Konserwator zabytków woli bazgrać sprayem po murach i projektować

Katarzyna Gajdosz-Krzak
Katarzyna Gajdosz-Krzak
Graffiti można podzielić na obraz i literę. Artur Stec jest writerem. Na ścianach zostawia swój tag Arch. Artura Steca
Artur Stec ma wiele twarzy. Jest grafficiarzem, projektantem mody i konserwatorem zabytków. Gdy był nastolatkiem, uważano jego działania za chuligańskie. Dziś graffiti zyskało rangę sztuki.

Nazwał siebie Leser, bo podobał mu się układ liter tak brzmiącej ksywy. Dla grafficiarzy ważne jest, by ich tag, czyli przezwisko, było kontrowersyjne.

- Nie zależało mi, czy dla kogoś nazwa kojarzy się pejoratywnie. Im jest niegrzeczniejsza tym lepiej - mówi 29-letni Artur Stec z Nowego Sącza.

Graffiti, którym zainteresował się w wieku 12 lat, było wyrazem jego młodzieńczego buntu. Z biegiem lat stało się całym życiem. Dziś wszystko, co robi, nierozerwalnie wiąże się z graffiti. Ostatnio uliczna sztuka przenika do jego projektów ubioru i rysunków.

Strata czasu - mówił tata

Gdy jego ojciec, znany w Nowym Sączu konserwator zabytków Józef Stec, widział swojego nastoletniego syna pochylonego nad kartką papieru i kreślącego litery, mówił: „To strata czasu, ale przynajmniej wyrobisz sobie rękę”.

Teraz Artur pracuje w jego firmie. Konserwacją zabytków, jak mówi, zajmuje się jednak tylko zarobkowo. Każdą wolną chwilę poświęca natomiast na poszukiwanie działań, w których mógłby wyrazić swoją pasję.

Przygodę z graffiti Leser zaczynał w tym samym czasie, co znany sądeczanom Mgr Mors, czyli Mariusz Brodowski, czy Suet. Wszyscy trzej są bardzo dobrze rozpoznawani w środowisku hip-hopowców.

- Wychowywaliśmy się na różnych osiedlach, ale jesteśmy z jednego podwórka ideologicznego - śmieje się Leser.

Dodaje, że graffiti uczyli się metodą prób i błędów. Nie było wówczas internetu, więc swoją wiedzę o sztuce ulicznej czerpali z magazynów poświęconych kulturze hip-hopowej jak „Ślizg” czy „Klan”.

Wyjaśnia, że graffiti można podzielić na obraz i literę. On zalicza się do writerów - tych którzy na ścianach budynków pozostawiają swój tag, czyli przezwisko. W tym roku malował m.in. na Meeting Of Styles Poland w Lublinie i Outbreak Europe 2015 w Bańskiej Bystrzycy. A ostatnio wpisał się w pociąg, jaki widnieje na graffiti przy ul. Kościuszki, naprzeciwko Parku Strzeleckiego.

- Dziś graffiti uważane jest za rodzaj sztuki, gdy zaczynałem writerzy byli jednak postrzegani jako chuligani. W Nowym Sączu myślę, udało się już odczarować złe zdanie o nas - przyznaje Leser.

Graffiti na wybiegu

Jest cenionym grafficiarzem wśród hip-hopowców. Muzycy chętnie z nim współpracują. Brał udział w akcji „Odnawiamy osiedla przez graffiti” w Tychach, którą organizował Sebastian Filiks (DJ Feel-X), znany z występów w zespole Kaliber 44. Niebawem wyjdzie płyta zespołu Wysokilot, której opracował grafikę. Dla grup hip-hopowych projektował również nadruki na odzież.

- Tego typu działania zachęciły mnie do dalszych, w których mógłbym wykorzystywać graffiti - opowiada Leser.

To dlatego postanowił zapisać się do Szkoły Artystycznego Projektowaniu Ubioru w Krakowie. Zresztą w Nowym Sączu kończył odzieżówkę w Zespole Szkół nr 3 w Nowym Sączu.

Za sobą ma już pierwsze projekty, które prezentował podczas Laboratorium Mody, organizowanym przez SAPU . Jego zadaniem było stworzenie awangardowej kreacji z bawełnianej surówki. Teraz ma przygotować ubiór w stylu wiktoriańskim.

- We wszystkich moich projektach obecne jest graffiti. Choćby w niewielkim stopniu, ale jego element zawsze się w nim znajdzie. To jest silniejsze ode mnie. To wypływa ze mnie - mówi Stec, pokazując swoje pierwsze stylizacje - ażurowy płaszcz, którego tył składa się z liter, i papierową sukienkę, która pomalowana sprayem stwarza wrażenie skórzanej. Liczy, że wypracowany przez niego styl pomoże mu przebić się do świata mody, w którym chciałby funkcjonować pod swoim pseudonimem.

Grunt to determinacja

Leser obok projektowania ubioru, tworzenia kolejnego graffiti i pracy w konserwacji zabytków w wolnych chwilach również maluje obrazy. Patrząc na nie trudno wyzbyć się wrażenia, że to graffiti przeniesione na płótno.

Nie twierdzi, że jest utalentowany. To, jak mu praca artystyczna wychodzi, zawdzięcza swojemu uporowi, który zrodził się z młodzieńczego buntu. Przyznaje jednak, że nie bez wpływu na jego poczucie smaku miał dom, w którym dorastał. Gdzie sztuka była wszechobecna. Dziś Józef Stec, widząc swojego syna, pochylonego nad kolejnym projektem, którego źródłem jest graffiti, mówi: - Najważniejsza w życiu jest pasja i determinacja. Oczywiście talent też nie zaszkodzi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie