102-letni prof. Bielański: Jak dawniej grożą nam żądza...

    102-letni prof. Bielański: Jak dawniej grożą nam żądza władzy i nienawiść

    Maria Mazurek

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Prof. Bielański, wybitny chemik, od 102 lat jest obserwatorem Polski i Europy. Przeżył obie wojny światowe, komunę, transformację

    Prof. Bielański, wybitny chemik, od 102 lat jest obserwatorem Polski i Europy. Przeżył obie wojny światowe, komunę, transformację ©Andrzej Banaś

    Patrząc na Krym, trudno nie pomyśleć o 1938 roku - mówi chemik, profesor Adam Bielański.
    Prof. Bielański, wybitny chemik, od 102 lat jest obserwatorem Polski i Europy. Przeżył obie wojny światowe, komunę, transformację

    Prof. Bielański, wybitny chemik, od 102 lat jest obserwatorem Polski i Europy. Przeżył obie wojny światowe, komunę, transformację ©Andrzej Banaś

    Profesor Adam Bielański z Krakowa doskonale pamięta wcielenie Austrii do III Rzeszy w 1938 roku. I wojnę, która wybuchła rok później. Miał wówczas 27 lat. Dziś, kiedy patrzy na wydarzenia dziejące się na Ukrainie, w głowie kłębią mu się straszne skojarzenia. 102 lata życia nauczyły go jednego: zrozumiał, że ludzie się nie zmieniają. I, niestety, wcale nie uczą się na błędach swoich przodków...

    102 lata i... pracuje

    Profesor, ubrany w elegancki garnitur, jak zwykle szarmancki i z uśmiechem, czeka na mnie w swoim ulubionym fotelu w domu na krakowskim Zwierzyńcu.

    Mieszka tu całe życie - od ponad wieku. I choć zdrowie już nie to, słuch słabnie, ciężko wchodzić po schodach do mieszkania, to profesor nie zamierza poddawać się starości. Wciąż pracuje jako chemik w Polskiej Akademii Nauk. I swą postawą zawstydza tych, którzy narzekają, że Tusk każe im pracować do 67. roku życia.

    Tata ze Lwowa
    Jego ojciec trafił do Krakowa kilka lat przed narodzinami Adama. Wykwalifikowany inżynier, absolwent Politechniki Lwowskiej, przyjechał tu, by chronić miasto przed powodziami.

    Na początku XX wieku nie było w Krakowie żadnych wałów, zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Jak Wisła wylewała, to ludzie nawet na Plantach babrali się w jej wodach. To był żywioł.

    Inżynier Bielański miał się zająć miejską melioracją. Dlatego przeprowadził się pod Wawel. Jest w profesorze Bielańskim jakaś nostalgia za Lwowem, miastem jego przodków.

    Niepokoje

    Teraz niepokoi go coś innego: sytuacja na Krymie. Jakby powtarzała się historia z Anschlussem Austrii.
    - Teraz mamy Anschluss Krymu - zamyśla się, kiwa głową. I naprawdę trudno mu przewidzieć, co stanie się dalej. - Ja już nie mam się czego bać, bo czegóż może bać się człowiek w moim wieku? - pyta. Po chwili dodaje jednak, że przecież zostawi na tym świecie swoje wnuki, prawnuki. To dla nich chciałby, żeby ten pierwszy września nigdy już się nie powtórzył.

    Poranek 1 września

    To naprawdę był piękny, wczesnowrześniowy dzień. Czasem mroczna, dżdżysta, szarobura aura wprowadza nas w nostalgię. Podświadomie zaczynamy niepokoić się, że coś złego może się zdarzyć. Idealny dzień na tragedię, tak można określić niektóre dni.
    Z pierwszym września 1939 roku było inaczej.

    Słońce, przyjemny zapach późnego lata. Obudziły ich jakieś wystrzały. Adam Bielański i jego rodzina wybiegli nawet przed dom, sprawdzić, co się dzieje.

    - Ale pierwsze przypuszczenie, które nasunęło się nam na myśl, to że artyleria przeciwlotnicza sprawdza swoje działa. Że to tylko ćwiczenia - wspomina profesor.

    Potem nawet o tych wystrzałach jakoś zapomniał. Przynajmniej na kilka godzin.
    - Koło południa udałem się na dworzec, by odebrać moją matkę, która wracała z Przemyśla - opowiada.
    W okolicy dzisiejszej filharmonii zapytał policjanta, dlaczego nie kursują tramwaje.
    Odpowiedź była dość ostra: Wojna się zaczęła, a pan mnie pyta o takie drobiazgi!
    - W ten sposób dowiedziałem się o rozpoczęciu II wojny światowej. Choć tego dnia jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy, co to wszystko może dla nas oznaczać - opowiada profesor.

    Cios w naukowców

    Potem zaczęły się najtragiczniejsze lata XX wieku. Niemiecki okupant postanowił zacząć od niszczenia inteligencji.
    6 listopada 1939 roku wykład w Collegium Novum, na który Niemcy zaprosili najwybitniejszych krakowskich profesorów, zakończył się ich aresztowaniem.

    Wśród nich było wielu znajomych młodego Bielańskiego. Część z nich już nigdy nie wróciła do domów. Pierwszy zmarł prof. Jerzy Smoleński, wybitny geograf. Nie przeżył nieludzkich warunków obozu w Sachsenhausen. Albo może pierwszy życie stracił prof. Stanisław Estreicher, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego i wybitny historyk prawa?

    Prof. Bielański sam już nie pamięta. Ale dość, że życie straciła naukowa elita Krakowa, Polski.
    Niemcom nie udało się jednak zniszczyć tego środowiska do końca. Choć pozamykali uczelnie, ludzie wciąż się uczyli. Adam Bielański w okupowanym Krakowie pracował w Miejskiej Pracowni Chemicznej, ale jednocześnie rozpoczął swój przewód doktorski. Spotykał się po kryjomu ze swoimi wykładowcami, a oni dając mu zaliczenia, wpisywali: sierpień 1939.

    W tej wojnie jedno było dobre, dające nadzieję, doświadczenie: ludzie naprawdę sobie pomagali.

    Jakby to całe zło, które się działo, rodziło też w ludziach pokłady dobra. I dziś też tak jest, chociażby na Ukrainie. Obcy człowiek wyciągnie pomocną dłoń. Zatroszczy się o drugiego człowieka. Pomodli. Pewnie normalnie by tego nie zrobił.

    Biblia chemików

    Krótko po wojnie Bielański uzyskał stopień doktora. Potem był staż w Wielkiej Brytanii, w 1955 roku stopień profesora.
    I wreszcie w latach 60. napisał "Podstawy chemii nieorganicznej", podręcznik-biblię polskich chemików. Do dziś z wielokrotnie wznawianej książki profesora uczą się wszyscy studenci kierunków przyrodniczych.

    Ludzie są tacy sami

    Co się zmieniło w nas na przestrzeni dziesięcioleci, jakie przeżył profesor?
    Różnica jest, i to znaczna tylko w sposobie przekazu: dziś wrzucamy w internet hasło i wszystko wiemy.
    Wiemy co dzieje się w tej chwili w dowolnym zakątku tego świata.

    W latach trzydziestych, pięćdziesiątych, nawet osiemdziesiątych to było nie do pomyślenia.
    - Choć zawsze ktoś, nawet podczas wojny, przychodził, przynosił gazetkę, więc i tak było wiadomo, co się dzieje. Powtarzam pani: ludzie są tacy sami, tylko warunki się zmieniają. I ludzie do tych warunków się dostosowują - opowiada studwulatek.

    Nie do wyobrażenia

    W ogóle z tymi komputerami, z tym internetem stało się przez te lata coś, czego nie mógłby sobie na początku swojej kariery nawet wyobrazić.

    - Inteligentne maszyny w kilka sekund liczą coś, co ja liczyłem wiele dni. Bezpośrednio po wojnie mieliśmy na uczelni elektryczną maszynę do liczenia. Wtedy to było coś. A teraz, proszę. Rozmawiam z prawnukami-bliźniakami, którzy mieszkają w Niemczech, przez skype'a. I nawet ja, człowiek z początku ubiegłego stulecia, nie wyobrażam sobie teraz życia bez internetu... - opowiada z uśmiechem.

    Już pojawienie się samochodów latach dwudziestych było dla ówczesnych ludzi dostatecznie dużym szokiem. Pan Adam pamięta, jak jego ojciec kupił przed wojną chevroleta. To było coś. Wielka radość w całej rodzinie. - A teraz ludzie nie potrafią kilkudziesięciu metrów podejść, wszędzie podjeżdżają samochodem. To fatalny zwyczaj - stwierdza profesor.

    Nie ma co dramatyzować

    Ale, jak podkreśla, dramatyzować z tymi dzisiejszymi czasami nie ma co. Mówi się, że teraz ludzie pędzą, rozmawiają z sobą głównie przez internet, nie mają czasu dla drugiego człowieka. - Bez przesady. To nie jest żadne zagrożenie. Pokolenie moich rodziców też powtarzało z przekonaniem, że ich świat pędzi zbyt szybko - mówi prof. Bielański.

    I wyciąga swój telefon komórkowy, białego, nowoczesnego samsunga galaxy. - Widzi pani, ja nowych technologii się nie boję. To nie one są zagrożeniem. Zagrożeniem jest to, co tkwiło w ludziach od zawsze. Żądza władzy, zachłanność i nienawiść.

    Urodził się w 1912 r. Jest autorem prac i artykułów naukowych dotyczących chemii, szczególnie katalizy chemicznej. Autor podręczników akademickich z zakresu chemii fizycznej i nieorganicznej, w tym wielokrotnie wznawianej "Chemii ogólnej i nieorganicznej", którą w roku 1984 zastąpiły "Podstawy chemii nieorganicznej". Podręcznik ten stanowi podstawę nauczania chemii nieorganicznej na wielu polskich uczelniach.

    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Podziekowania

    Zbyszek, student chemii AGH (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Dziękujemy Panie Profesorze.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo