Mają do zaoferowania cztery rowery, plecak i torbę podróżną. Te przedmioty kiedyś miały swojego właściciela, teraz należą do państwa.
Biuro rzeczy znalezionych w Suchej Beskidzkiej z końcem roku może część z nich oddać w inne ręce. Rzeczy najprawdopodobniej trafią do najbiedniejszych.
W biurze działającym przy starostwie suskim można znaleźć niemal wszystko. Rzeczy te przynoszą głównie... policjanci.
- Ostatnim naszym "nabytkiem" jest... duża, śmierdząca torba - informuje Iwona Krupiak, naczelnik Wydziału Organizacyjnego w suskim starostwie. Ogromną torbę policjanci znaleźli porzuconą na targu. Zanieśli ją do pobliskiego sklepu. Jednak nik się po nią nie zgłosił.
- Jest w niej mnóstwo używanych ubrań i butów. Powiedziałabym nawet: dość intensywnie używanych, co bardzo wyraźnie czuć - opowiada Agata Kudzia, pracownik biura. Najgorsze z tego jest to, że tę śmierdzącą torbę w biurze trzeba przetrzymywać przez dwa lata. Tyle czasu ma właściciel
na odebranie zguby. Po tym czasie stanie się ona własnością Skarbu Państwa.
Najwięcej na półkach biura ląduje portfeli i torebek, oczywiście pustych. - Wczoraj na przykład
w koszu w starostwie znaleźliśmy saszetkę z dokumentami. To zdarzenie musieliśmy zgłosić
na policję - opowiada Krupiak.
O ile porzucone portfele są sprawką złodziei, to inaczej sprawa wygląda z rowerami. - Ja nie rozumiem jak można zgubić rower? - dziwi się pani Agata. W swoim zbiorze ma cztery. - Właśnie stały się własnością państwa, teraz zastanawiamy się, komu je podarować - wyznaje.
Najprawdopodobniej rowery trafią do któregoś z domów pomocy społecznej, tak samo jak torba podróżna i plecak. Zaś to, co nie nadaje się do użytku, będzie zniszczone. - Dużo mamy telefonów komórkowych, ale te po dwóch latach są już do niczego - mówi Kudzia.
W suskim biurze czeka też torba pełna łańcuchów i prętów. - Najprawdopodobniej pseudokibice zbroili się idąc na mecz, ale wystraszyli się patrolu i porzucili torbę. Znaleźli ją policjanci i przynieśli do nas
- opowiada pani Agata.
Znalezionymi rzeczami nikt się nie interesuje. - Bardzo rzadko ludzie przychodzą tu, by szukać zgub, chociaż ich lista wisi w naszym starostwie - mówi Krupiak.
Jednak niektórym udaje się znaleźć zgubiony przedmiot. Ostatnio znalazł się właściciel wiatrówki.
Co ciekawe, nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że takie biura wciąż działają. - Myślałem, że
to relikt minionej epoki - mówi Krzysztof Benak, młody mieszkaniec Suchej.