Skazani na śmierć: Andrzej Nowosławski. Ojcobójca i...

    Skazani na śmierć: Andrzej Nowosławski. Ojcobójca i wspólnicy

    Artur Drożdżak

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Areszt Śledczy Montelupich w Krakowie. Tu Nowosławski i Grossman zostali powieszeni po wyroku
    1/2
    przejdź do galerii

    Areszt Śledczy Montelupich w Krakowie. Tu Nowosławski i Grossman zostali powieszeni po wyroku ©Andrzej Banaś

    Życie Andrzeja Nowosławskiego skończyło się niestandardowo. Zawisł na szubienicy Aresztu Śledczego przy ul. Montelupich w Krakowie. Zaczęło się też w sposób nietuzinkowy. Jego matką była uczennica szkoły zawodowej z Bielska-Białej.
    Tam poznała chłopaka i zaszła z nim w ciążę. Partner nie był zainteresowany losem dziecka, wspólną przyszłością. Zrozpaczona dziewczyna postanowiła się zabić, ale uratowała ją koleżanka. Załamana dziewczyna opowiedziała o swoim problemie wychowawczyni.

    Zofia Nowosławska od dawna starała się o dziecko, ale z mężem Walerianem nie mieli tej szansy. Zaproponowała więc uczennicy, by ta zamieszkała w jej domu, urodziła dziecko, ale przyzna się do niego nie 16-latka, lecz jej nauczycielka.

    - To będzie nasza tajemnica - uzgodniły. Faktycznie uczennica kilka tygodni mieszkała u Nowosławskich, doglądał jej lekarz, a wtajemniczona położna odebrała poród 5 grudnia 1956 r. Na świat przyszedł Andrzej.

    Młoda matka nie chciała go nawet nakarmić, szybko zniknęła, nigdy nie interesowała się jego losem. W dokumentach urzędowych zapisano, że jest dzieckiem Zofii i Waleriana, mistyfikacja nie
    wyszła na jaw. Chłopak dowiedział się o niej dopiero po latach od przybranych rodziców, którzy dali mu swoją miłość.

    Ucieczka do Krakowa

    Rodzina przeniosła się do Krakowa, gdzie na Woli Justowskiej państwo Nowosławscy kupili willę. Z Andrzejem od małego były problemy. W szkole podstawowej był wulgarny i dokuczał nauczycielom. Z Technikum Łączności wyrzucono go za pijaństwo, ze szkoły zawodowej w podkrakowskich Sułkowicach wyleciał, bo podkradał rzeczy kolegom. Okradł też rodziców, gdy byli ma mszy św. Wymknął się z kościoła, wrócił do domu i zabrał gotówkę. Za to usłyszał wyrok sądu dla nieletnich. Przebywał w ośrodkach wychowawczych w Krzeszowicach, Mszanie Dolnej i Namysłowie.

    Gdy wrócił, pokazał swoją najgorszą twarz. Zrzucił ojca ze schodów, matkę związał i zamknął w łazience, bił oboje, straszył, groził śmiercią.

    - Wyście już dość przeżyli. Teraz na mnie przychodzi kolej, ja muszę skorzystać wreszcie z waszego majątku - nie krył. Za psychiczne i moralne znęcanie się nad rodzicami oraz liczne kradzieże na ich szkodę został skazany na trzy lata więzienia w 1976 r. Skorzystał z tego, że w życie weszła amnestia - w więzieniu odbył połowę wyroku. Podjął próbę samobójczą, ale to była tylko demonstracja. Dzięki niej rodzice bali się donosić na niego milicji, bo sądzili, że następnym razem faktycznie się zabije. A tego nie chcieli.

    Andrzej wziął ślub, urodziło mu się dwoje dzieci, ale rodzina to nie był jego żywioł. Coraz więcej pił, był agresywny wobec żony, wyprowadził się od niej i wrócił do willi rodziców. Miał romanse z innymi kobietami. Obiecywał im złote góry. Nowe wybranki zwodził i okradał, z czasem dowiadywały się o jego naturze krętacza, złodzieja i człowieka bez honoru.

    Banda rozbitków życiowych

    Ciągnęło go do wyrzutków. Jak o nich wtedy pisano w milicyjnych raportach: pasożytów społecznych. W grupie, którą poznał Nowosławski, liderem był Zdzisław Grossman z Kołobrzegu, lat 38, rybak, rozwiedziony, karany. Towarzyszyła mu o 14 lat młodsza Beata S. z Tarnowa, matka dwójki dzieci. Razem włóczyli się po kraju, trochę kradli, by mieć na wódkę. Ich ofiarami padali głównie pijani mężczyźni śpiący na ławkach w parku. Para do perfekcji opanowała kradzieże, w żargonie określane metodą "na trupka".

    Dołączył do nich Roman P. z Kielc, lat 36, rozwiedziony, kierowca. "Człowiek z naszego świata" - jak o nim potem powiedzą wspólnicy. Blisko nich kręcił się też Zbigniew R. ps. "Krzak", 28-latek z Kutna oraz jego rówieśnik Kazimierz P. ps. "Kolumb" spod Ostrołęki. Planowali większy napad rabunkowy na bogatego gospodarza z okolic Kielc, ale po kilku próbach zrezygnowali. Wtedy to w Krakowie Nowosławski rzucił im propozycję, którą podchwycili.

    - Zabijcie mojego ojca - powiedział. Matka już nie żyła, zginęła w wypadku samochodowym. Auto potrąciło ją niedaleko domu. Nowosławski propozycję zbrodni na ojcu poparł argumentem finansowym.

    - Będziecie mieli z tego około tysiąca dolarów i kilkaset tysięcy złotych - kusił. Jemu miałby przypaść spadek po ojcu: parcela i dom.

    - Mam już kupca. Daje od ręki trzy miliony zł - chwalił się. Nie krył, że nie może czekać na naturalny zgon ojca, bo 75-latek zaczął przebąkiwać o zmianie testamentu. W dokumencie swój cały majątek zapisał synowi, ale zmienił zdanie, już umawiał się z notariuszem, by wydziedziczyć Andrzeja. Syn dowiedział się o tym. Uzgodnił ze wspólnikami, że zapukają do drzwi willi, zaatakują gospodarza metalowymi rurkami, które przygotował dla nich Andrzej. Jego miało nie być na miejscu.
    Wyznaczonego dnia nie podjęli akcji, bo okazało się, że w willi jest student prawa, który wynajmował tam pokój. Gdy po kilku dniach student wyjechał na święta, zapukali do drzwi, ale 75-latek im nie otworzył. Następnej nocy podjęli kolejną próbę, ale znów bez sukcesu. Andrzej i jego wspólnicy nie wiedzieli, że w Krakowie pojawiła się kuzynka Waleriana. Poszła z nim na Wawel w Wielką Sobotę, wrócili po północy. Bandyci po raz kolejny przesunęli akcję, tym razem na Wielką Niedzielę. I wtedy też im się nie udało.

    Zbrodnia w Wielkanoc

    W końcu zdecydowali, że Andrzej wpuści ich do willi, a Grossman ukryje się w przedpokoju. Gdy gospodarz podejdzie, by sprawdzić, kto puka do drzwi, zostanie zaatakowany metalową rurką. 4 kwietnia 1983 r. zadziałali zgodnie z planem, do willi oprócz Grossmana wszedł jeszcze Kazimierz P. Jednak to Grossman zadał gospodarzowi ciosy w głowę, a Kazimierz P. przeszukał pokoje. Nie znalazł obiecywanej fortuny w dolarach i złotówkach. Grossman dobił 75-latka: dusił go rękami, potem zawiązał na szyi prześcieradło i zacisnął je. Znaleźli ledwie 9 tys. zł. Zawołali Andrzeja, wszedł, widział zabitego ojca w kałuży krwi. We trzech wypili po kieliszku wódki przy zwłokach.

    Andrzej obiecał, że po pogrzebie zajmie się sprzedażą majątku i wtedy da wspólnikom po 400 tys. zł. Umówili się za trzy tygodnie we Wrocławiu. Grossman i Kazimierz P. zabrali jeszcze radio, zegarek zabitego, komplet srebrnych łyżeczek, butelkę miodu pitnego. Uciekli pociągiem do Tarnowa. Andrzej zawiadomił pogotowie. Powiedział śledczym, że wieczorem odprowadził dziewczynę, potem był na Dworcu Głównym i kupił wódkę koło baru Smok. Pił z Tadkiem ps. "Cieniawa", wrócił do domu i znalazł martwego ojca. - Nie wiem, kto mógł dokonać tego zabójstwa. Ojciec był szanowanym człowiekiem, dobrym i nie miał wrogów - opowiadał. Dowody świadczyły przeciwko Andrzejowi, więc szybko zmienił wersję wydarzeń i zeznał, że Grossman miał tylko okraść jego ojca, ale widać sprawy zaszły za daleko.

    Grossmana i Romana P. zatrzymano w Kołobrzegu, pozostali wpadli dwa miesiące później. Nowosławskiemu postawiono zarzut ojcobójstwa, Grossmanowi i Kazimierzowi P. działanie z chęci zysku i na zlecenie, "wspólnie i w porozumieniu". Historię tego zabójstwa, przebieg śledztwa i tło sprawy po latach opisał w książce "Mordercy przyszli nocą" krakowski dziennikarz Janusz Hańderek.

    Dwa wyroki śmierci

    Proces bandy rozpoczął się 28 grudnia 1983 r. Pół roku poźniej Sąd Wojewódzki w Krakowie skazał Nowosławskiego za ojcobójstwo na karę śmierci. Taki sam wyrok otrzymał Zdzisław Grossman, a Kazimierz P. i Roman P. kary po 25 lat więzienia. Pomocnicy też usłyszeli wyroki skazujące: Beata S. - 13 lat, a Zbigniew R. - 15 lat.

    Sąd Najwyższy zmniejszył wymiar kary tylko Romanowi P. - z 25 do 15 lat. Wyroki śmierci utrzymał w mocy, bo "oskarżeni popełnili czyn, który miał wyjątkowo odrażający charakter i byli w najwyższym stopniu zdemoralizowani, a działanie ich miało cechy bezwzględnego polowania na starego i bezbronnego człowieka". 15 czerwca 1985 r. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wyrok wykonano.

    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo