony, że trwa ona niewiele dłużej niż okres przygotowawczy. Czy wobec tego aż tak trudno przygotować szczyt formy już na pierwszą, no, może na drugą kolejkę, a następnie utrzymać dobrą dyspozycję do końca sezonu?
Najgorsze jest to, że podobny scenariusz przerabialiśmy już latem, gdy do meczów z Levadią przystąpił zespół nie do końca przygotowany. Jeśli dzisiaj Maciej Skorża twierdzi, że jest zadowolony z formy fizycznej swoich piłkarzy, to przepraszam bardzo, ale chyba oglądamy inne mecze w wykonaniu Wisły. Bo jakoś nie zauważyliśmy w piątek, żeby "Biała Gwiazda" była w stanie stłamsić mocno przeciętną Arkę.

Grzech 6: przekonanie o własnej wielkości
Wiślacy ciągle są liderem ekstraklasy i chyba wciąż myślą, że na sam dźwięk nazwy Wisła rywale będą mieli żółte getry...
Owszem, nie tak odległe to czasy, gdy nawet mając słabszy dzień, "Biała Gwiazda" potrafiła strzelić dwie, trzy bramki i wygrać mecz. To już jednak przeszłość i pora, żeby wiślacy zdali sobie z tego sprawę. Wisła ma ciągle lepszych piłkarzy niż większość polskich drużyn. Ale stara to prawda, że nazwiska nie grają. Swoją wyższość trzeba udowodnić jeszcze na boisku, a przekonanie o własnych umiejętnościach powinno przekładać się na pewność zagrań, a nie ograniczać do zasady "coś tam w końcu wpadnie, zatem i tak wygramy".

Grzech 7: chaos organizacyjny
O tym, że Wisła ma problemy finansowe, wiedzą już nawet dzieci. Gorzej, że w klubie nie bardzo chyba wiedzą, jak sobie z tym fantem poradzić.
Ten element powinien mieć najmniejszy wpływ na grę drużyny, bo przecież akurat zawodnicy mają zapewnione wszystko do treningów, a i wypłaty spływają na ich konta co najwyżej z niewielkim poślizgiem. Problem jednak dotyczy atmosfery, która obecnie panuje w klubie przy ul. Reymonta, a którą można scharakteryzować jednym słowem - "niepewność". Dobrze byłoby, gdyby wreszcie poukładano sprawy organizacyjne we wszystkich pionach. W klubie zawodowym do sukcesu swoją cegiełkę powinni dokładać wszyscy pracownicy.

Najnowsze informacje piłkarskie znajdziesz naEkstraklasa.net

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tadek P
Skarbek ale dla przeciwników. Ile to już meczy przez nonszalanckie zachowanie i brak umiejętności bramkarza Wisła przegrywa mecz ???????????????????????????????????????????????????????????????
Ale tak będzie dalej, no chyba ze wcześniej wymieniony zostanie bramkarz. Podobał mi się Smuda w noworocznym turnieju, gdzie wystawił go tylko raz i był to ostatni raz. Czy tak nie można w Wiśle ?
Dodaj ogłoszenie