Trzeba by jeszcze dołożyć do tego strach rodziców, płacz i histerię, w którą wpadły dzieci, jeszcze kilka minut wcześniej w najlepsze bawiące się na placu zabaw czy wśród parkowych alejek. Potem jednak policjanci wpędzili tam grupę rozemocjonowanych kibiców, wyzywających służby i odgrażających się.
Chwile strachu przeżyli wszyscy, którzy w słoneczne sobotnie popołudnie wybrali się na spacer z maluchami. W sumie kilkanaście osób i sporo maluchów na rowerkach, hulajnogach, a nawet w wózkach.
Czytaj najnowsze informacje z Gorlic i okolic
Matki z płaczącymi dziećmi po prostu uciekały z parkowego placu zabaw, niestety pozostawione same sobie, bo dwa radiowozy, które znajdowały się po tej stronie Sękówki, odjechały w kierunku ulicy Sienkiewicza, co najmniej kilkadziesiąt metrów dalej.
- Bałam się o swoje dzieci, a gdy zobaczyłam odjeżdżających policjantów, było mi zwyczajnie przykro, że ci, którzy mają dbać o nasze bezpieczeństwo, po prostu zostawili nas wśród rozjuszonych kibiców - mówi nam jedna z rozgoryczonych matek.
- Rzeczywiście doszło do zakłócania porządku przez kibiców, którzy byli zgromadzeni na kładce i stamtąd obrzucali policjantów kamieniami i butelkami. Trzech z nich zostało zatrzymanych, bo naruszyli nietykalność cielesną policjantów i chcieli wymusić zaprzestanie interwencji. Kolejnych trzech dostało po 500 złotych mandatu - powiedział nam wczoraj Grzegorz Szczepanek, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji.
Jego zdaniem policjanci byli w o tyle trudnej sytuacji, że kibice byli poza stadionem, w otwartej przestrzeni.
Nie weszli oni na trybuny ze względu na decyzję, którą ogłosił zarząd GKS Glinik Gorlice, po tym, jak w rundzie wiosennej w Gorlicach doszło do zamieszek między kibicami Tarnovii i Glinika.
WIDEO: Mówimy po krakosku - odcinek 1. Dlaczego wychodzimy na pole?
Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto
>>> Zobacz inne odcinki MÓWIMY PO KRAKOSKU