Redemptorysta w szpitalu doktora House'a. "Widziałem luksus i rozpacz amerykańskich rodzin"

Redakcja
Ks. Andrzej Kukla w otoczeniu personelu  szpitala w Somerville
Ks. Andrzej Kukla w otoczeniu personelu szpitala w Somerville fot. archiwum
O. Andrzej Kukla, redemptorysta z Krakowa ujawnia ciemne strony amerykańskiej służby zdrowia. Zakonnik opowiada wrażenia z pracy w szpitalu w Somerville (New Jersey) leżącym około 80 kilometrów od Nowego Jorku. W szpitalu tym kręcono niektóre sceny słynnego serialu "Doktor House". Rozmawia z nim z Anna Górska.

Ojciec pracował w jednym szpitalu z serialowym doktorem House'em?
Pracowałem w szpitalu, w którym kręcono niektóre sceny popularnego na całym świecie serialu. Te, dla których nie opłacało się producentom specjalnie budować dekoracji. Inne sceny kręcone są w studiach filmowych w Kalifornii.

Czyli szpital doktora House'a nie istnieje?
Serialowa lecznica jest wzorowana na szpitalu uniwersyteckim w Plainsboro (University Medical Center of Princeton at Plainsboro, New Jersey). Ja pracowałem w pobliskim Somerset Medical Center w Somerville. Twórcy serialu zadbali o wiele szczegółów, które sprawiają, że akcja filmu jest zbliżona do prawdziwego, szpitalnego życia. Można czasami poczuć się, jak na prawdziwym dyżurze. Kolorowe ubiory pielęgniarek i lekarzy, a nawet sposób mocowania identyfikatorów są takie same, jak w rzeczywistości.

Co to za szpital, w którym "pracuje" House: miejski, powiatowy, duży, mały?

Mogę powiedzieć, jaki jest szpital, który posłużył za wzór i który znam: przede wszystkim luksusowy. Podobnie jak wszystkie szpitale w sąsiedztwie Princeton. W szpitalu, gdzie pracowałem, sama doba hotelowa bez opieki medycznej kosztuje ok. 2000 dolarów USA. Szpital ten ma 300 łóżek. To wielospecjalistyczna placówka: są oddziały od perinatologii i położnictwa do geriatrii i leczenia nowotworów. Na ostatnim piętrze jest oddział specjalny dla osób cierpiących na choroby psychiczne i zaburzenia związane z bulimią i anoreksją. Dużo ciekawych ludzi na tym oddziale spotkałem.

Znane nazwiska ?
Leczyli się u nas zarówno brokerzy z Wall Street: wyższa liga finansowa, jak i najlepsze modelki z czołowych pism i domów mody. Dziewczyny anorektyczki czasem pokazywały zdjęcia, jakie kiedyś były piękne.

Jak Ojciec tam trafił?
Jako redemptoryści prowadzimy parafię w Manville, NJ a część obowiązków duszpasterskich stanowi opieka kapelańska w szpitalu. Ja obsługiwałem jedynie katolików, którzy stanowili większość, bo 70 proc. pacjentów. Gdy chory w USA trafia do szpitala, musi wypełnić ankietę i podać, jakiego jest wyznania. Może też nie udzielać takich informacji, wówczas żaden kapłan nie jest do niego wzywany.

Oznacza to, że szpital ma kilku kapelanów?
Szpital był własnością protestantów. Moim szefem, w tzw. "pastoral care" - była pastorka protestancka, która odwiedzała swoich chorych. W naszym "dziale" był też rabin i duchowny prawosławny.

Każdy miał swój gabinet?
Mieliśmy jeden wspólny gabinet. Dyżurowałem przez 5 dni w tygodniu po 24 godziny na dobę. Nie musiałem być cały dzień w szpitalu. Pracowałem od 7.30 do obiadu, resztę czasu byłem pod telefonem. Jeśli zachodziła konieczność, jechałem do szpitala.

Podobnie jest w Polsce.
Tylko pracy papierkowej u nas jest znacznie mniej. Tam codziennie musiałem wypisywać, ile osób namaściłem. Imiennie. Dlatego mogę powiedzieć z dokładnością, że przez dwa lata swojej pracy w szpitalu namaściłem 6623 osoby, odwiedziłem ponad 9,5 tys. chorych i w sumie opieką kapelańską objąłem ok.15 tys. ludzi.

Po co ta biurokracja?

Z wielu względów. Ale przede wszystkim wprowadzono takie zasady dla rodziny pacjenta. Gdy krewny umiera podczas ich nieobecności, wiedzą z tej dokumentacji, czy został zaopatrzony sakramentami świętymi czy nie.

Czy w amerykańskim szpitalu leczą tak jak dr House?

Tym sposobem przechodzimy do przykrych rzeczy, których serial nie pokazuje.

Dlaczego?
Ja po pewnym czasie, wchodząc na salę od razu wiedziałem, kto ma jakie ubezpieczenie. Inaczej leczono emerytowanego gubernatora stanu, który ma wysokie ubezpieczenie rządowe. Miał do dyspozycji dosłownie wszystko. Natomiast pacjent z ubezpieczeniem podstawowym, czyli tzw. basic social, mógł jedynie liczyć na podstawowe leki i środki przeciwbólowe. Proszę pamiętać, że szpital w USA robi wszystko, by jak najwięcej ściągnąć pieniędzy od ubezpieczyciela za udzielane usługi.

Jak najwięcej, czyli ile?
Przykładowo nasza parafianka miała 100 proc. ubezpieczenie, pracowała w sklepie. Zachorowała na raka i niestety zmarła, ale po czteromiesięcznym pobycie w szpitalu jej rodzina musiałaby zapłacić 840 tys. dolarów za obsługę medyczną. Dobrze, że była ubezpieczona.

I rodzina nie wpadła w kłopoty finansowe.
Wielkie dylematy moralne, jakie widziałem w życiu, rozgrywały się właśnie tam. Rodziny popadały w rozpacz na widok szpitalnego rachunku. Bliscy musieli często decydować, do jakiej sumy ojciec czy żona ma być leczona. Leczenie w Ameryce jest biznesem. Jeżeli ktoś ma ubezpieczenie wykupione do 250 tys. dolarów, dokładnie tyle pokrywa jego ubezpieczyciel.

A jeśli brakuje?
Do pacjenta, bądź jego rodziny przychodzi pracownik socjalny, który zadaje pytanie: do jakiej sumy mają leczyć chorego, bo z ubezpieczenia pozostało na przykład 50 tys. dolarów.

Trudne wybory
Są to sytuacje bardzo dramatyczne, bo jak można wybrać między zadłużeniem rodziny na 20 lat, a zapłatą za chemioterapię ojca, po której i tak nie wiadomo, jak długo będzie żył? Przed podobnymi wyborami stawali lekarze, którym etyka każe nieść chorym pomoc. Lekarz jest jednak tylko pracownikiem właściciela szpitala i nie ma prawa w szpitalu leczyć za darmo.

Można powiedzieć, że to taka ukryta eutanazja?
Może niekoniecznie eutanazja, lecz eliminowanie z leczenia pacjentów, którzy narażają szpital na koszty. Niestety tak samo jest już w Polsce, kiedy szpitalom brakuje pieniędzy na zabiegi, szczególnie pod koniec roku. Nie przyjmują, bo nie mają środków na leczenie. Jestem przeciwnikiem dzikiej prywatyzacji służby zdrowia. Będzie dochodzić do sytuacji, gdy pierwsza operacja ratunkowa jest bezpłatna i przeprowadzona na najwyższym poziomie, ale do kolejnego etapu, np. przeszczepu, już nigdy nie dojdzie.

Co Ojciec mówił tym rodzinom, które nie miały na lek dla ciężko chorego ojca?

Nauka Kościoła głosi, że nikt nie jest zobowiązany do leczenia, jeśli ono przekracza nasze możliwości techniczne, finansowe. Trudne to były rozmowy.

Chcieli coś usłyszeć?
Często to nawet nie była rozmowa, tylko postawienie pytania, na które - jak każdy zwykły śmiertelnik - nie znałem odpowiedzi. Padało słowo - dlaczego? Dlaczego zmarł? Dlaczego nie można mu było pomóc? Jedynie słuchałem. Podobne rozmowy odbywałem z lekarzami. Siadaliśmy w szpitalnej kawiarni, zamawialiśmy kawę, pączka i dyskutowaliśmy. Czasami zdarzały się sytuacje zupełnie niewytłumaczalne.

Proszę opowiedzieć.
Pewnego razu zawołano mnie do umierającego pacjenta. Komputer pokazał ciągłą kreskę, jednoznacznie stwierdzając, że mężczyzna nie żyje. Namaściłem tego człowieka. W pokoju obok czuwały zapłakane żona i córka, które próbowałem pocieszyć. Nagle do pokoju wpadł lekarz z wiadomością, że pacjent żyje, udało się go uratować!

Scena serialowa, Ojcze!
Namaszczałem mężczyznę, więc cały sukces spadł na mnie. Kobiety dziękowały mnie, bo uważały, że ich mąż i ojciec mnie zawdzięcza przeżycie. Uważam, że to Pan Jezus mu pomógł. Ten człowiek przeżył zawał. Po kilku miesiącach przyjechał podziękować mi osobiście.

Jak zwracano się do Ojca?
Father Andrew. Nie wiedziałem jak ich nauczyć wymawiania imienia "Andrzej". Potem wytłumaczyłem, że brzmi to tak samo jak DJ ("didżej")- i wymawiali poprawnie "Andżej".

Czy wśród personelu byli Polacy?
Cztery pielęgniarki, jedna z nich była w Polsce lekarką, ale w USA nie mogła uzyskać nostryfikacji dyplomu. Za to często podpowiadała lekarzom amerykańskim, co mają robić. A w rejestracji pracuje Arleta Żołnierczyk z Krakowa.

Ojcze, a jaki jest doktor House?
Nie widziałem go. Doktor House jest postacią fikcyjną. Spotkałem za to wielu lekarzy, których praca i obowiązki niejako stworzyły tę postać.

A pączki, te ze szpitalnej kawiarni, są dobre?
Skąd! Polskie lepsze.

Bądź na bieżąco! Najnowsze informacje z "Gazety Krakowskiej" i "Polski" już dostępne za darmo na Windows 8! Dzięki aplikacjom na Windows 8 będziesz mieć szybszy dostęp do informacji, które trafią na ekranu Twojego tabletu i komputera.

Dowiedz się więcej o aplikacji "Gazety Krakowskiej".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
leo
jak ktoś potrzebuje bajek w tvp to ogląda seriale - to bajeczki dla starszych dzieci.
m
marek popiela
na chuj z redemptorysta......przedstawicielem bandy zoboczncow i pedofili.
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie