Polskie wybory w Nowym Jorku. Relacja korespondentki

Aneta Radziejowska
Liczenie głosów w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku zaczęło się już w piątek. W sobotę samochody poczty- która w USA pracuje w ten dzień- dostarczały ciągle nowe koperty. W drzwiach konsulatu ustawiono urnę do której można było także osobiście wrzucić swój głos.

FLESZ - W jaki sposób wybierzemy prezydenta?

W konsulacie pracowały trzy komisje obwodowe: 123, 124 i 125. Przepisy nie pozwalają na rozmowy dotyczące wyborów i zadawanie pytań, ale konsulat zgodził się na krótką wizytę Gazety Krakowskiej i sfotografowanie pracy komisji i mężów zaufania pod warunkiem zachowania przepisów chroniących dane wyborców.
Członkowie komisji byli wszyscy w maseczkach i rękawiczkach. I w wejściu do konsulatu i na każdym stole stały odkażacze do rąk. Frekwencja w II turze przewyższyła oczekiwania: do wyborów zgłosiło się 4.5 tysiąca więcej chętnych niż w turze pierwszej, więc, jak mówili zgodnie wszyscy, pracy nie brakowało. Każdą kopertę trzeba było otworzyć, sprawdzić dane wyborcy, wyszukać daną osobę na liście zgłoszeń i potwierdzić wybór. Do piątku dotarło do komisji wyborczych w konsulacie 14. 600 pakietów z formularzami-i wciąż napływały. Już wtedy było wiadomo, że frekwencja jest wyższa także niż w drugiej turze wyborów prezydenckich w roku 2015.

Oficjalnie obywatele posiadający prawa wyborcze głosują w USA w polskich wyborach w sobotę. Ale ze względu na wyjątkowo dużą liczbę zarejestrowanych i fakt, że głosowanie odbywało się na terenie całych Stanów wyłącznie korespondencyjnie, a pakiety z formularzami wyborczymi zaczęły napływać już wcześniej, głosy były liczone od piątku.
Nie wszyscy dostali formularze w terminie! Jedna z wyborczyń usiłowała dostać się do konsulatu, żeby spróbować oddać głos osobiście, bo- jak mówiła- formularz do niej nie dotarł, choć mąż swój otrzymał. Obydwoje rejestrowali się w ten sam sposób. Została poinstruowana, że może złożyć zażalenie w terminie 3 dni od daty zakończenia wyborów i powinna je przesłać na ręce konsula, najlepiej certyfikowanym listem z potwierdzeniem wysłania. Zagłosować nie mogła.
Natomiast pod konsulatem bardzo dumny z siebie 11 letni Staś Chadryś wrzucał do urny głosy rodziców. Żeby to zrobić, przyjechali z tatą na rowerach na Manhattan aż z Brighton Beach, czyli prawie 25 km.w jedną stronę. - Ale tak trzeba- oświadczył.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie