Siepraw: napadł na sklep - potem wrócił, oddał łup i przeprosił

B. Ciryt, A. Drożdżak
- Dawaj pieniądze. I to już - krzyknął do sklepowej 19-letni Karol P. Przyłożył kobiecie nóż do gardła, uciekł z utargiem, ale... po chwili wrócił, oddał gotówkę i błagał o wybaczenie. I nawet zgodził się, by sklepowa spisała jego dane z dowodu osobistego. Teraz czeka na sprawę w sądzie.

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się 13 lutego br. w centrum Sieprawia pod Krakowem, ale dopiero teraz sprawa wyszła na jaw. Była godz. 15.30, gdy młody mężczyzna wszedł do sklepu spożywczego, kiedy nie było w nim klientów.

- Wyszłam zza lady i porządkowałam towar na półce przy drzwiach, a on udawał, że chce zrobić zakupy - opowiada nam kobieta, niska, szczupła, 30-letnia blondynka. Prosi o anonimowość. Nagle klient do niej doskoczył i przyłożył nóż do gardła. Zmusił ją do oddania utargu.

- Drżałam o życie, widziałem jak trzęsie mu się ręka, w której trzymał nóż. Zaczęłam krzyczeć, bo zrozumiałam, że on boi się bardziej ode mnie - wspomina dramatyczne chwile i odruchowo zasłania szyję.

- Bałam się drgnąć, ruszyć, by nie nadziać się na ten nóż - sprzedawczyni bierze głęboki oddech. Wszystko trwało jedną chwilę. Kobieta przestraszona sięgnęła do kasy i wyjęła pieniądze. Zaznacza, że w sklepie nie przechowuje utargu, bo szefowa placówki sukcesywnie w ciągu dnia odbiera gotówkę. Napastnik dostał tylko niewielki plik dziesięciozłotowych banknotów.

Z łupem młody człowiek czmychnął na zewnątrz. Okazało się, że by dokonać skoku na sklep, przyjechał swoim autem, ale po rabunku nie był w stanie odjechać, bo bak z paliwem był pusty. Mimo nerwowych prób, samochód nie ruszył.

- Ów moment zauważyli przypadkowi świadkowie. W samochodzie, który odmówił posłuszeństwa, te chwile wywołały w młodym człowieku przemianę - mówi asp. Szymon Sala, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Myślenicach. Napastnik skruszał, wrócił do sklepu, który chwilę wcześniej obrabował. Oddał łup, klęknął przed kobietą.

- Przepraszam za wszystko, błagam o wybaczenie i proszę, by pani nie powiadamiała policji - kajał się jak tylko mógł. Sklepowa w pierwszej chwili przeraziła się, gdy zobaczyła, że napastnik wraca. Do końca zachowała jednak zimną krew.

- Odebrałam pieniądze i krzyknęłam na niego, że muszę wiedzieć kim jest, żeby natychmiast pokazał dowód. Przyniósł mi dokument z samochodu. Spisałam dane i powiadomiłam policję - opowiada. Po kilku dniach kobietę odwiedził pracodawca Karola P. - Ten pan jest dostawcą towaru do mojego sklepu - przyznaje sprzedawczyni. Nie wierzył, że jego pracownik mógł coś takiego zrobić. Ale gdy się upewnił, zwolnił go z pracy dyscyplinarnie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie