Wirus RSV dziesiątkuje gorlickie przedszkola i żłobki. Oddział dziecięcy jest przepełniony. Nie ma łóżek dla rodziców.

Agnieszka Nigbor-Chmura
Agnieszka Nigbor-Chmura
- Robimy wszystko, by zapewnić łóżka hotelowe przynajmniej dla karmiących mam, ale oddział nie jest przecież z gumy - tłumaczy Aneta Kordyl-Nowak, kierująca oddziałem dziecięcym gorlickiego szpitala
- Robimy wszystko, by zapewnić łóżka hotelowe przynajmniej dla karmiących mam, ale oddział nie jest przecież z gumy - tłumaczy Aneta Kordyl-Nowak, kierująca oddziałem dziecięcym gorlickiego szpitala Agnieszka Nigbor-Chmura
Na 23 łóżka oddziału dziecięcego, stale, od dwóch tygodni hospitalizowanych jest codziennie 30-35 małych pacjentów. Wszystko przez zakażenia wirusem RSV, bardzo niebezpiecznym szczególnie dla niemowląt i dzieci do 3. roku życia, które w ciężkim stanie trafiają do szpitala. Dzisiaj w salach z dostawkami, a czasem i na szpitalnym korytarzu przebywa po trzech, czterech pacjentów i tyle samo opiekunów. Tym samym rodzice nie mogą liczyć na tak zwane” łóżko hotelowe”. W tej sytuacji jedyną szansą, by być przy dziecku całą dobę jest czuwanie na krześle, czy fotelu, bo spać w ten sposób raczej się nie da. Sytuacja nie jest łatwa i tylko wspólne zrozumienie pozwoli ją bezboleśnie przetrwać bez szkody dla dzieci.

Takiego obłożenia na oddziale dziecięcym gorlickiego szpitala nie było nawet ubiegłej jesieni, kiedy w Gorlicach liczba zachorowań na Covid 19 była najwyższa. Zresztą i dzieci, które z dolegliwościami covidowymi, trafiały na oddział było niewiele, bo zaledwie około trzydzieściorga.

Dzisiaj też problemem nie jest koronawirus, bo w trwającej IV fali na 100 proc. dzieci od których pobierane są wymazy w kierunku Covid 19, stwierdzono zaledwie jeden taki przypadek, co nie znaczy, że chorobę trzeba lekceważyć.

- Żłobki i młodsze oddziały przedszkolne, ale też dzieci, które jeszcze są w domu pod opieką rodziców dziesiątkuje wirus RSV, atakujący dolne drogi oddechowe u małych dzieci. Te do 3. roku życia najsłabiej sobie z nim radzą, stąd konieczność tylu hospitalizacji - mówi Aneta Kordyl-Nowak, kierująca oddziałem dziecięcym gorlickiego szpitala.

Od dwóch tygodni 85 proc. dzieci przyjmowanych w Gorlicach to te, które cierpią na infekcję dróg oddechowych, a trzy czwarte z nich właśnie na dolegliwości związane z zarażeniem wirusem RSV.

W pierwszej fazie leczenia konieczne jest podanie tlenu

- Większość z nich, szczególnie noworodków i najmłodszych dzieci trafia na oddział w ciężkim stanie i wymaga tlenoterapii przynajmniej przez pierwsze dni leczenia. Mieliśmy przypadki, w których konieczne było przetransportowanie dziecka na Oddział Intensywnej Terapii w Krakowie . Sytuacja była poważna, po dzieci musiało przylecieć Lotnicze Pogotowie Ratunkowe - dodaje szefowa oddziału dziecięcego.

Właśnie w związku z tak trudną sytuacją na oddziale, wielu rodziców, by być ze swoimi dziećmi, musi pogodzić się z tym, że czekają ich noce spędzone w fotelu, czy na krześle.

- Robimy wszystko, by zapewnić łóżka hotelowe przynajmniej dla karmiących mam, ale oddział nie jest przecież z gumy - tłumaczy lekarka.

Z RSV walczy cała Małopolska

Podobna sytuacja jest w oddziałach dziecięcych w całej Małopolsce.

- Oddziały są bardzo przepełnione dziećmi w ciężkich stanach. Nawet, gdyby szpital lub rodzice chcieli przenieść dziecko, ze względu na zaistniałe w naszej placówce okoliczności, to nie ma po prostu gdzie. Stąd też trzeba przejściowo zaakceptować trudniejsze warunki pobytu dzieci i rodziców na oddziale - mówi Marian Świerz, dyrektor gorlickiego szpitala.- Najgorszym rozwiązaniem jest odesłanie dziecka do domu, bo następnego dnia ono wróci w znacznie gorszym stanie - tłumaczy dyrektor.

Jak mówi Aneta Kordyl-Nowak, wirus RSV objawia się początkowo zwykłym katarem i kaszlem, potem potrafi przejść w zapalenie oskrzeli, oskrzelików, a nawet płuc.

Obserwujmy swoje dzieci

Co ciekawe. Z obserwacji pediatrów wynika, że zakażenia wirusem RSV dominują w okresie późnej jesieni, zimy i wczesnej wiosny . To wtedy wirus rozprzestrzenia się drogą kropelkową przez kontakt bezpośredni z osobą zakażoną.

- Nikt dzisiaj nie jest w stanie stwierdzić, dlaczego wirus zaatakował pod koniec lata. Możemy się tylko domyślać, że wpływ na to może mieć trwająca od półtora roku izolacja. Dzieci przebywały w zamknięciu, nie miały kontaktu z rówieśnikami - dodaje lekarka.

Dlatego szczególnie teraz rodzice powinni być wyczuleni, gdy dziecko ma katar, kaszel, gorączkuje. W miarę rozwoju choroby pojawia się duszność, przyspieszony oddech, dziecko traci apetyt, jest senne.

Dyrektor prosi o wyrozumiałość

Trudna sytuacja na oddziale dziecięcym spowodowana dużą liczbą zakażeń wirusem RSV nie sprawiła, że oddział jest zamknięty. Odwiedziny są codziennie od godz. 14 do godz. 17. U dziecka może być jeden odwiedzający, na oddziale może przebywać jednocześnie trzy osoby z zewnątrz , a wizyta nie może trwać dłużej niż 20 minut.

- W przepełnionym oddziale dużo trudniej pracuje się też personelowi medycznemu. Dlatego apeluję zwłaszcza do opiekunów dzieci o taką zwykłą ludzką wyrozumiałość i życzliwość. Miejmy nadzieję, że to przesilenie szybko minie - dodaje dyrektor Świerz.

Czarnek zapowiada HIT!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie