Rzeź ptaków ma zapobiec rozprzestrzenieniu się ptasiej grypy, którą wykryto w Porębie Żegoty. Dla niektórych ludzi będzie to oznaczać utratę źródła dochodu. Kwarantanna potrwa do wiosny.

Grupa mężczyzn ubranych w białe kombinezony pojawiła się w poniedziałek przy zajeździe Flamingo w Porębie Żegoty (gm. Alwernia). Asystowała im policja. Byli to pracownicy służby sanitarnej, którzy przyjechali zlikwidować ognisko wysoce zjadliwej grypy ptaków podtypu H5N8.  - Sytuacja była poważna. W ciągu godziny padło tam 50 sztuk drobiu, w ciągu kolejnych dwóch godzin następnych 50 - mówi Edward Majchrowski, członek Małopolskiej Izby Rolniczej, mieszkaniec Poręby Żegoty. Kury oraz pawie, perliczki, kaczki i inne gatunki ozdobnych ptaków, których nie zabiła grypa, zostały zagazowane. Zabrano je  do spalenia razem z wcześniej padłym drobiem. 

Dla właściciela hodowli to poważny cios, bo była ona dla niego źródłem utrzymania. W ciągu jednego dnia stracił 614 sztuk ptaków. Należący też  do niego Zajazd Flamingo został zamknięty , bo nie sprostał licznej konkurencji. Mężczyznę spotkaliśmy wczoraj, jak przechadzał się po gospodarstwie.  Był załamany. - Nie chcę o tym mówić - skwitował krótko, nie zgadzając się na podanie swojego nazwiska.

Wielu mieszkańców wsi ma do niego żal, bo uważają, że przez jego nieostrożność stracą również swoje hodowle. W promieniu trzech kilometrów od ogniska wybity ma zostać cały drób. - Widziałem, jak kilka dni temu po polu chodziły tu niego kury. Pewno wtedy złapały wirusa  - mówi jeden z sąsiadów, który sam od paru  lat nie hoduje już drobiu. Zrezygnował z po tym, gdy  wcześniej w okolicy też szalała ptasia grypa.

Jak mówi Edward Majchrow-ski, ok. 60 proc. mieszkańców wsi ma  przynajmniej po kilka sztuk  drobiu. - Nie oddam moich kur! Nie po to je hodowałem, by teraz trafiły do pieca -mówi inny  sąsiad. 


Niektórzy na kilka miesięcy stracą źródła dochodu - mówi Edward Majchrowski

Hodowla przy zajeździe Flamingo była szczególnie narażona na zakażenie, bo gospodarstwo znajduje się w pobliżu stawu. Przylatują tam dzikie kaczki, która mogą być nosicielami wirusa. Ale nawet teraz, gdy we wsi odkryto ognisko ptasiej grypy, niektórzy wciąż wypuszczają ptactwo na podwórze. - Informacja o tym, co należy zrobić w takiej sytuacji, nie do wszystkich jeszcze dotarła - podkreśla Edward Majchrow-ski. Jego zdaniem, obwieszczenia powinny pojawić się także w okolicznych wsiach Mirowie, Rozkochowie, Regulicach i Źródłach. One też leżą w zagrożonym rejonie. Od wczoraj lekarze weterynarii w asyście policji odwiedzają gospodarstwa w promieniu trzech kilometrów i sprawdzają, kto ma drób i czy nie było kolejnych przypadków padnięć. 

Po likwidacji hodowli, nastąpi okres kwarantanny. Zazwyczaj trwa on do wiosny, bo wirus ptasiej grypy jest wrażliwy na wysokie temperatury. Wówczas wyhamowuje liczba zachorowań.

Wtedy gospodarze będą mogli zakupić nowe kury. - Dla niektórych będzie to duży problem, bo przez kilka miesięcy zostaną pozbawieni źródła dochodu. A niektórzy mają  spore hodowle - dodaje Edward Majchrowski.

Zlokalizowane w Porębie Żegoty ognisko ptasiej grypy jest 36 takim przypadkiem w Polsce od momentu stwierdzenia  wystąpienia choroby, czyli od 3 grudnia ub. r. 

Ważne informacje

 Wirus wysoce zjadliwej grypy ptaków (HPAI), podtypu H5N8 nie jest groźny dla ludzi, ale jest bardzo szkodliwy dla ptactwa gospodarczego.

Główną przyczyną rozprzestrzeniania się wirusa są zarażone dzikie ptaki. Często przyczyną bywa też człowiek - wirus może przenoszony być na ciele, ubraniu oraz pojazdach. 

 W celu zapobiegnięcia rozprzestrzeniania się choroby, należy przestrzegać kilku ważnych zasad. 

- zabezpieczyć paszę przed dostępem dzikich zwierząt,
- nie karmić drobiu na zewnątrz budynków,
- nie poić drobiu oraz ptaków  wodą ze zbiorników, do których dostęp mają dzikie ptaki,
- stosować w gospodarstwie odzież i obuwie ochronne oraz po każdym kontakcie z drobiem lub dzikimi ptakami umyć ręce wodą z mydłem,
- stosować maty dezynfekcyjne w wejściach i wyjściach z budynków, w których jest drób,
- przetrzymywać drób w przeznaczonych do tego pomieszczeniach, bez możliwości swobodnego poruszania się po otwartym wybiegu.

 Za nieprzestrzeganie zasad można otrzymać mandat do 500 zł. 
 

Źródło: Gazeta Krakowska