Teoretycznie sześć tygodni temu Józef Rojek pożegnał się z fotelem wiceprezesa Grupy Azoty. Rada nadzorcza postanowiła nie powoływać go wtedy na nową kadencję. Znalazła też jego następcę, którym został Mariusz Grab. W pracy stawiają się jednak obydwaj, a stawką jest niemała pensja.

17 maja rada nadzorcza Grupy Azoty udzieliła w tajnym głosowaniu absolutorium za rok 2017 Józefowi Rojkowi. Spośród 9 członków rady, tylko jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Tego samego dnia Rojek dowiedział się, że nie znajdzie się we władzach spółki na kolejną kadencję, którą właśnie rozpoczął. Nowym członkiem zarządu grupy, w randze wiceprezesa, został Mariusz Grab z Polic, politycznie kojarzony z Joachimem Brudzińskim - szefem MSWiA, a zarazem „człowiekiem numer dwa” w PiS.

O dziwo, nazwisko Józefa Rojka do tej pory nie zniknęło ze strony internetowej Grupy Azoty. Figuruje tam wciąż jako wiceprezes, tyle że już bez sprecyzowanych zadań. Rzecznik prasowy spółki Artur Dziekański potwierdził nam wczoraj, że to nie pomyłka. - Pan Józef Rojek pozostaje członkiem zarządu Grupy Azoty S.A. do czasu wygaśnięcia mandatu.

Nastąpi to z dniem odbycia Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy zatwierdzającego sprawozdanie finansowe Grupy Azoty S.A. za ostatni rok obrotowy pełnienia funkcji członka zarządu. Kwestię mandatu i jego wygaśnięcia reguluje Kodeks Spółek Handlowych - czytamy w przesłanym mailu. WZA ma odbyć się jutro.

- Znam i bardzo lubię Józefa Rojka. Jest jednak pewien niesmak w całej sprawie. Skoro ktoś powiedziałby mi: „słuchaj, zmieniamy cię, bo są inne priorytety, do których mamy lepszych od ciebie”, grzecznie podziękowałbym i pożegnał się z firmą. Wyobraża sobie pan sytuację, w której zwalniają Nawałkę, dają następcę, a były trener dalej prowadzi zajęcia z piłkarzami? - pyta Andrzej Czerwiński, niegdyś minister skarbu w rządzie Ewy Kopacz.

Józef Rojek w firmie przepracował 24 lata z przerwami na czas pełnienia funkcji prezydenta Tarnowa w latach 1998-2002 i zasiadanie w parlamencie od 2005 do 2006 roku i od 2007 do 2015. W Azotach pełnił funkcję m. in. głównego projektanta w spółce Biprozat czy też rolę doradcy dyrektora generalnego spółki Witolda Szczypińskiego. W marcu 2016 roku został członkiem zarządu spółki, dwa miesiące później awansował na wiceprezesa.

W zarządzie odpowiadał na realizację inwestycji oraz strategię rozwojową. Po rezygnacji Tomasza Hinca, który w marcu tego roku otrzymał nominację na wojewodę zachodniopomorskiego, Rojek przejął część jego kompetencji, związanych z logistyką i zakupami surowców energetycznych. Za swoją pracę w 2017 roku, według sprawozdania spółki, zarobił 922 tys. zł brutto.

Jaką wobec tego rolę we władzach spółki pełni obecnie Mariusz Grab i jak w związku ze zmianami wygląda podział kompetencji w zarządzie?

- Pan Mariusz Grab jest obecnie wdrażany w funkcjonowanie spółki. Zaś co do podziału kompetencji, zostanie on ustalony po odbyciu Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy - odpowiada Dziekański.

Dymisją Rojka są zdziwieni związkowcy w fabryce. Uważają, że sprawa ewidentnie ma podtekst polityczny.

- Pan Rojek odkąd tu wrócił, bardzo się starał i nie do końca mogę zrozumieć decyzję rady nadzorczej - słyszymy od działacza jednej z organizacji.

Karuzelą personalną w Grupie Azoty mocno zniesmaczony jest Andrzej Czerwiński. - Oto kolejny przykład „dojnej zmiany”, która trwa od trzech lat - mówi ze złością.

W opinii sądeckiego parlamentarzysty, zmiany w strategicznych spółkach Skarbu Państwa nie mają nic wspólnego z zarządzaniem, ale pokazują temperaturę walk frakcyjnych wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. Przypomnijmy, Józef Rojek politycznie jest człowiekiem Zbigniewa Ziobry, lidera Solidarnej Polski. A za ministrem sprawiedliwości nie przepada premier Mateusz Morawiecki, który „wycina” ludzi Ziobry ze spółek Skarbu Państwa. Mówi się, że Józef Rojek podzielił los Michała Krupińskiego z Limanowej, byłego prezesa PZU, który został pospiesznie odwołany z funkcji, gdy Jarosław Kaczyński rok temu pojechał z wizytą do Londynu.

Praca „na państwowym”

Tak zarabiał zarząd grupy Azoty w 2017 r.

Poniżej przedstawiamy zarobki brutto zarządu firmy, podane w sprawozdaniu finansowym za rok ubiegły. Prezes Wojciech Wardacki otrzymał 705 tys. zł. Były wiceprezes Tomasz Hinc dostał 892 tys. zł. Paweł Łapiński wzbogacił swoje konto o 921 tys. zł, Grzegorz Kądzielawski zarobił 310 tys. zł, a Artur Kopeć 570 tys. zł. Wszystkich przebił dyrektor generalny firmy Witold Szczypiński, któremu przybyło 1 212 tys. zł

A jak płacą w innych spółkach?

Zasadnicze wynagrodzenie w zarządach spółek Skarbu Państwa nie może przekroczyć 15-krotnej średniej pensji w przedsiębiorstwach, czyli 71 tys. zł. Do tego może dojść tak zwana „część zmienna” pensji, uzależniona od wyników firmy. W 2017 roku najwięcej, bo 3,3 mln zł, zarobił Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP. Na drugim miejscu uplasował się były szef PZU Michał Krupiński z kwotą 3,1 mln zł. Najniższy stopień podium przypadł Wojciechowi Jasińskiemu z Orlenu (2,7 mln zł). Kolejnymi są prezes KGHM Henryk Domagalski-Łabędzki (1,3 mln zł) i Henryk Baranowski (PGE) z kwotą 1,1 mln zł.

ZOBACZ KONIECZNIE:

WIDEO: Poważny program

Źródło: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto