Cracovia. Jacek Cyzio, były piłkarz krakowskiego klubu oraz Pogoni Szczecin, Legii Warszawa: "Pasom" życzę zdobycia mistrzostwa Polski

Jacek Żukowski
Jacek Żukowski
Jacek Cyzio ma 51 lat, w Cracovi grał w latach 1982 - 1985 Facebook
Jacek Cyzio, były piłkarz m.in. Cracovii, Pogoni Szczecin czeka na sukces „Pasów”, ale kibicuje obu zespołom. Będzie oglądał sobotnią konfrontację obu drużyn w Szczecinie.

Niedawno był pan chory na koronawirusa. Jest już wszystko w porządku ze zdrowiem?

Tak, przeszedłem tę chorobę bezobjawowo. Nie zaraziłem moich najbliższych ani współpracowników. Byłem zdziwiony, że mam tego wirusa, bo nie miałem objawów, pracowałem, prowadziłem zajęcia w szkółce. Pracuję w przychodni lekarskiej – jeżdżę samochodem, przewożę dokumenty. Dyrektor zarządził badania i wtedy to wyszło. Na pewno trochę się przestraszyłem, ale wszystko jest już OK.

Przejdźmy do tematów stricte piłkarskich. Cofnijmy się do początków pańskiej kariery. Przychodził pan do Cracovii w 1982 r. z Górnika Libiąż.

Tak, postanowiłem kontynuować naukę w Technikum Geodezyjnym w Krakowie i znalazłem sobie nowy klub – Wawel. Jednak okazało się, że dyrektor szkoły był trenerem w Cracovii i trafiłem do niej.

Był pan jeszcze za młody, by zagrać w drużynie seniorów która przez dwa sezony 1982/83 i 1983/84 grała w ekstraklasie, ale na jej zapleczu udało się zadebiutować w 1985.

Tak, miałem 16 lat. Trenerem był Henryk Stroniarz. Cracovia spadając chciała od razu awansować, zostawiła cały skład, starszych zawodników, ale po I rundzie była na dole tabeli i podjęto decyzję, by zrezygnować z wielu ludzi i dokooptować wyróżniających się juniorów. W zespole zostali tacy zawodnicy jak Zbigniew Hnatio, Marek Holocher, Marek Podsiadło, „głośne nazwiska”. Miałem przyjemność uczyć się od nich. Trener podjął decyzję, że będę grał rotacyjnie – jedno spotkanie w podstawowym składzie, w następnym odpoczynek, po to, by mnie nie zamęczyć. Byłem ustawiany w ataku na prawym skrzydle. Miałem przyjemność grać z Hnatio, który się nie zatrzymywał, choć palił, nawet w przerwie meczu. Rzucał mi: młody, ty odpocznij, ja pobiegam! To było niesamowite.

Niestety spadliście do III ligi, a pan przeniósł się do Pogoni Szczecin.

Byłem powoływany do reprezentacji Polski juniorów, zaczęło się zamieszanie i do moich rodziców zaczęły się zgłaszać kluby. Wybrałem Pogoń, „na końcu świata” , choć zgłaszały się i Wisła Kraków, Hutnik, Górnik Zabrze. Jednak zaryzykowałem i przeniosłem się do Szczecina. Pogoń była zespołem z czołówki, działacze byli bardzo konkretni i to chyba przeważyło. Od razu po przyjściu znalazłem się w I zespole, na ławce rezerwowych. Zadebiutowałem w ekstraklasie jednak dopiero w rundzie wiosennej, z Bałtykiem Gdynia. Byłem najmłodszy w tym zespole, miałem 17 lat. Rozgrzewali się wszyscy oprócz mnie, ale trener Leszek Jezierski wpuścił mnie na ostatnie 15 minut, gdy wynik był pewny, 3:0, o mało co nie zdobyłem bramki. Jak patrzę z perspektywy, to dwóch trenerów wywarło największy wpływ na moją karierę – Stroniarz i Jezierski. Ten ostatni nazywany był „katem”, męczył zawodników, ale ja tego nie odczułem.

Grali w Cracovii i Pogoni Szczecin, co teraz robią? [ZDJĘCIA]

Grał pan w Pogoni do 1991, potem była Legia i inne kluby. Kogo pan darzy największym sentymentem?

Mam sentyment do zespołów, w których grałem. W Cracovii i Pogoni zaczynałem. W Szczecinie grałem najdłużej, wyjeżdżając do Legii czy potem do Turcji do Trabzonsporu przyczyniłem się do tego, że Pogoń „nie utonęła”, miała pieniądze z transferu. Oba kluby są mi bliskie sercu. Z Pogonią zdobyłem wicemistrzostwo Polski seniorów, mistrzostwo juniorów, co jakiś czas jestem zapraszany na imprezy do Szczecina, doceniają mnie. Mieszkam w Pruszkowie, nie chcę wybierać ulubionego klubu. Zawsze im kibicuję, jak grają z innymi zespołami, a jak między sobą? Najlepiej, żeby był remis.

W sobotę więc będzie pan patrzył na mecz Pogoni z Cracovią neutralnym okiem?

Cracovia ma problemy, przegrała piąty mecz z rzędu, a mimo to jest w czołówce. Pogoń słabo ruszyła, ale też jest blisko czoła. Na mecze raczej nie chodzę – na Legię nie jestem zapraszany, nie lubię się prosić, jak trzeba to kupie sobie bilet i tak bywało, ale w ostatnim okresie nie. Z kolei w Szczecinie czasem jestem, a na Cracovii jakoś nie miałem okazji. Bywam w Krakowie, syn mieszka niedaleko, rodziców mam w Libiążu, ale tylko odwiedzam rodzinę. W telewizji staram się jednak oglądać spotkania.

Co pan sądzi o ekstraklasie? Poziom się mocno obniżył w stosunku do lat 90-tych, w których pan grał.

Nie ma co porównywać, to był inny świat – inne warunki do pracy, życia. Dawniej mieliśmy jako kluby więcej sukcesów. Z Legią w 1991 r. doszedłem do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, to był sukces. Teraz rządzi pieniądz, kluby zachodnie ściągają zawodników. My bazujemy na tym, co mamy, a to co najlepsze szybko ucieka z kraju i poziom automatycznie się obniża. Zanim wychowamy kolejnego ciekawego chłopaka mija czas, a dobrzy obcokrajowcy do nas nie przychodzą. Przyjeżdżają, by się odbudować. Mamy coraz więcej szkółek, lepiej się pracuje w klubach. Chodzi o to, by pracowali z młodzieżą ludzie, którzy naprawdę się na tym znają, potrafią przekazać wiedzę, a przede wszystkim pokazać, co ma zrobić. Jak źle się nauczy to będzie się to za nim ciągnęło przez całą karierę.

Pan właśnie pracuje z młodzieżą.

Tak, mam swoją akademię, obecnie zawieszoną, ale podjąłem pracę w klubie LKS Chlebnia koło Grodziska Mazowieckiego. Są świetne warunki treningowe – pięć boisk trawiastych. Jesteśmy nastawieni na szkolenie młodzieży. W mojej akademii w Warszawie i Pruszkowie, prowadziłem dzieci od 5 do 8-9 roku życia, nie graliśmy w lidze, tylko uczyłem podstaw i przekazywałem dalej.

Trudno się utożsamiać kibicom z klubami, coraz więcej jest zawodników zagranicznych, niewielu Polaków. Pan był przyzwyczajony do innych realiów.

Jest to smutne, powiększa się grupa obcokrajowców i nie są to ludzie od których można się wiele nauczyć. Szkoda, że nasi młodzi chłopcy wcześnie wyjeżdżają i potem giną. Choćby Bartosz kapustka z Cracovii. Był objawieniem na mistrzostwach świata, jedzie do Anglii i znika. Miał oczywiście kontuzje, ale go nie ma. I takich wielu wyjechało, stąd też poziom ligi się obniżył.

Kluby zwykle szukają napastników. Polaków na tej pozycji w tej chwili w lidze nie ma, wyjechali Niezgoda z Legii, Piątek z Cracovii, Buksa z Pogoni.

Jest rzeczywiście problem z napastnikami. Może nie ma kto ich trenować? Może trzeba pokazać, jak to się robi. Swego czasu Jurek Podbrożny był zatrudniany w klubach do takiej pracy. Nie wiem czy nie byłoby to dobre. Mamy wyśmienitych bramkarzy, może przydaliby się tacy trenerzy do napastników? Tacy jak Jurek, którzy strzelili mnóstwo bramek w lidze.

Pana nie ciągnie do futbolu seniorskiego?

Mam sukces w piłce dorosłej, awansowałem do I ligi z Pelikanem Łowicz w 2007 r. Pracowałem w Okęciu Warszawa będąc asystentem Władysława Stachurskiego. Potem utrzymałem Pelikana i po barażach z Kmitą Zabierzów dostaliśmy się do I ligi. Nie miałem uprawnień do prowadzenia zespołu na tym szczeblu więc zatrudniono Marka Chojnackiego. Po 8. kolejce, mając 9 punktów, podziękowano mi za pracę, a po pewnym czasie Markowi także. Mam teraz licencję UEFA A. Wielu klubom odmawiałem, usunąłem się w cień i stwierdziłem, że wolę pracę z młodzieżą.

Wraca pan wspomnieniami do najlepszych czasów związanych z pobytem w Legii, do tych meczów z Sampdorią Genua, Manchesterem United? Odświeża pan to sobie?

Nawet nie muszę, bo co roku dzwonią do mnie z telewizji oraz inni dziennikarze i przypominają o kolejnej rocznicy wyeliminowania Sampdorii (1:0 i 2:2 – przyp.), kolejnej rocznicy zdobycia bramki z Manchesterem (1:3 i 1:1). Mam nagranie na wideo, ale nie mam już odtwarzacza… To jest miłe, że człowiek strzelił bramkę Manchesterowi United i dzięki temu nie daję o sobie zapomnieć (śmiech). Można o tym wiele opowiadać.

Jest pan rozpoznawany na ulicy?

Nie, Polska to specyficzny kraj. Gdy po blisko 30 latach pojechałem do Turcji, to mnie tam rozpoznawano, a wyglądam przecież inaczej nie mam włosów, wąsów! Z Trabzonsporu mam zaproszenia na spotkania, mecze, otwarcie stadionu, spotykam się z kibicami. To niesamowite, jak tam odchodzi się do piłkarzy, którzy coś dla tego klubu zrobili. Grałem tam dwa lata, zdobyłem Puchar Turcji, dostałem tytuł najlepszego obcokrajowca.

Podoba się panu dzisiejsza Cracovia?

Był moment, że ten zespół szedł w górę, teraz jest dołek. „Pasy” wywalczyły przed rokiem awans do europejskich pucharów. Bardzo kibicowałem i kibicuję Cracovii. Przy tym prowadzeniu klubu, jest stabilny, powinno być więcej sukcesów. Czegoś brakuje. Nie wiem, czy są za małe inwestycje, czy złe wybory. Kibice przez lata czekają na sukcesy. Chciałbym, by Michał Probierz odniósł jakiś sukces z Cracovią. Widać, że w „Pasach” jest cała rzesza obcokrajowców, przeciętnych. Nie dają jakości. Z kolei trenerzy mówią, że chcieliby Polaków, ale są za drodzy. Kluby więc sobie nie pomagają. Był moment w którym wydawało się, że krakowianie powalczą o mistrzostwo. Teraz jest kryzys, ale mam nadzieję, że wrócą na swoje tory.

Ceni pan Michała Probierza jako trenera?

Brakuje mu mistrzostwa Polski. Był w Wiśle Kraków w jej dobrych czasach i coś nie poszło, wyjechał do Grecji i miał tylko epizod. Pracuje w klubach, które by coś chciały, jak Jagiellonia i Cracovia, ale czegoś brakuje. Szanuję go za to, że facet tyle lat wytrzymuje bez urlopu. Przechodzi z klubu do klubu, ma oczywiście krótkie okresy odpoczynku, ale wtedy myśli, jak zbudować zespół. Trzeba kiedyś odpocząć, nawet Guardiola to zrobił po pracy w Barcelonie. Michał powinien to zrobić i wrócić lepszym. Kibicuję mu, by nie znalazł się na przymusowym urlopie, a decyzję o nim podjął z własnej woli. Ale przed nim życzę mu mistrzostwa z Cracovią.

Kto wygra w sobotę?

Może nikt, może być remis. Małą przewagę daję Pogoni. Spotkają się zespoły, które zaliczyły falstart.

A kto będzie mistrzem Polski?

Gdybym powiedział, że nie Legia, byłoby to dziwne. Ale goni ją Piast, który jest takim zespołem, który może namieszać, co pokazał przed rokiem.

Syn Daniel nie poszedł w pana ślady, nie przebił się do ekstraklasy...

Był w szkółce w Szamotułach, Wisła Kraków go wykupiła i trafił do juniorów i Młodej Ekstraklasy. Trafił na czas, kiedy w zespole była plejada gwiazd, młodzi – Cyzio, Nalepa, Chrapek, Mączyński musieli sobie szukać innych klubów. Wielu pokończyło kariery. Syn grał w II lidze, w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki, był w ŁKS-ie. Teraz nie gra, a kopie w A-klasowej Astrze Spytkowice. Ma 29 lat, mógłby jeszcze pograć, ale teraz bawi się piłką.

Cracovia. Synowie, którzy poszli w ślady swoich ojców [ZDJĘCIA]

Cracovia. 60 najlepszych piłkarzy w historii. Ranking zawodn...

Derby 2020. Poczet kapitanów Cracovii ostatnich dwudziestu l...

Najlepszy polski sędzia nie jedzie na Euro

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie