W Krakowie, jako pierwsza w Polsce, pojawiła się usługa „współdzielenia” auta. Przetestowaliśmy ją. Prywatna firma ubiegła miasto, które pracuje nad własną siecią pojazdów, tyle że elektrycznych.

Od października w Krakowie działa firma Traficar, która oferuje tzw. współdzielenie samochodów. To pierwszy tego typu system w Polsce, a prowadząca go spółka Express wybrała właśnie Kraków na start swojego biznesu. Tym samym Express uprzedził władze Krakowa, które planują podobny system, tyle że aut elektrycznych. Sprawdziliśmy, jak funkcjonuje to w praktyce.

Sto opli na dobry początek

Traficar to 100 samochodów (wszystkie tej samej marki - opel corsa), z których można skorzystać w każdej chwili. Płacimy 80 groszy za każdy rozpoczęty kilometr i 50 groszy za każdą minutę jazdy. Jeśli zaparkujemy, ale nadal chcemy korzystać z wybranego auta, to postój wyniesie nas 10 groszy za minutę.

Na początku trzeba się zarejestrować na stronie Traficara, gdzie jesteśmy weryfikowani poprzez dane z dowodu osobistego, prawa jazdy oraz karty płatniczej. Przedstawiciele Expressu zapewniają, że dane te potrzebne są tylko do weryfikacji, a potem są usuwane.

Wsiadaj i ruszaj w drogę

Musimy ściągnąć aplikację na telefon. Wyświetlamy plan i szukamy auta. Wybieramy najbliższe, które rezerwujemy. Mamy 15 minut, żeby się do niego dostać. Inaczej rezerwacja przepada i ktoś inny może jej dokonać.

Autem możemy jeździć po Krakowie, ale i poza miastem. Warunkiem jest pozostawienie go na koniec w dowolnym miejscu w mieście, gdzie można legalnie zaparkować (z tym bywa różnie, dlatego pracownicy Traficara często przeparkowują pojazdy). Także w strefach płatnego parkowania. Z jednym wyjątkiem - dotyczącym strefy B.

- Spółka Express zakupiła 105 kwartalnych abonamentów postojowych w cenie 750 zł za sztukę. Nie uprawniają one do wjazdu do strefy B - informuje Jan Machowski z biura prasowego magistratu. Razem abonamenty kosztowały 78 tys. 750 zł.

Co w teorii, co w praktyce?

Nie musimy się też martwić o paliwo czy ubezpieczenie auta. To wszystko jest w cenie przejazdu. Pojazdy są serwisowane i tankowane nocami. Jeśli dojdzie do wypadku, to też nie jesteśmy obciążani. Płacimy natomiast za szkody ewidentnie z naszej winy, np. za zniszczoną tapicerkę. Szacunkową cenę przejazdu możemy poznać wcześniej, obliczając ją na stronie Traficara.

Tyle teoria. A jak to wygląda w praktyce? Trzeba mieć dużo szczęścia, żeby znaleźć auto „pod nosem”. Aplikacja pokazuje nam jak daleko mamy do auta i ile zajmie dojście do niego. Po zlokalizowaniu samochodu w aplikacji klikamy ikonkę odmierzającą czas, po czym wybieramy opcję zeskanuj kod QR (są dwa w widocznych miejscach). Następnie auto się otwiera. Kluczyki znajdują się w schowku przed siedzeniem pasażera. Odpalamy i możemy jechać.

W naszym teście pojechaliśmy z ulicy Borsuczej w Łagiewnikach w rejon redakcji „Gazety Krakowskiej” na al. Pokoju. Wyliczona trasa przejazdu miała 6 km, a koszt jej przejechania wyceniono na 10,80 zł. To bardzo dobra cena, ale taką możemy osiągnąć w nocy, gdy ruch jest zerowy. W rzeczywistości zapłaciliśmy 14 zł. Też dobrze, bo nie było wielkich korków. Gorzej i drożej poszło nam w drodze powrotnej. Ze względu na korki obraliśmy trasę trochę dłuższą, ok. 8 km. Zatorów i tak nie udało się ominąć. Przejazd zajął ok. 50 minut, co kosztował nas 30 zł. Za przejechane kilometry zapłaciliśmy 6,4 zł. Reszta to minuty stania w korkach. Minusem takiego rozwiązania może być to, że użytkownicy Traficara będą starali się jeździć szybko, żeby zapłacić mniej.

Właściciele firmy Traficar nie wykluczają dalszego rozwoju usługi. W październiku zanotowali 3 tys. rejestracji i tyle samo wypożyczeń. - Obserwujemy zainteresowanie usługą i oczywiście bierzemy pod uwagę zwiększenie liczby dostępnych aut - mówi Magdalena Hibner z Expressu.

Miasto nie ma obaw

Na pojawienie się Traficara przychylnie patrzą władze Krakowa, które chcą uruchomić własną sieć 100 samochodów miejskich, ale elektrycznych. Będzie je można wypożyczyć z ok. 70 stacji.

- To dobre rozwiązanie i niekoniecznie musi szkodzić naszemu projektowi, a wręcz może pomóc, bo rozpropaguje system. Kiedy wprowadzimy swój, to mieszkańcy już będą wiedzieć, co to jest - tak o Traficarze mówi Łukasz Franek, wicedyrektor ds. transportu w Zarządzie Infrastruktury Komunalnej i Transportu. - W miastach Europy Zachodniej funkcjonują po 2-3 systemy carsharingu, czyli „współdzielenia aut”. Dobrze, że ktoś się tego podjął - mówi.

Kiedy ruszy sieć miejskich aut? Na przełomie czerwca i lipca urzędnicy toczyli dialog z firmami, które mogłyby poprowadzić miejską wypożyczalnię.

- Aktualnie przygotowywany jest projekt umowy. Szczegóły odnośnie przetargu będą znane pod koniec roku - zaznacza Jan Machowski.

Traficar wydaje się dobrym rozwiązaniem na wieczory i weekendy. Wtedy za trasę o długości ok. 5 km zapłacimy 9-10 zł. Cena konkurencyjna wobec taksówek. Gorzej, jeśli jeździmy w korku. Wtedy opłata rośnie.