Żeglarka Jolanta Ogar popłynęła z Polski do Austrii

    Żeglarka Jolanta Ogar popłynęła z Polski do Austrii

    Jerzy Filipiuk

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    - Ja zawsze będę Polką, zawsze sercem będę w swej ojczyźnie. Nie zmienię przecież swojego miejsca urodzenia. Nadal będę reprezentować swój region i kraj, tylko już pod inną banderą. Bardzo żałuję, że musiałam podjąć taką decyzję. Broniłam się przed nią rękami i nogami, jest mi przykro, ale zrobiłam to, by móc się rozwijać sportowo - mówi urodzona w Brzesku, ale mieszkająca od dzieciństwa przez wiele lat w pobliskiej Łysej Górze 31-letnia dziś żeglarka Jolanta Ogar.
    Jolanta Ogar już nie będzie występować w biało-czerwonym stroju. Zamieniła go na czerwono-biało-czerwony.

    Jolanta Ogar już nie będzie występować w biało-czerwonym stroju. Zamieniła go na czerwono-biało-czerwony. ©fot. archiwum Jolanty Ogar

    Po udziale w igrzyskach olimpijskich w Londynie, gdzie razem z Agnieszką Skrzypulec zajęły 12. miejsce w klasie 470, nieoczekiwanie postanowiła startować w barwach Austrii. Ma już za sobą wiele występów i... okres rozterek związanych ze zmianą barw.

    - Skoro my, Polacy, znaleźliśmy się w Unii Europejskiej, to jesteśmy obywatelami Europy. Dlatego nie czuję dyskomfortu zmiany barw, zresztą będą one podobne [czerwono-biało-czerwone - przyp. J.F.], tylko orzełek nie będzie biały [czarny - przyp. J.F.]. Mieszkam tam, gdzie jest moja walizka. Tak dużo podróżuję po świecie, że gdy wracam do Europy i ląduję we Frankfurcie nad Menem, to cieszę się, że w końcu jestem w domu - przyznaje.


    Z parkietu do łodzi


    Jej sportowa kariera jest zupełnie nietypowa. Zanim została żeglarką, przez ponad 10 lat grała w siatkówkę w I i II lidze, najpierw w Gryfie Brzesko, potem w Sandecji Nowy Sącz, a następnie w Armaturze Kraków. Była lewą atakującą. Mając 178 cm wzrostu, na wielką karierę nie mogła liczyć. Jej życie zmienił wyjazd w 2006 roku na badania do znakomitej poznańskiej kliniki Rehasport.

    - Mój przyjaciel fizjoterapeuta, potem pracujący z siatkarkami Wisły, miał dobrego znajomego w Rehasporcie. Zaproponował mi, bym po sezonie pojechała do kliniki. Byłam tam razem z ówczesną koszykarką Wisły Natalią Trofimową [Białorusinką urodzoną w... Mongolii - przyp J.F.]. Badał mnie lekarz reprezentacji Polski w żeglarstwie Witold Dudziński, który stwierdził, że mam idealne parametry do żeglowania, i zaproponował zmianę dyscypliny - mówi.

    I tak, nagle, w wieku 23 lat, nie mając pojęcia o żeglarstwie, siatkarski parkiet (18 m na 9 m) zamieniła na jacht (4,7 m na 1,68 m). Została załogantką najlepszej wówczas polskiej sterniczki w klasie 470, mistrzyni Europy i świata juniorek w 2001 roku, uczestniczki ME, MŚ i PŚ, swej rówieśniczki Katarzyny Tylińskiej, która z klubowym trenerem z AZS AWFiS Gdańsk Robertem Janeckim uczyli ją żeglarstwa od podstaw. Podobny precedens zdarzył się kilkanaście lat wcześniej na Ukrainie, gdy żeglarką została koszykarka Olena Pacholczyk. I z Rusłaną Taran zdobyły brązowy medal olimpijski w klasie 470 w 1996 roku w Atlancie! Polski Związek Żeglarski i gdański klub zaakceptowały pomysł z przekwalifikowaniem siatkarki. Żeglowała z Tylińską 3 lata, ale nie udało się jej zakwalifikować do igrzysk w Pekinie. - Brakło nam dwóch punktów - podkreśla.

    W 2008 roku została załogantką o 7 lat młodszej, ale o wiele dłużej żeglującej Agnieszki Skrzypulec (Sejk Pogoń Szczecin), startującej do tej pory w klasach Optimist, Laser 4.7 (w 2006 roku zdobyła w niej mistrzostwo Europy i świata) oraz Laser Radial (wcześniej trenowała taniec, uprawiała aikido i grała w piłkę nożną). Razem zdobyły siedem tytułów mistrza Polski, startowały w MŚ, plasując się na wysokich miejscach w Pucharze Świata i Europy, kwalifikując się do IO w Londynie, w których zajęły 12. lokatę.

    Nie było już chemii


    - Mam lekki niedosyt, bo pierwsza dziesiątka była w naszym zasięgu. Jednak jestem zadowolona z uzyskanego wyniku, bo pokonałyśmy wiele dziewcząt, które w Pucharze Świata były przed nami. Polski Związek Żeglarski stawia zadania wynikowe. Uznał, że jak będziemy w pierwszej piętnastce, będzie dobrze. Było dwunaste miejsce, równie dobrze mogło być dziewiąte. Nie było przepaści. Zabrakło centymetrów... - ocenia swój start. I dodaje: - To bardzo dobra lekcja na przyszłość. Jestem bogatsza o doświadczenia. Okazało się, że potrafię się zmobilizować, ogrom igrzysk mnie nie przeraził, poradziłam sobie z presją. Wynik jest dobry, ale nie bardzo dobry, bo na igrzyska jedzie się po medal. Mam zamiar jechać po niego do Rio de Janeiro.

    Po raz ostatni ze Skrzypulec wystartowała we wrześniowych MP. Potem zakończyły wspólne żeglowanie. Już je rozpoczynając, ustaliły, że będą razem pływać przez 4 lata, właśnie do Londynu. Dopiero potem miały zdecydować, co dalej. I podjęły decyzję o rozstaniu. - Przebywałyśmy 280 dni w roku poza domem. Spędzałyśmy ze sobą więcej czasu niż małżeństwa. Znaleźć dwie osoby, które potrafią tak długo dogadywać się ze sobą, być wsparciem dla siebie, jest trudno. Nasza współpraca była bardzo dobra, cenię ją sobie i szanuję. Po igrzyskach zabrakło jednak chemii między nami, potrzebowałyśmy pewnego bodźca, żeby się rozwijać, żeby nie mieć poczucia, że stoimy w miejscu. Obie jesteśmy profesjonalistkami. Rozstałyśmy się w zgodzie. Nie ma między nami zgrzytów, kłótni, spotkamy się na zawodach - wyjaśnia.

    Telefoniczna oferta


    Uznała, że w polskim światku żeglarskim poza Skrzyniec nie było sterniczki, z którą mogłaby osiągać kolejne sukcesy. Jej los odmienił telefon z Austrii, gdzie szukano załogantki, z propozycją zmiany barw. Po wahaniach wyraziła zgodę. Rozmawiała o tym z PZŻ. Odniosła wrażenie, że z jednej strony nie pochwala jej decyzji, z drugiej - nie ma pomysłu, by ją od niej odwieść. - Związek nie był i nie jest nią zachwycony, ale mam nadzieję, że mnie rozumie. Nie miałam z kim współpracować na takim poziomie, na jakim bym chciała. Możliwości mojego rozwoju nie byłyby takie, jakie mam teraz - twierdzi. - Podjęłam ogromne ryzyko po raz drugi. Ale się opłaciło.

    - Ja zawsze będę Polką, zawsze sercem będę w swej ojczyźnie. Nie zmienię przecież swojego miejsca urodzenia. Nadal będę reprezentować swój region i kraj, tylko już pod inną banderą.


    Kilka dni przed wspomnianymi MP rozmawiała o swojej sytuacji z dyrektorem sportowym PZŻ Tomaszem Chamerą. - Mówiłem jej, że wiążemy z nią duże nadzieje, tłumaczyłem, jak widzę jej rolę w kadrze. Podczas mistrzostw Polski oznajmiła mi, że podjęła decyzję, iż nie chce już pływać z Agnieszką, która w tej sytuacji musiała szukać nowej załogantki, i że ma propozycję z Austrii. Jest osobą dorosłą, to jej decyzja. Każdy jest kowalem własnego losu. Jeśli to pomoże w rozwoju jej kariery, związek nie ma nic przeciwko temu - mówi Chamera.

    Jej partnerką w łódce została 18-letnia Lara Vadlau z Klagenfurtu, która miała na koncie wiele sukcesów w innych klasach, m.in. w 2010 roku wygrała młodzieżowe igrzyska olimpijskie w Singapurze, w 2012 triumfowała w MŚ juniorów w Zadarze (oba zwycięstwa w klasie 420), a w IO w Londynie zajęła 20. miejsce (w klasie 470). - To niesamowity talent. Znałam ją od dwóch lat, bo startowała także z seniorkami. Bardzo dobrze się nam współpracuje - zaznacza.


    Morze niepotrzebne


    Nie dziwi się, że tak świetne wyniki w żeglarstwie osiąga reprezentantka kraju, który nie ma dostępu do morza czy oceanu. - W polskim morzu pływam tylko dwa tygodnie w roku. A większość czasu i tak spędzam poza krajem - wyjaśnia.
    Pierwszy wspólny sukces z młodziutką Austriaczką odniosła w debiutanckim starcie - w grudniu w Palamos (Hiszpania), gdzie wygrały regaty Christmas Race (PŚ drugiej kategorii). W styczniu w Miami w otwartych mistrzostwach Ameryki Północnej także zwyciężyły, a w PŚ zajęły czwarte miejsce. - To był nasz pierwszy start w Pucharze Świata. Śmiałyśmy się, że pechowy [startowały trzynastego - przyp. J.F.], bo co wyścig, to kłopoty ze sprzętem. Nie ukończyłyśmy trzech wyścigów z dziesięciu, ale udało się nam wygrać wyścig medalowy, w którym startuje dziesięć najlepszych załóg i który jest podwójnie punktowany, dzięki czemu awansowałyśmy z ósmego na czwarte miejsce - wspomina. Potem w PŚ na Majorce były czwarte.

    Nie ma presji wyniku


    W tym roku czeka je występ w MŚ we Francji i w ME we Włoszech. - Pierwszy rok po igrzyskach jest zawsze traktowany raczej ulgowo, nie ma presji wyniku. Teoretycznie łatwiej jest więc o medal - mówi. Jej trenerem jest Amerykanin John Morgan, który podczas igrzysk w Londynie prowadził z dużymi sukcesami ekipę gospodarzy. - Jest bardzo szanowany na świecie - podkreśla. Współpracę z nim rozpoczęła właśnie na Majorce.

    Ze współpracy z Austriackim Związkiem Żeglarskim jest bardzo zadowolona. - Najbardziej podoba mi się szacunek, jakim darzy się żeglarzy. To związek jest dla nich, a nie odwrotnie. Otrzymujemy pomoc z każdej strony. Jeśli są problemy logistyczne czy inne, działacze robią wszystko, by odciążyć od nich zawodników. Bardzo ważną rolę odgrywa dyrektor sportowy związku, który przyjeżdża na zgrupowania, jeździ na zawody, pomaga nam w wielu sprawach - opowiada.

    Nieznane zasady


    Jej marzeniem jest start w IO w Rio de Janeiro. By się ono spełniło, musi przebrnąć przez olimpijskie kwalifikacje. Na razie nie są znane wszystkie zasady rywalizacji. Wiadomo tylko, że pierwszą kwalifikacją będą MŚ w klasach olimpijskich w Santander we wrześniu 2014 roku, w których awans do IO zapewni sobie połowa z 20 zawodniczek, jakie wystąpią w Brazylii. Decyzja o tym, jakie będą kolejne kwalifikacje - MŚ w klasach? PŚ? - zapadnie w listopadzie.

    Po MŚ w Santander MŚ klas odbędą się w latach 2015 i 2016. - Mistrzostwa świata w klasach olimpijskich odbywają się raz na cztery lata. Przepisy Międzynarodowej Federacji Żeglarskiej stanowią, że zawodnika chcącego w nich startować w barwach innego kraju obowiązuje 3-letnia karencja. A mistrzostwa świata w Santander odbędą się niespełna 2 lata od czasu, gdy Jolanta Ogar zmieniła barwy na austriackie. Według przepisów międzynarodowego związku danej klasy, w mistrzostwach świata klas i Pucharze Świata załoga może być mieszana, sternik może startować z załogantem z dowolnego kraju. I my, jako Polski Związek Żeglarski, nic nie mamy do tego - mówi dyr. Chamera.


    Związek wyrazi zgodę?


    - W mistrzostwach świata klas mogłabym wystąpić bez zgody naszego związku. Każdy woli jednak uzyskać kwalifikację za pierwszym razem, gdyż dzięki temu może się lepiej przygotować do igrzysk. Drugie kwalifikacje to większy stres i mniejsza szans na olimpijski awans - przekonuje, licząc, że uda się jej wystartować już w MŚ w Santander. - Wiem, bo były już rozmowy na ten temat, że Międzynarodowy Związek Żeglarski przychyliłby się do prośby austriackiego związku, ale pod warunkiem że zgodę na mój start wyrazi PZŻ - dodaje.

    - Austriacki Związek Żeglarski nie zwrócił się oficjalnie do nas w tej sprawie, więc na razie nie ma tematu. Są tylko prowadzone nieformalne rozmowy - podkreśla dyr. Chamera, dodając, że by Ogar mogła wystąpić w Rio de Janeiro w barwach Austrii, musi przyjąć obywatelstwo tego kraju.

    Największymi kibicami żeglarki są rodzice i jej o 3 lata młodszy brat Tomasz, który jest piłkarzem Okocimskiego Brzesko. Sama liczy, że nadal kibicować jej będą też mieszkańcy rodzinnej Łysej Góry i okolic. Bo przecież "zmieniła tylko banderę", a sercem nadal jest w swej ojczyźnie i w swoich stronach...


    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo