Euforia Cracovii, rozpacz Wisły (ZDJĘCIA)

Przemysław Franczak
Hitchcock by tego nie wymyślił? Tego, co stało się wczoraj na stadionie Hutnika nie wymyśliłby nie tylko on, ale i Spielberg, Lucas i Cameron razem wzięci. W 90 minucie derbów Wisła prowadziła 1:0 i myślała o zaplanowanej już w szczegółach na sobotę mistrzowskiej fecie. Tymczasem w ostatniej akcji spotkania samobójczego gola strzelił głową Mariusz Jop.

Zobacz galerię TUTAJ

W ten sposób "Biała Gwiazda" straciła nie tylko zwycięstwo, ale prawdopodobnie również tytuł na rzecz Lecha Poznań (wygrał 2:1 w Chorzowie i został liderem). I równocześnie, jak na ironię, podarowała "Pasom" utrzymanie w ekstraklasie. Dla podopiecznych Oresta Lenczyka ten punkt był na wagę złota.
- Dzisiaj byłem pół-rzeźnikiem, pół-baranem - żartował potem trener Cracovii. - Kiedy było 0:1 rosły mi rogi, a potem... Sami państwo widzieliście. Gdybym miał problem z sercem, to padłbym dzisiaj tutaj martwy - uśmiechał się.

Obrazków, które oglądaliśmy tuż po bramce dla gospodarzy, przed meczem nie odmalowałby bodaj nikt. Załamani wiślacy leżeli na trawie, a zawodnicy "Pasów" z radości tańczyli wśród nich razem z kibicami. Akompaniowali im policjanci na broni gładkolufowej, próbujący okiełznać trzystu fanów Wisły, wyrywających krzesełka.

Henryk Kasperczak, szkoleniowiec Wisły, nie sprawiał wrażenia osoby, która chciałaby coś ze złości wyrwać, ale przyznał, że takich spotkań, takich upokorzeń nie przeżył w swoje karierze zbyt wiele.
- Jesteśmy załamani. Tę porażkę bardzo trudno przełknąć. Cracovia pokazała niewiele poza agresywną grą. Cóż, może nie wszystko jeszcze stracone - stwierdził, ale o optymizm przed ostatnią kolejką na Reymonta będzie ciężko.

Gdyby zabrakło wczoraj niezwykłej końcówki, derby można by opisać jednym zdaniem: dużo walki na boisku i chamstwa na trybunach, mało porywającego futbolu. Innymi słowy, było jak zawsze. Do czasu.
Dzień przed meczem uderzający był kontrast między zachowaniem trenerów obu drużyn. Zdenerwowany Lenczyk próbował rozstawiać dziennikarzy po kątach, czynił irracjonalne uwagi, jakby nie potrafił poradzić sobie presją. Za to Kasperczak prezentował spokój działkowca, który na głowie ma jedynie podlanie ogródka, a nie walkę o mistrzostwo Polski. Stany emocjonalne szkoleniowców nie znalazły jednak odzwierciedlenia w grze ich zespołów.

Co prawda na pierwszy rzut oka wydawało się, że Lenczyk tworząc wyjściowe ustawienie "Pasów" z trzema napastnikami zakręcił kołem fortuny, ale w tym szaleństwie była metoda. Tak poprzestawiał figury na szachownicy, że wiślakom dobrą chwilę zajęło rozgryzienie taktyki rywali. Szybko zdali sobie też sprawę, że tak łatwo jak w sobotę na stadionie Legii na pewno nie wygrają. Gospodarze rzucili na szalę chyba wszystko, co mieli. I choć nie jest to w tej chwili zespół, który stać na porywające występy, to jego piłkarze nie ustępują, chyba już nie mistrzom Polski, wielkością mięśni i wczoraj potrafili zrobić z nich użytek. Nikt się nie oszczędzał.

Poważne problemy sprawił im tak naprawdę jedynie Patryk Małecki, co rusz sunący jak pociąg lewą flanką. Z jego sprinterskich popisów pożytek był jednak niewielki, bo "Mały" był szybszy nie tylko od przeciwników, ale i kolegów z drużyny. W końcu się zmęczył i zgasł, ku rozczarowaniu publiczności zresztą, bo wcześniej im więcej biegał, tym głośniejsze i bardziej wulgarne wyzwiska leciały z trybun pod jego adresem. W pewnym momencie pomocnik reprezentacji Polski odwzajemnił niechęć. Stanął na środku boiska i zaczął drwiąco machać rękami, prosząc o więcej.

To była - o zgrozo - najciekawsza sytuacja pierwszych dwóch kwadransów. Tak, tak, derby nadal są ciekawszym zjawiskiem dla socjologów niż koneserów futbolu. Coś drgnęło tuż przed przerwą. W 39 min piłka wpadła do siatki po strzale Arkadiusza Głowackiego, ale gola nie było. Tak uznał sędzia, którzy dopatrzył się (gdzie - nie wiadomo) faulu na Łukaszu Merdzie.

Chwilę później bramkarz Cracovia chyba chciał zadośćuczynić konkurentom i tak wybijał futbolówkę, że trafił nią w plecy Wojciecha Łobodzińskiego. Niewiele brakowało, a padłby kuriozalny gol. Piłka przeleciała tuż nad poprzeczką.

Tak naprawdę jednak mecz na dobre zaczął się kwadrans przed… ostatnim gwizdkiem. Gdy w 78 min do siatki trafił Rafał Boguski, wydawało się, że Wisła już nie wypuści szansy z rąk. Ale życie pisze lepsze scenariusze od speców z Hollywood. Ostatnia akcja. Centra Aleksandru Suwowrowa, pechowa głowa Jopa i 1:1.

Coś niewiarygodnego.

Mecz w liczbach

Cracovia - Wisła Kraków 1:1 (0:0)
Bramki: Jop 90 samob. - Boguski 78.
Sędziował: Dawid Piasecki (Słupsk).
Widzów: 6000.

Cracovia: Merda 3 - Sasin 2, Tupalski 3 (57 Baran), Wasiluk 3, Moskała 3 - Klich 3, Polczak 3, Szeliga 2 (83 Suworow) - Matusiak 3, Owsjannikow 2, Ślusarski 2. Trener: Orest Lenczyk.
Wisła: Juszczyk 4 - Jop I2, GłowackiI 3, Marcelo 4, Piotr Brożek 3 - ŁobodzińskiI 3, Sobolewski 3, Ba 2, Małecki 3 - Boguski 3 (85 JirsakI), Paweł Brożek (40 Kirm 3). Trener: Henryk Kasperczak.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pasiak
,,Cracovia pokazała niewiele poza agresywną grą" a kto dostał cztery żółte kartki? bo żaden piłkarz Cracovii w derbach nie zobaczył żółtka. Co do nieuznanego gola, to nawet jeśli faulu nie było to niech Franczak przypomni sobie sytuacje kiedy to Wisła z Piastem dwie bramki ze spalonego strzeliła a jedną ze złego wznowienia gry. Albo obrona ręką przez Brożka w przegranym meczu z Koroną. Tak to już jest że równowaga w przyrodzie musi zostać zachowana, więc po samobóju Polonii Warszawa przyszedł czas na samobójczą bramkę Jopa.
P
Pasiak
,,Cracovia pokazała niewiele poza agresywną grą" a kto dostał cztery żółte kartki? bo żaden piłkarz Cracovii w derbach nie zobaczył żółtka. Co do nieuznanego gola, to nawet jeśli faulu nie było to niech Franczak przypomni sobie sytuacje kiedy to Wisła z Piastem dwie bramki ze spalonego strzeliła a jedną ze złego wznowienia gry. Albo obrona ręką przez Brożka w przegranym meczu z Koroną. Tak to już jest że równowaga w przyrodzie musi zostać zachowana, więc po samobóju Polonii Warszawa przyszedł czas na samobójczą bramkę Jopa.
M
Machu
Aha i pytam P. redaktora co jest bardziej chamskie: wulgarne śpiewy czy niszczenie stadionu?Który chcąc nie chcąc także służy wiśle?
M
Machu
Tak o wiele bardziej kulturalny był doping w Sosnowcu i robienie oprawy Anty Cracovii? O sympatię Pana redaktora pytać nie trzeba wystarczy nawet niezbyt dokładnie przeczytać "artykuł". Co do Małeckiego to udowodnił że jest zadymiarzem i oprócz pyskówek niewiele wynika z jego postawy... Pozdrowienia dla normalnych.
T
Tadek P
No i mamy owoc pracy Kasperczaka, tak mając tylu dobrych i doświadczonych obrońców stawia się na tego orla /czy przypadkiem nie podpisał juz z nimi kontraktu/.
Ale Wisła grała i tak słabiutko, pomoc ze strony sędziego była wymierna /ciekawe ile milionów straty/ ale to co pokazała Crakowia to już "dno" i nie wiem czy to wystarczy na I ligą ?
l
lula
Uwielbiam teksty tego faceta. Nawet jak pisze o przegranej Wisełki...
Dodaj ogłoszenie