Potwierdzają to w Wadowicach, Oświęcimiu czy Brzeszczach, gdzie dwa i pół roku temu w tamtejszych placówkach kultury powstały kina cyfrowe.
- Najważniejszy jest sam film, ale jakość dźwięku i obrazu też ma oczywiście swoje znaczenie. Wcześniej sporo ludzi jeździło do kina w Tychach, teraz mamy to u siebie - mówi Magdalena Klisiak, mieszkanka Oświęcimia. Szlaki kinomanów z tej części Małopolski prowadziły także do Bielska, Krakowa czy Katowic.
- Bez podjęcia cyfryzacji nasze kino przestałoby już dzisiaj istnieć - uważa Piotr Wyrobiec, dyrektor Wadowickiego Centrum Kultury.
Podkreśla zarówno wzrost wpływów kina o 90 proc. w porównaniu z okresem sprzed modernizacji, jak i poziom frekwencji, która zwiększyła się o 60 proc. Równie istotna, jak podkreśla Adam Kuta z Oświęcimskiego Centrum Kultury, jest sprawa dostępu do filmów na taśmie analogowej 35 mm, który systematycznie i szybko się kurczy. W takiej sytuacji trudno oczywiście liczyć na nowości i premiery. Kiedyś docierały one do kin z cztero- czy nawet sześciotygodniowym poślizgiem.
Teraz kinomani na miejscu mogą zobaczyć ogólnopolskie premiery najnowszych filmowych hitów. - Na początku padały absolutne rekordy frekwencji, szczególnie na filmach w wersji 3D. Dzisiaj kino cyfrowe stało się bardziej powszechne i nie stanowi już takiego magnesu - twierdzi Aneta Wądrzyk, kierowniczka kina "Wisła" w Ośrodku Kultury w Brzeszczach. Według niej, wpływ na frekwencję ma nie tylko samo kino, ale także repertuar. W tym roku nie było wystrzałowych hitów i zanosi się, że będzie to słabszy rok niż poprzednie.
Do tego placówki w Oświęcimiu czy Brzeszczach mają konkurencję w postaci multikina, które powstało pod koniec ubiegłego roku w oświęcimskiej galerii handlowej. - Poza tym ludzie chyba generalnie rzadziej chodzą teraz do kina. Byłam ostatnio dwukrotnie w multikinie na zabawnym filmie - były raptem trzy osoby - mówi Anna Stasiuk, kolejna mieszkanka Oświęcimia.
Dyrektor Centrum Kultury w Wolbromiu jest jednak przekonany, że cyfryzacja ma sens. Podkreśla, że tamtejsze kino było i do tej pory jest chętnie odwiedzane. Jeszcze nie tak dawno na pierwszych seansach "Listów do M" wielu ludzi odchodziło z kwitkiem sprzed kas. Bez cyfryzacji trudno byłoby jednak sprostać konkurencji. - Będziemy pierwszym kinem cyfrowym nie tylko w powiecie olkuskim, ale również liczymy na kinomanów z miechowskiego, a to stwarza dla nas dodatkowe szanse - uważa szef wolbromskiej placówki.
Ostatnio zakończył się tutaj pierwszy etap prac związanych z nagłośnieniem sali kinowej, co kosztowało 120 tys. zł. Szacunkowo na całe przedsięwzięcie potrzeba 600 tys. zł, w tym 300 tys. na projektor cyfrowy. Dyrektor Gamrot nie wyobraża sobie, że do końca roku w wolbromskim kinie nie będzie także obrazu jakości cyfrowej. Placówka złożyła wniosek o dotację w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej. Wsparcie obiecała gmina. - Jeśli tak się nie uda, to pomyślimy o innym sposobie. Może weźmiemy kredyt - dodaje Gamrot.
Niebieskie kozy i owce z napisami "MO" I “
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!