W Ros Casares nie gra Uljana Siemionowa...

Wojciech Batko
Jako prezes TS Wisła, Ludwik Miętta-Mikołajewicz szefuje ekipie "Białej Gwiazdy" w trakcie jej wyprawy do Walencji. Jest też pokoleniowym łącznikiem dwóch spektakularnych osiągnięć koszykarek z ulicy Reymonta - gry w finale Pucharu Europy w kwietniu 1970 roku i teraźniejszego awansu do elitarnego Final Four Euroligi.

Czterdzieści lat temu był trenerem wiślaczek, kiedy jego podopieczne zakwalifikowały się do dwumeczu o europejski prymat w klubowym, żeńskim baskecie. I w finale zmierzyły się z reprezentującą wówczas ZSRR drużyną Daugawy Ryga.

- Z Daugawą nie mieliśmy najmniejszych szans - nie ukrywa Ludwik Miętta-Mikołajewicz. - Zresztą nie tylko my, po prostu nikt nie mógł z nią konkurować! Grała tam bowiem jedyna w swoim rodzaju koszykarka, Uljana Siemionowa. Z racji swoich gabarytów (m.in. 216 cm wzrostu - przyp. bat) zawodniczka nie do zatrzymania czy upilnowania. Pozostało nam podjąć walkę i tak też podeszliśmy do tamtego finałowego dwumeczu.

W Krakowie wiślaczki uległy Daugawie 45:61 (najwięcej punktów: Krystyna Likszo 16, Janina Wojtal 11), a w rewanżu w Rydze 42:59 (Wojtal 12, Likszo 11). Dla Daugawy najwięcej punktów rzuciła oczywiście Siemionowa - odpowiednio 20 i 27.

Miętta-Mikołajewicz stwierdza: - Mecze przegrane raczej mocno nie zostają w pamięci. Co innego te wygrane! Między innymi dlatego chętnie powracam do naszych półfinałowych zmagań ze Spartą Praga. Nie tylko zwycięskich, ale odbywających się w specyficznym czasie. Kiedy do Pragi zawitaliśmy jako pierwszy polski zespół po sześćdziesiątym ósmym roku... W Krakowie wygraliśmy minimalnie i spisywano nas na straty. Akcentując, że w Pradze nie damy rady nie tylko sportowo, ale nie poradzimy sobie z wrogością gospodarzy i tamtejszych kibiców. To jednak wyjątkowo zmobilizowało nasze zawodniczki. Zagrały świetnie, zwyciężając różnicą siedmiu punktów!

Może więc dziś w Walencji będzie podobnie? W sytuacji, w której "Biała Gwiazda" uznawana jest za przysłowiowego czwartego do brydża...

- Niech tak nas oceniają, poniekąd słusznie - mówi sternik Towarzystwa. - Bo kiedy popatrzy się na składy, a szczególnie na budżety, to nie mamy się co porównywać, ale już tylko do rosyjskiego duetu z Moskwy i Jekaterynburga. W meczu z Ros Casares też nie będziemy faworytem, ale to nie musi przesądzać o naszym niepowodzeniu. Warunkiem odniesienia ewentualnego sukcesu będzie determinacja w defensywie.

Walencja ten element gry doprowadziła na bardzo wysoki poziom. Skoro na czternaście meczów Euroligi, tylko w trzech przypadkach straciła więcej niż sześćdziesiąt punktów! Kto wie, czy nie warto będzie zaryzykować gry przez nasze środkowe, bo mamy chyba lepsze koszykarki na tej pozycji. I oby "siedział" rzut za trzy punkty - wtedy będzie się można pokusić o odrobinę szaleństwa na parkiecie, szaleństwa doprowadzającego do sukcesu.

Awans do Final Four? Oczywiście jest spektakularnym, historycznym sukcesem. Nadal jednak (i z pewnością potrwa to jeszcze...) nie sposób zrozumieć przyczyn ogromnego niepowodzenia w rywalizacji o mistrzostwo Polski. Miętta-Mikołajewicz wyjaśnia: - Wielki niedosyt, żal straconej szansy itp., itd. To wszystko prawda. Pewnie jednak spokojnie bylibyśmy w grze o medale, gdyby nie lekceważenie wielu meczów w sezonie zasadniczym!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kibic

co prawda to prawda ała para poszła w Euroligę no i nie starczyło na PLKK

Dodaj ogłoszenie