Atak lisów na biwakujących w Dąbrówce nad Jeziorem Mucharskim. Zjadły im kiełbaski [ZDJĘCIA] 18.08

Bogumił Storch
Bogumił Storch
Lis Piotr Krzyzanowski/Polska Press Grupa
Lisy atakują ludzi i się ich nie boją? Tak uważa jedna z turystek, która chciała spędzić noc pod namiotem w pobliżu Jeziora Mucharskiego. Najadła się sporo strachu przez lisy. Jak relacjonuje, była to bezwzględna banda "lisków - chytrusków". Nie dość, że okradła ludzi z zapasów, to nie reagowała na przeganianie.

Pani Ewa wraz z rodziną nocą z soboty na niedzielę (15 na 16 sierpnia) biwakowała w namiocie na brzegu Jeziora Mucharskiego, w okolicy Zagórza (gm. Mucharz, pow. wadowicki).

Polują w grupie

Twierdzi, że w nocy otoczyła ich grupa ok. 5-7 lisów i zaatakowała. Warto zaznaczyć, że okolica ta nie jest w żaden sposób oświetlona i nie ma przygotowanych pół namiotowych:
- Spaliśmy w namiocie. Usłyszeliśmy szmer i mignął nam ogon obok grilla, który był ustawiony w odległości dwóch metrów od namiotu.

W jednej chwili zniknęły z niego kiełbaski. Początkowo myśleliśmy jednak, że to kot, który w ciągu dnia tam biegał

- opowiada.

Jeden z psów należących do biwakujących, pobiegł za czymś w krzaki. Po przyświeceniu latarką w tym kierunku okazało się, że w zaroślach ukrył się lis.

- Początkowo byliśmy przekonani, że to nic strasznego, po prostu lis. Ale gdy zaczęły po kolei wychodzić z tych zarośli i nas otaczać kolejne lisy, to już zrobiło się nerwowo

- opowiada Ewa.

Zwierzęta niczego się nie bały

Drapieżniki nie reagowały na krzyki, stukanie czy światła. Nie bały się ludzi. Wręcz przeciwnie.

- Już po paru sekundach, niektóre z nich znajdowały się w odległości kilku metrów od nas. Natychmiast odpaliliśmy samochód włączyliśmy światła, by je przepłoszyć, ale nie zrobiło to na lisach żadnego wrażenia. Upłynęło dobre pół godziny, zanim się rozbiegły. Po wszystkim położyliśmy się w namiocie. Było je słychać jeszcze gdzieś w oddali, a potem jakieś szmery obok namiotu, ale już do rana z niego nie wychodziliśmy - kobieta relacjonuje nieudaną noc na biwaku.

Strach ma wielkie oczy

Co prawda, skończyło się tylko na strachu i podkrążonych od niewyspania oczach biwakowiczów, ale pani Ewa przestrzega innych turystów, korzystających z uroków Jeziora Mucharskiego.

- Uważajcie! Nie zostawiajcie jedzenia oraz waszych zwierzą na zewnątrz - apeluje.

Obecność lisów w okolicy potwierdzają też okoliczni mieszkańcy, choć ich zdaniem ten przypadek jest nietypowy, bo zwierzęta te raczej stronią od ludzi.

Nieudane wakacje nad Jeziorem Mucharskim: brak plaży, parkin...

One szukają pożywienia

- Kiedyś częściej podchodziły pod domy, ale odkąd wielu na wsi przestało hodować kury, to i lisów jakby mniej widać. Częściej można je spotkać idąc przez las - opowiada Jan, mieszkaniec pobliskiej wsi Jaszczurowa.

Zdaniem leśników, odławianie lisów, które pojawią się blisko terenów zamieszkałych przez ludzi, nie jest zbyt skuteczne, gdyż zwierzęta te, przyzwyczajone do łatwego zdobywania pokarmu, wracają.

- Lisy potrafią żyć nawet w miastach, bo tam łatwo o pożywienie, ale z zasady nie atakują ludzi.

Żywią się głównie drobnymi gryzoniami, choć na przykład zapach kiełbasek na grillu przed namiotem też może ich przyciągnąć. Wtedy jednak nie ma się czego bać. Są małe szanse, że taki lis zaatakuje, no chyba, że akurat ma wściekliznę, ale wtedy ewidentnie nie wygląda na zdrowego i raczej nie pokaże się w grupie innych osobników - mówi Krzysztof Bełk, przyrodnik, autor internetowego videobloga.

Jeśli chodzi o zarażenia wścieklizną, to Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna we Krakowie uspokaja, że ostatnio nie odnotowano tu przypadków wścieklizny u lisów. Służby weterynaryjne podały, że dzięki systematycznym szczepieniom liczba przypadków wścieklizny wśród zwierząt radykalnie spadła, także w Małopolsce. W 2010 r. zanotowano ich 118, a rok później 60. Najczęściej występowały na wschodzie regionu, w rejonie Tarnowa, Bochni i Brzeska. W latach 2017 i 2018 wystąpił jeden przypadek wścieklizny.

- Zawsze, gdy mamy do czynienia z pogryzieniem, podrapaniem przez dzikie lub bezpańskie zwierzę, powinniśmy zgłosić się do najbliższego szpitala, posiadającego oddział ratunkowy i poinformować o tym lekarzy. Lekarze przeprowadzą z nami wywiad. Najlepiej byłoby udzielić im jak najbardziej szczegółowych informacji, co do zachowania zwierzęcia. Zapewne padną pytania dotyczące tego, czy było ono agresywne, czy garnęło się do ludzi, czy chodziło w sposób nietypowy, z jakiego powodu nas ugryzło, czy przeszkadzaliśmy mu w posilaniu się rzeczami wyciągniętymi z naszego plecaka i tak dalej - wyjaśnia Marek Toporkiewicz, lekarz weterynarii z Suchej Beskidzkiej.

W okolicy Jeziora Mucharskiego, otoczonego przez lasy i góry, już wcześniej pojawiały się dzikie zwierzęta. Wilki podchodziły blisko gospodarstw i atakowały żywy inwentarz. Tak było m.in w Ponikwi i w Jaszczurowej. Pisaliśmy o tym w styczniu:

FLESZ - Kleszcze nie mają szans?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Adam Szwed

Ha, ha:) wiadomo, że jedzenia ze sobą się nie trzyma w dzikich warunkach, bo przyciąga to zwierzaki. W Bieszczadach ostatnio był przypadek, że niedźwiadek rozszarpał zaparkowany samochód, w którego bagażniku turyści ukryli pożywienie...

Dodaj ogłoszenie