Wysłać małpy i zacząć jeszcze raz

Paweł Zarzeczny
Człowiek jest w życiu szczęśliwy dwa razy. Kiedy ma wszystko, i kiedy nie ma nic. Tę filozoficzną przypowiastkę zaserwował mi niedawno bankrutujący przyjaciel, no i faktycznie mnie też do szczęścia brakuje już doprawdy niewiele, a i wam pewnie też. Ba, niektórzy zaznali podwójnego błogostanu, czyli od wszystkiego do niczego, coś jak Kaddafi, jeśli traktować sprawy na bieżąco.

Oczywiście nie wierzcie w te wszystkie bzdury serwowane po każdym przewrocie, że poprzednik kradł, gwałcił, mordował i montował wszędzie w pałacach złote klamki, a samolotami wywoził diamenty w workach. Taka sama to prawda, jak i to, że Armia Krajowa współpracowała z gestapo. Ohyda i tyle, propaganda sterowana wszędzie i zawsze przez nowych panów, którzy zawsze znajdują tuby i heroldów w świeżo podbijanym kraju. Czasem przybiera to formy karykaturalne nieco. Na przykład temu krajowi zniszczonemu dajemy właśnie milion złotych wsparcia. Ktoś nie ma wstydu? Przecież to nie wystarczy nawet na posprzątanie paru ulic.

CZYTAJ TEŻ FELIETONY Z CYKLU ZAPISKI FRAKCJI PRZYTOMNYCH

A propos karykatury... Właśnie ma powstać nowa gazeta codzienna, wydawane są już próbne numery, no i jeden chłopak z działu sportowego dał intrygujący tytuł "Szechter nie przyjedzie na Łazienkowską". Chodziło o to, że napastnik o tym nazwisku z Hapoelu Tel Awiw nie zagra przeciw Legii w Lidze Europy, bo właśnie odszedł do Kaiserslautern… Ale przechodził obok szef, zobaczył wielki tytuł i mówi: - Szechter, Szechter, no, no, za ostro chyba walicie! Dajcie może tytuł: "Michnik nie przyjedzie na Łazienkowską!". Ha, ha, ha, ha, ha, słyszeliście kiedyś bardziej zabawne nieporozumienie? Aha, ten Szechter niedawno w czasie meczu włożył na głowę jarmułkę, za co został ukarany żółtą kartką - czyli też chciał dobrze, jak ten szef, ale wyszło głupio. Aha, ale nic nie przebije jednak - gdy chodzi o takie kompletne sportowo-życiowe nieporozumienie, tekstu z londyńskiego radia. Mianowicie grał sobie w West Ham niejaki Julian Dicks. No a Dick, proszę sobie wyobrazić, to po angielsku nie tylko zdrobnienie od Richarda, ale także dość powszechne określenie, hm, penisa. Dicks zatem stanowi zatem dosyć wulgarne penisów pomnożenie. No i pewnego razu komentator krzyczy, pełen zachwytu: "Julian Dicks is everywhere! It's like they've got eleven Dicks on the field". Zgroza.

Pan Bóg siedzi sobie na tronie i mówi: Martwię się o tych ludzi. Zwłaszcza o Polaków.
Zdziczały te chłopy zupełnie

Eleven Dicks on the field... To by się nawet zgadzało ze znaną teorią Smudy, że każda drużyna to banda, a każdy piłkarz to... już dopowiedzcie sobie sami. Ale kiedy już zacząłem analizować kompletnie nietrafiony sens pewnych znanych nazwisk, to przyszedł mi do głowy... Steve Jobs. Tak, tak, właśnie ten niezwykły mózgowiec, który nagle opuścić musiał Apple, bo niszczy go rak trzustki. No i pomyślałem, że on nie powinien się nazywać Steve Jobs, ale Wrong Jobs, co doskonale da się przetłumaczyć jako "złe prace". Bo pomyślcie, taki fantastyczny i kreatywny mózg zaprzątał swoją uwagę tak nieznaczącymi dla ludzkości kwestiami, jak jabłuszko czy klawiatura, kolor obudowy zespolonej z tabletem (nie mylić z taboretem) i takie tam różniaste żarówiaste gadżety, a mógł - i chyba powinien! - wymyślić jakieś lekarstwo na raka, bardziej by mu się teraz przydało niż te miliardy na koncie i szybko wychodzące z obiegu zabaweczki. Tak, ale my wszyscy mamy na koncie wrong jobs. Weźmy te tablety, na których można podobno czytać książki - przecież dawniej w zupełności wystarczały nam do tego papirusy, a zaćmienie Słońca dawało się przecież i wyliczyć, i opisać… Jakie papirusy? - przerywa mi nagle kolega. - Przecież Homer nie potrzebował papirusów, żeby przekazać "Iliadę" z "Odyseją", żeby słowem i muzyką (czyżby to był pierwszy na Ziemi raper?) przekazywać najistotniejsze treści potomnym.

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW PAWŁA ZARZECZNEGO

Oj, faktycznie, ten etap powinien nam już w zupełności wystarczyć, choć ja Homerem nie chciałbym nigdy zostać - mianowicie wędrownych bardów często pozbawiano wzroku, żeby… polepszyła im się pamięć, co to, to nie! To może lepsze już jednak te tablety?

Ludzkość na etapie wrong jobs wymyśla niestety głównie bzdety, zaniedbując naukę prawdziwą, bo przecież nie tylko medycynę (widzę to po sobie - każdą z moich rozlicznych chorób lekarze nazywają nieuleczalną, zatem czemuż zwą się lekarzami zamiast grabarzami, pojęcia nie mam). Choć czasem dostrzegam iskierkę nadziei. Niedawno w "Polsce" wyczytałem o pomyśle, by zasiedlić nami jakąś inną planetę na nowo, że taka podróż potrwa setki lat świetlnych, a statek rozpędzony zostanie wybuchami bomb atomowych. Czuję jednak, że chyba wybuchami z Ziemi, bo być może to będzie "The Great Escape", tyle że już bez Steve'a McQueena - na marginesie, też rak trzustki... No i jest problem z ewakuacją, problem, jaki miał już Noe, mianowicie - kogo zabrać w tę podróż? Może jakieś zamrożone zarodki, lecz cóż one po dorośnięciu będą po tej długiej podróży porabiać?
Pierwsza myśl, że to samo co tutaj, mianowicie walczyć o miskę i samice, a potem zagrają w piłkę po jedenastu i wymyślą kółko, włócznię i dolara. I nie potrzeba wcale do tego badań za miliardy! Nie wierzycie? W roku 1790 grupa zbuntowanych brytyjskich marynarzy z "Bounty" wraz z kobietami z Tahiti zdezerterowała ze służby i osiedliła się na bezludnej wysepce Pitcairn o rozmiarze placu Defilad (cztery kilometry kwadratowe, do obejścia w kwadrans). No i najpierw walczyli tradycyjnie, czyli między sobą na pięści i noże o samice, potem został już tylko jeden buntownik i 9 kobiet, więc to samice walczyć poczęły o jedynaka. Co gorsza, był to ksiądz, ale zadaniu chyba sprostał, gdyż szybko liczba ludności wzrosła z osób kilkunastu do ponad dwustu, a łagodny klimat plus będące na miejscu kartofle, kokosy, banany i ryby spowodowały, że późniejsi mieszkańcy, czyli potomkowie buntowników, ani myśleli wracać do Królestwa, mając już taką możliwość! Wybierali życie na swojej małej wysepce, spokojne, bez telewizji, za to z Kościołem, knajpą i rejentem (a jak rejenta skazano za gwałt, przekazał obowiązki siostrze, małe zbiorowiska cudownie potrafią się samoorganizować, gdy rzecz jasna misek i samic u nich względny dostatek).

CZYTAJ TEŻ FELIETONY Z CYKLU ZAPISKI FRAKCJI PRZYTOMNYCH

No więc obserwacja tych przedziwnych tubylców, którzy grają w piłkę nożną i mają dolary, a także pędzą alkohol, otóż te obserwacje prowadzą do wniosków optymistycznych. Że można żyć bez zdobyczy cywilizacji, parasola atomowego, bez Eurolandu i Galerii Mokotów, za to z kartoflami i bimbrem. Daje to, przyrzekam, także Polsce świetlaną przyszłość, bo wszystkiego tego co na Pitcairn mamy przecież w nadmiarze (nawet banany po 1,49, a ziemniaczki młode już po 37 groszy za kilo!). Znaczy to, że nasi przodkowie, szukając miejsca do życia, wybrali jak najbardziej prawidłowo albo i szczęśliwie, no i w myśl zasady - niech na całym świecie wojna, aby polska wieś zaciszna, aby polska wieś spokojna i pod gruszą można było spocząć, i zjeść kartofelki, bo tego zawsze pełno.

Przypadek? Skądże. Jakiś czas temu naukowcy z Uniwersytetu Hopkinsa, którzy zajmowali się popularnym w dobie kryzysu odchudzaniem, zainteresowali się, czemu niektóre szympansy są grube, a inne chude. Okazuje się, że ma to związek z... mózgiem. Mianowicie mądrale potrafią oszacować wielkość zbioru bez liczenia jego poszczególnych elementów, zatem wiedzą, na którym drzewie rośnie najwięcej bananów i na które warto się wspiąć, aby przytyć. Natomiast głupole tego nie potrafią i latają po tych gałęziach od góry do dołu, nawet jak kompletnie nie ma czego zrywać, zatem chudną. Uśmiałem się z tej historyjki, bo... nasi przodkowie musieli być mądralami i grubasami jak ja! Ale mamy i sporo chudych, niestety. Co robią? Na przykład teraz właśnie jak oszaleli biegają po lasach w poszukiwaniu grzybów, ba, zawsze tak latają, całymi rodzinami, choć jak wiadomo, grzybów albo nie ma, albo są robaczywe, albo trujące - koniec końców jest to zatem robota głupiego, takie wrong jobs w całej okazałości. No, ale czemu niektórzy nie wiedzą, gdzie i kiedy szukać - to już tajemnica boskiego stworzenia i szympansów. Gdybym miał to teraz wyjaśnić i przeprowadzić naukowy eksperyment, wyglądałoby to tak: na jakąś większą, acz odosobnioną, wyspę wysłałbym stado małp człekokształtnych, zostawił na jakiś milion lat, podglądał i... wypatrywał Krzysztofa Kolumba. A na wypadek kryzysów bądź niepogody posyłałbym im czasem… kogoś formatu Jezusa, z nieoczekiwaną boską interwencją. Jakąś manną z nieba bym sypnął, morze odsunął, niebo wypogodził, sztorm zatrzymał... Ale czasem poddusił, w gniewie, aż przyklękną...

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW PAWŁA ZARZECZNEGO

Pomyślmy, że my teraz, na Ziemi, obserwujemy sobie rodzinę sokołów. Mieszka ona - uwaga - na iglicy Pałacu Kultury, w necie można popatrzeć! Ale w tej samej chwili sami jesteśmy takim pilnie obserwowanym w boskim necie rezerwatem. I Pan Bóg siedzi sobie na tronie i mówi: Martwię się o tych ludzi z mojego dawnego kółka rybackiego… Zwłaszcza o Polaków. Zdziczały te chłopy zupełnie. Kłócą się jak tamci z Pitcairn, aż się ten mój ksiądz tamtejszy mało na śmierć nie zarobił…
Aha, no i koniecznie informujcie mnie o wynikach z Łazienkowskiej. Cała reszta mało mnie teraz obchodzi.

Paweł Zarzeczny

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Materiał oryginalny: Wysłać małpy i zacząć jeszcze raz - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

u
uczeń;)

każde zdanie, każdy akapit - dziękuje

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Wysłać małpy i zacząć jeszcze raz

A
AJEMDECZEMPION

POPRZEDNI ARTYKUŁ O ADAMKU SKRYTYKOWAŁEM, ALE TEN JEST CAŁKIEM MĄDRY - TRZEŹWE SPOJRZENIE NA OTACZAJĄCY ŚWIAT I RZĄDZĄCĄ TYM ŚWIATEM PROPAGANDĘ I REKLAMĘ. JOBS KREOWANY NA JAKIEGOŚ GENIUSZA TAK NAPRAWDĘ ŁADNIEJ UBRAŁ MALO PRAKTYCZNE URZĄDZENIA. SAM UŻYWAM IPODA I NIE JESTEM ZADOWOLONY - ODDAŁEM STARY KOMPUTER I NIE MOGĘ NA NOWYM PODŁĄCZYĆ TEGO IPODA!!! ABSURD - MUSZĘ SKASOWAĆ KILKADZIESIĄT PŁYT I NA NOWO WSZYSTKO NAGRYWAĆ!!! PRZECIEŻ TO CHORE! I GDZIE TU GENIUSZ???

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3