Z łodzi do internetu, czyli śmierć w kulturowej scenerii

rozmawia Jacek AntczakZaktualizowano 
Kalendarz promocyjny firmy pogrzebowej Lindner z Tczewa
Dlaczego cmentarze wędrują po miastach, dlaczego za czasów Mieszka obcinano głowę żonie zmarłego, siadano na grobach i po co się stuka trumną w próg, wyjaśnia antropolog kultury, prof. Jacek Kolbuszewski

W najstarszym grobie odnalezionym na ziemiach polskich w Janisławicach pod Skierniewicami pomiędzy rokiem 6000 i 4500 p.n.e. pochowano 40-latka, z twarzą zwróconą w stronę zachodu. Nie chodziło jednak o Unię...
Wierzono wtedy, że tam, gdzie zachodzi słońce, kończy się świat. W kulturach z okresu przedchrześcijańskiego popularną formą pochówku było wkładanie nieboszczyka do łodzi, którą wypychano na morze, by odpłynął do krainy wiecznej szczęśliwości. Rzutowało to na emocjonalny sposób traktowania aktu zgonu. Pojawiał się element, który do dziś występuje w niektórych sektach, radości z powodu śmierci. Z terenów Łotwy i czasów, gdy w Inflantach rządzili Polacy, pochodzą zapisy etnograficzne o wyśpiewywaniu nad grobem: "O jakżeś szczęśliwy, że już odszedłeś do tej krainy, gdzie nie ma ani Polaka, ani Niemca, będziesz żył w wolności".

Hm, to przeskoczmy do czasów Mieszka I i chrystianizacji Polski. Jak odnotowuje Thietmar, po pogrzebie szlachetnego męża - spaleniu go na stosie - obcinano głowę jego żonie. Przerażające.
Nie działo się tak tylko na ziemiach polskich. W wielu społeczeństwach plemiennych mężczyzna występował jako pan i władca wszelkiego rodzaju, a więc także i żony. Gdy kończyła się jego egzystencja, kończyło się wszystko, co należało do niego. Ślady takiej postawy ujawniają się w kulturze szlacheckiej. Co się robi, kiedy następuje śmierć ostatniego z rodu? Łamie się tarczę herbową i insygnia jego pozycji społecznej, dlatego że zakończyła się cała egzystencja.

Ale żony już się nie łamie?
Nie. Chrystianizacja Polski to pierwszy etap, gdy śmierć zaczęła równać ludzi. Choć im dalej na wschód, tym przebiegała wolniej. Jeszcze w XVII wieku pod Tatrami szykowano reskrypty biskupie o zakazie grzebania zmarłych pod progami domów czy pod gruszą, nakazując formy pochówku cmentarnego, w poświęconej ziemi. Stąd w kulturze ludowej wziął się zwyczaj, że przy wynoszeniu nieboszczyka z domu uderzano trzykrotnie trumną o próg. Chodziło o to, by nieboszczyk mógł pożegnać się z przestrzenią swego życia.

No i jesteśmy już w XVIII wieku, który stał się wielkim przełomem w "kulturze śmierci". Dlaczego?
Aż do końca XVIII wieku cmentarze wiejskie były zaniedbane, a na miejskich przy makabrycznej wówczas śmiertelności i krótkotrwałości życia ludzkiego, przestrzeń grzebalna przy świątyniach była bardzo ciasna. Czasem przypominam studentom, którzy spacerują po Starym Mieście we Wrocławiu, że raz po raz chodzą po dawnym cmentarzu. Wyprowadzenie cmentarzy za miasto było przełomem.

To wyprowadzenie nastąpiło, gdyż nie tylko było ciasno, ale i miasta... "strasznie śmierdziały trupem".
"Pachnidło" Patricka Süskinda otwiera wspaniały opis cuchnącego Paryża. Śmierdziało okropnie. W jednym z miasteczek wielkopolskich proboszcz w XVII wieku w raporcie napisał, że trzykrotnie już przekopywał cmentarz, bo nieboszczyki wyłaziły z grobów. Trupy wystawały z ziemi i trzeba było to przeorać, by znaleźć miejsce dla następnych zmarłych. Koniec XVIII w. przynosi więc wyprowadzenie cmentarzy poza mury miast. I wtedy zakłada się wielkie nekropolie - na przykład cmentarz Świętokrzyski, który wtedy sięgał Emilii Plater i Dworca Centralnego. Wysiadając z pociągu, wchodzimy na dawną nekropolię. Ale już jej nie ma, bo konieczność demograficzna i poszerzanie miast powodowały, że trzeba było szukać przestrzeni. I znaleziono ją. Na Powązkach, w podkrakowskich Rakowicach, w wioseczce Łyczaków pod Lwowem, na górce Rossa poza Wilnem.

I tak powstały najsłynniejsze polskie cmentarze?
Tak, ale z biegiem czasu ten proces się powtarza. To nieuniknione zjawisko, które wynika ze wzrostu liczby ludności i rozrastania się miast. Warszawa jest przepełniona, więc ma teraz brzydki cmentarz na Wólce Węglowej, ale warszawiacy coraz częściej korzystają z cmentarzy położonych w sąsiednich miejscowościach. To "wyprowadzenie" cmentarzy spowodowało też zmianę postawy zbiorowości wobec śmierci. Wprawdzie literatura XVII wieku zna ujęcia problematyki śmierci, w których zwraca się uwagę, że "w grobie nie poznasz co pańskie, a co chłopskie gówno, bo śmierdzą jednakowo te nieboszczyki i jednakowo się rozkładają", ale status pośmiertny był do tego momentu stanowy. Możni tego świata szli do krypt kościelnych, stawiali piękne nagrobki, wypisywali sobie wspaniałe epitafia, natomiast maluczkich zakopywano 40 centymetrów pod ziemią. Przy dzisiejszych normach 220 cm - to nie tylko rewolucja francuska, ale także cmentarze z przedstawiciela plebsu czynią zwykłego, godnego człowieka, którego można utrwalić nagrobkiem. Przepaść. Wtedy dokonała się zmiana postawy wobec śmierci na egalitaryzującą, bardzo ważną z punktu widzenia procesu demokratyzacji społeczeństwa.
Jak to zmieniło podejście do śmierci?
W XIX wieku dokonuje się decydujące przesunięcie. Od odziedziczonej po średniowieczu postawy, w której życie traktowane jest jako proces przygotowania do śmierci, przez filozofię śmierci "memento mori", czyli "i tak umrzemy", do postawy "la mort de toi", co ja nazywam "śmiercią opłakiwaną". Pomnik i nagrobek można postawić już każdemu. Wtedy zaczyna się szerokie kulturowe zjawisko, jakim jest pielgrzymowanie do grobu. Niekoniecznie w dzień Zaduszek. Do grobu idzie się wtedy, gdy odczuwa się potrzebę uczuciową. Wiek XIX wykształca tu nowe formy zachowań, np. siadanie na grobie bliskich.

Jak to "siadanie"?
To zanikło, gdy dał o sobie znać kościelny paradygmat znieważenia grobu. Ale jeszcze romantyk siadał na grobie, tak jak przysiadał się do łóżka chorego. Słowacki zapisał w liście: "Gdybym mógł pójść na jego grób, usiadłbym tak, jak siadywałem na jego łóżku w chorobie". To manifestacja bliskości uczuciowej. Od początku XIX wieku konsekwencje kulturowe sięgają dalej. Jeżeli można każdemu postawić nagrobek, gest ten oznacza także postawienie pomnika, czyli trwałość pamięci. A skoro na grobach możnych tworzy się "całe bólów poemata" i wysławia zmarłego, to taki napis może się pojawić na każdym grobie. W ten sposób nastąpiło upowszechnienie epigrafiki nagrobnej.

Której poświęcił Pan wiele lat badań. Najpiękniejszy napis na nagrobku?
Zebrałem ich ponad 20 tysięcy. Liderem rankingu jest "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" księdza Jana Twardowskiego. Innym przykładem jest wiersz z nagrobka Amelii Gołębskiej z Cmentarza Łyczakowskiego "Przechodniu, stań na chwilę /Uczcij te ostatki /Tu mąż płacze cnej żony(...) Śmierć im wszystko zabrała /Nie wzięła boleści". Ostatnie dwa wersy, kapitalny oksymoron, wiersza autorstwa lwowskiego literata o nazwisku Kamiński zrobiły niezwykłą karierę na cmentarzach i w kilka lat po ich stworzeniu zaczęły podróż po Polsce. A w momencie, kiedy nastąpiła migracja Polaków z Kresów, pojawiał się na cmentarzach wzdłuż szlaków emigracji. Dziś jak pan pójdzie na jakikolwiek cmentarz i się rozejrzy, to wszędzie dostrzeże "Wszystko co miałem /w tym grobie się mieści". O Kamińskim nikt już nie pamięta.

To ładny napis, ale są też grafomańskie i kiczowate.

Co i jak umieszcza się na grobie, trzeba rozpatrywać pod względem kulturowym, socjologicznym, a nawet etycznym. Umieszczenie inskrypcji na nagrobku spełnia aspekty - intelektualno-poznawczy, eschatologiczny i nobilitacyjny. W katedrze ormiańskiej we Lwowie jest ładny nagrobek, który zaczyna się od słów "O, jak cienka jest życia ludzkiego osnowa, Anna pod tym kamieniem śpi dyrektorowa". Gdy moi studenci to przeczytali, zaczęli ryczeć ze śmiechu. Powiedziałem: czytajcie wszystko. Otóż Anna była pełną cnót lwowską mieszczką. Mąż, pragnąc ją uhonorować, a nie mając do dyspozycji żadnych tytułów, wpisał, że była dobrą, opiekuńczą kobietą, a jej pozycję społeczną określało to, że była żoną dyrektora. Przecież to nie jest śmieszne. Niezamierzony komizm czy grafomania powstaje w nadmiarze chęci przekazania informacji o człowieku i oddania wielkiego żalu po jego odejściu.

"Za 12,2 zł brutto można wystawić dowolną ilość nagrobków" - informuje wirtualny cmentarz. Pomyślał Pan kiedyś, że dożyje takich czasów?
Nie przypuszczałem, ale propozycje związane z tym, że gdy pada deszcz, to nie musisz iść na cmentarz, tylko możesz wirtualnie zapalić świeczkę, są wyznacznikiem współczesnych postaw wobec śmierci. Poważny tygodnik opublikował artykuł "Jak umierać modnie" o nowych trendach w pochówkach, co mi się kojarzy z reklamą "W trumnach z Hadesu wyglądasz jak żywy". Nie mnie oceniać głębię czy wartość takich rozwiązań, ale trudno mi uniknąć stwierdzenia, że jest to kolejnym przejawem tego, co już w 1955 roku amerykański antropotanatolog Geoffrey Gorer określił mianem pornografii śmierci.

Co go tak zszokowało w latach 50.
Uderzyło go, że zjawisko śmierci naturalnej jest ze świadomości ludzkiej wypychane i eliminowane. Nie zabiera się dzieci na pogrzeby, nie mówi się o śmierci. Gorer zwrócił wtedy uwagę na sposób pokazywania "wzajemnego wykańczania się adwersarzy w westernach". Dla poetyki westernu jest charakterystyczne, że jak kogoś postrzelą, to musi fiknąć z wysokiej skały, oczywiście bez nadużywania keczupu, to znaczy pokazywania makabryczności widoków trupa. Spłycanie problematyki śmierci od tego czasu narasta. Zjawiskiem charakterystycznym jeszcze nie dla naszej kultury, ale już dla niemieckiej jest quasi-symboliczny obrzęd pożegnania ze zmarłym, po czym oddania go zakładowi pogrzebowemu, który wszystko załatwia sam, żeby żałobnicy nie musieli się fatygować.

polecane: FLESZ: Wybory do Parlamentu Europejskiego. To musisz wiedzieć.

Wideo

Materiał oryginalny: Z łodzi do internetu, czyli śmierć w kulturowej scenerii - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
s
stary pryk

ech i jeszcze ta dziwka na tumnie, aż chce się w niej być.

zgłoś
C
CELSUS 178 r.n.e.

Był sobie dziad i baba, bardzo starzy oboje, ona kaszląca słaba, on skurczony we dwoje, mieli chatkę maleńką taką małą jak oni, jedno miała okienko i jeden był wchód do niej. Baba mówi do dziada ja chcę umrzeć pierwsza, o nie moja babo ja pierwszy muszę umrzeć. W tem puk, puk do drzwi chaty, kto tam pyta baba? To ja śmierć zgon przynoszę, baba mówi, idź dziadzie otwórz jej drzwi, o nie mowi dziad, to ty babo jej otwórz, ja się boję? A śmierć stała pode drzwiami i stała, aż zmuszona czekaniem kominem wejść musiała! Morał: Nie akceptyje eutanazji!

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3