Marysi przemytniczki wpadka nad Przemszą

Artur Drożdżak
Dwie nastolatki wybrały się bez paszportu za granicę. Ich karkołomna wy- prawa zakończyła się w 1921 roku dość szczęśliwie, bo tylko wpadką, a nie ciążą. Na drodze do wolności dwóm sprytnym dziewczynom stanął wyjątkowy służbista, szeregowy Władysław T.

Akcja rozgrywała się w nocy z 11 na 12 lipca 1921 roku, dwie godziny po północy, w mrocznym gąszczu w Jeleniu. Dziś to dzielnica Jaworzna, a przed laty spora wiocha, przez którą biegła granica państwa i płynęła rzeka Przemsza. Tamtędy na paluszkach próbowały nielegalnie przemknąć dwie panienki.

Marysia L. lat 16, mieszkanka Jelenia, choć urodzona w Sosnowcu, wyrobnica, córka Józefa i Konstancji, już prawie dorosła kobieta, wysoka brunetka o niebieskich oczach. Za jej plecami dreptała niziutka, chudziutka Ela G., lat 14, z Jaworzna ( jak odnotowały sądowe kroniki - katoliczka). Mimo że młodsza, to właśnie ona przejęła inicjatywę, gdy zza drzew wyłonił się 30-letni, doświadczony żołnierz graniczny Władek T.

- Stać, ani mi drgnąć, coście za jedne - zagaił tytułem wstępu. To do niego od razu wystartowała 14-latka, ale nie z propozycją natury matrymonialnej, choć ponoć miała w tym już pewne sukcesy, ale ze sprawą natury czysto materialnej.

- Proszę nas puścić wolno, to zrewanżujemy się kwotą 200 marek - zaproponowała. I zdumionemu wojakowi od razu wręczyła zwitek banknotów, nie pytając, czy dobiją targu.
Władysław T. pieniądze schował do kieszeni, ale zaraz obie nastolatki pochwycił za uszy i doprowadził na pobliski posterunek policji. Panny wiły się i ryczały przy tym niemiłosiernie. Na służbiście nie zrobiło to żadnego wrażenia.

Obie nastolatki zostały oskarżone o próbę przekupstwa, czyli o to, że "12 lipca 1921 r. w Jeleniu skłaniały do przepuszczenia ich przez granicę na Górny Śląsk za pomocą podarunku pieniężnego żołnierza granicznego Władysława T., a więc urzędnika państwa, który je przytrzymał".
Zarekwirowane im pieniądze trafiły do sądowego depozytu, potem urzędowo zarządzono ich przepadek na rzecz Skarbu Państwa.

Dochodzenie było krótkie, obie dziewczyny nie przyznawały się do winy. Okazało się, że Marysia L. była już karana za przemytnictwo i nielegalne przekraczanie granicy. Elżunia wpadła pierwszy raz. Kartę karną miała czystą, jakby wypraną w proszku persil.

Starsza tłumaczyła się, że wybrała się na Górny Śląsk, bo miała tam do odebrania 61 marek długu. Z kolei młodsza miała zamiar odwiedzić tam siostrę. Paszportów nie posiadały. W końcu na przesłuchaniu potwierdziły, że zaraz po wpadce szybko uzgodniły, że wspólnie podzielą się kosztami poniesionej szkody w wysokości 200 marek. Czyli łapówki wręczonej wojakowi.

Krakowski sąd w wyroku pochwalił postawę Władysława T., żołnierza z I kompanii celnej Batalionu Celnego nr 9 placówki nr 3 w Jeleniu. I skazał oskarżone na 10 dni aresztu i 200 marek kary. Jak na chwilowy, nocny wypad za granicę, była to cena, nawet jak na dzisiejsze czasy, dość wygórowana.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie