Siostra Celina Wierzchowska: Dzieci nie pozwalają mi się...

    Siostra Celina Wierzchowska: Dzieci nie pozwalają mi się zestarzeć

    Marta Paluch

    Gazeta Krakowska

    Gazeta Krakowska

    Siostra Cecylia z dziećmi
    1/4

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©Joanna Urbaniec / Polskapresse

    Kiedyś s. Celina Wierzchowska, duchaczka, była małym urwisem. Dziś takie same urwisy wychowuje w przedszkolu w Krakowie.
    Młoda matka powiedziała mi: od kiedy mam dzieci, uczucie lęku mnie nie opuszcza...
    Zawsze jest niepewność - czy dziecko się prawidłowo rozwinie, jak mu się w życiu powiedzie. Lęk towarzyszy rodzicom, którzy się ciągle zastanawiają...

    Co ono wyprawia na placu zabaw?
    Na przykład (śmiech).

    Siostra też czuje ten lęk?
    Na początku czułam. Kiedy wychodziłam z trzylatkami na plac, chciałam, żeby były cały czas blisko. Żebym je widziała, by nikomu się nic nie stało.

    Kiedy Siostra przestała się bać ?
    Kiedy uświadomiłam sobie, że nie wszystko ode mnie zależy. Poza tym, przed każdym wyjściem do przedszkola idę do kaplicy i modlę się do aniołów stróżów. I to działa. Choć zdarza się, że dziecko spadnie z huśtawki, upadnie. Bo to zdrowe maluchy - biegają, brudzą się, krzyczą. To normalne - muszą też nauczyć się wyrażać swoje zdanie.

    Trudno je okiełznać?
    Wspólnie ustalamy zasady obowiązujące w grupie, wtedy jest łatwiej.

    Co to znaczy kochać je mądrze?
    Muszą się czuć bezpieczne i kochane. Nie da się tego im wydrukować, to trzeba czuć.

    Mówi im Siostra: "kocham cię?"
    Dzieci mi to mówią i ja im też. Wiem, że czują się kochane. Więc jeśli im powiem, że nie pozwalam na pewne zachowanie, nie myślą, że przez to kocham je mniej.

    Nie tupią, nie buntują się?
    Oczywiście, że tak. To są zdrowe, normalne dzieci. Ale konsekwente stawianie granic daje dobry efekt. Uczę się, ale chyba już od małego miałam smykałkę pedagogiczną. To po mamie, która wychowała czwórkę dzieci.

    Siostra była urwisem ?
    Miałam trzech braci, więc musiałam sobie radzić (śmiech). Umiałam wyegzekwować to, co chciałam.

    Było chodzenie po drzewach?
    Nie, ale zwisaliśmy na trzepakach, bawiliśmy się też w "Czterech pancernych i psa". Kiedyś kołdry miały takie wycięte koperty. Wchodziliśmy do środka i to był nasz czołg. Siłowałam się też z braćmi na rękę i nawet wygrywałam, chociaż dwóch z nich jest starszych (o cztery i o sześć lat). Trzeba było zrobić "łyżeczkę" - wtedy się blokuje rękę przeciwnika... Nie siłowała się pani na rękę?

    Jakoś słabo mi szło. A Siostra nadal to umie?
    Oczywiście (zakłada fachową "łyżeczkę"). Już panią zablokowałam (śmiech). Jako dziecko nauczyłam się też radzić sobie z problemami, zamiast, jak inne dziewczynki, biec z płaczem do mamy. Negocjowałam, zdarzyło mi się też stanąć w obronie koleżanki, której dokuczał jakiś chłopak. Był większy ode mnie, ale jakoś się go nie bałam.

    I to zostało do dziś?
    Chyba tak. Nie boję się negocjować, choć dziś negocjuję ze słabszymi od siebie. Ale to wcale nie jest łatwe. Praca z dziećmi wymaga ode mnie dyscypliny. Małe dziecko nie radzi sobie z emocjami. Łatwo przechodzi z jednej skrajności w drugą, trzeba to wiedzieć i uszanować.

    Raz mówi "kocham", a potem "nienawidzę"?
    Oczywiście. Kocha, gdy dam mu cukierka, a nienawidzi, kiedy każę sprzątać zabawki. To naturalne. Ale jestem dorosła, mam stabilne emocje i umiem przewidzieć, że taką rzecz mogę usłyszeć. Pozwalam dziecku te jego uczucia wyrazić. Pytam go, dlaczego tak czuje i słucham... Nie mogę zmusić dzieci, żeby mówiły to, co chcę. Chcę poznać ich świat, prawdziwy. Im bardziej będą się czuły przy mnie bezpieczne, tym bardziej mi go pokażą.

    Trudno zdobyć ich zaufanie?
    Mnie nie. Ale trzeba pamiętać, że, jak mawiał Mały Książę, trzeba być odpowiedzialnym za to, co się oswoiło. Czytam tę książkę dzieciom w zerówce, uwielbiam ją.

    Mówi Siostra, że maluchy mają czasem problemy, o których nie mamy pojęcia.
    Pamiętam, że kiedyś, siedząc w kółku, dzieci bardzo spontanicznie zaczęły coś mówić, zupełnie nie na temat. Mówiły rzeczy, które mnie zaniepokoiły. Okazało się, że to były zdania, które rodzice wypowiedzieli kiedyś do nich w emocjach, o czym zresztą już nie pamiętali. A im trzeba było to wyjaśnić, wytłumaczyć. Należy bardzo uważać, jacy przy nich jesteśmy.

    Trochę strach...
    Ale praca z nimi jest fascynująca. Nie pozwalają mi się starzeć. Fantastycznie dojrzewają społecznie, potrafią już sobie pomagać. Chętnie przyjmują funkcję nauczyciela wobec kolegi, który np. ma kłopot z wysłowieniem się. Tłumaczą mu, powtarzają, uczą. I są bardzo z tego zadowolone. Rodzice czasem nie zdają sobie sprawy, jak ich dzieci potrafią być odpowiedzialne. I korzystamy z tych umiejętności. Kiedyś poprosiłyśmy dziewczynkę o osobowości przywódczej, by zaprosiła inną, nieśmiałą dziewczynkę do zabawy. I ona spełnila rolę terapeutyczną koncertowo. Bardzo lubię też zabawę w krę na wzburzonym oceanie. Kra jest z papieru, kto na niej stoi, nie utonie. Ja oddzieram z niej kawałki. Lubię patrzeć, jak dzieciaki wciągają się na nią nawazajem, pomagają sobie. Budują prawdziwą wspólnotę, to niesamowite.

    A zadają pytania, na które siostra nie zna odpowiedzi?
    O tak, nie mam połowy ich wiedzy! Nie boję się im powiedzieć, że czegoś nie wiem i wcale nie tracę na autorytecie. Wręcz przeciwnie, w ten sposób go buduję. One zaś są dumne, że mogą mi coś wytłumaczyć.

    Nie myślała Siostra kiedyś, żeby sama mieć dzieci?
    Oczywiście, miałam nawet odłożone białe filiżanki na wiano. Ale wybrałam inną drogę. I bynajmniej nie czuję się starą panną (śmiech). Wstąpienie do zakonu nie ujęło mi kobiecości. Przeciwnie, wnoszę do niego całą swoją kobiecość, w tym instynkt macierzyński. To piękne, że mogę tutaj go realizować - nie biologicznie, ale duchowo.

    I czuje się Siostra spełniona?
    Tak. I bardzo szczęśliwa.

    ***

    S. Celina Wierzchowska

    Duchaczka (kanoniczka Ducha Świętego) od 1992 r. Od 1995 r. pracuje w przedszkolu im. Bł. Ojca Gwidona w Krakowie. Opiekuje się dziećmi w wieku 3-6 lat. Absolwentka pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej Akademii Pedagogicznej w Krakowie (2002 r.). Pochodzi z Lublina.

    Napisz do autorki:
    Marta Paluch
    m.paluch@gk.pl


    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Opinie

    Gość (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Znam to przedszkole, ma świetną opinię. Chodziły do niego dzieci moich znajomych. Mówili, że jest tam bardzo rodzinna atmosfera, a dzieciaki nawet w sobotę pytają, czy mogą iść do przedszkola....rozwiń całość

    Znam to przedszkole, ma świetną opinię. Chodziły do niego dzieci moich znajomych. Mówili, że jest tam bardzo rodzinna atmosfera, a dzieciaki nawet w sobotę pytają, czy mogą iść do przedszkola.
    Dużą wagę kładzie się na wychowanie. Jeśli szukacie placówki dla dzieci - polecam!!!!!!!
    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    niezapominajka

    Kowalik (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Ta siostra mija się z prawdą zołza tylko dobra dla tych co są z rodziny wszytsko na pokas !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i jeszcze obecna matka Estera zadufana w sobie,potrafi zdeptać człowieka...rozwiń całość

    Ta siostra mija się z prawdą zołza tylko dobra dla tych co są z rodziny wszytsko na pokas !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i jeszcze obecna matka Estera zadufana w sobie,potrafi zdeptać człowieka ,doświatczyłam tego na sobie :(((zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo