Ewa Demarczyk nie żyje. "Czarny Anioł" polskiej piosenki już nigdy nie zaśpiewa

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Zbigniew Łagocki
„Odeszła największa. Żegnaj Ewo” – napisała na swoim Instagramie w sobotę w południe Piwnica pod Baranami. W piątek nad ranem zmarła w swym mieszkaniu Ewa Demarczyk. W ten sposób rozstaliśmy się z największą legendą poezji śpiewanej w Polsce.

Narodziny Czarnego Anioła

Od zawsze była związana z Krakowem – to tutaj przyszła na świat w 16 stycznia 1941 roku. Była córką rzeźbiarza Leonarda Demarczyka i krawcowej Janiny z domu Bańdo. Jej ciotka od strony matki miała za sobą Akademię Sztuk Pięknych i wydawała pod Wawelem katalogi mody dla kobiet. Wychowana w artystycznym duchu Ewa została posłana przez rodziców do podstawowej szkoły muzycznej w klasie fortepianu. Co prawda kontynuowała naukę gry na tym instrumencie w liceum, ale po maturze zdecydowała się na akademię teatralną, bo marzyła o aktorstwie. Nic dziwnego że na studiach trafiła do studenckiego kabaretu działającego przy Akademii Medycznej – Cyrulik.

Pewnego dnia na jego występ przyszli Piotr Skrzynecki i Zygmunt Konieczny z Piwnicy pod Baranami. „Ewa była zjawiskowa” – wspominał wiele lat potem ten drugi. Ponieważ Piwnica pod Baranami miała już wysoką renomę, jej przedstawicielom nie było trudno przekonać Ewę Demarczyk do przejścia do niej z Cyrulika. I tak w 1962 roku wokalistka zaczęła śpiewać piosenki, które komponował dla niej Zygmunt Konieczny. Za teksty posłużyły wiersze znanych poetów – Tuwima, Leśmiana, Baczyńskiego, Białoszewskiego, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Tak przygotowany program okazał się wielkim wydarzeniem.

Jej występy były elektryzujące: Demarczyk wpadała na scenę mocno umalowana w krótkiej czarnej sukience i śpiewała z wielką ekspresją na granicy histerii. W tym scenicznym wizerunku widać było oczywiście wpływy Edith Piaf, choć w wykonaniach krakowskiej piosenkarki każdy dostrzegał co innego. Jedni – rosyjską duszę, drudzy – żydowską tęsknotę, a jeszcze inni – francuski egzystencjalizm. Nic dziwnego, że o Demarczyk zaczęto niebawem mówić: „Czarny Anioł polskiej piosenki”. Kiedy sława wokalistki wykroczyła poza krakowską Piwnicę pod Baranami, jej talent poznała cały kraj.

Następczyni Edith Piaf

Zaczęło się od występu w 1963 roku w Opolu. Wykonała tam trzy piosenki – „Karuzelę z madonnami”, „Czarne anioły” i „Taki pejzaż”. Jej występ zachwycił publiczność i jury, dzięki czemu dostała główną nagrodę. Piosenki, które wykonała w słynnym amfiteatrze ukazały się kilka miesięcy później na singlu, który natychmiast zniknął z muzycznych sklepów. Kolejnym triumfem Demarczyk okazał się rok później występ na festiwalu w Sopocie. Stało się to za sprawą piosenki „Grande Valse Brillante”. Tam usłyszał wokalistkę Bruno Coquatrix – dyrektor słynnej paryskiej sali koncertowej Olympia. Zachwycony występem, zaprosił ją nad Sekwanę.

- Coquatrix twierdził nawet, że Ewa będzie pierwszą, która wyciągnie piosenkę francuską z kryzysu po odejściu Édith Piaf. W styczniu 1964 r. pojechaliśmy do Paryża na rekonesans. Zagraliśmy zamknięty koncert dla różnych grubych ryb i Polonii. Pamiętam, że gdy weszliśmy na pokład samolotu do Polski, przywitała nas stewardesa z upominkami od Coquatrixa. Ewa dostała jakieś płyty i gadżety, jak koniak lub whiskey – opowiada Konieczny w Onecie.

Szef Olympii zaproponował Demarczyk dwuletni kontrakt – ale miała śpiewać po francusku. Konieczny i inni przyjaciele piosenkarki usilnie namawiali ją na jego podpisanie, ale ona postanowiła odmówić. Chciała wrócić do Polski, skończyć studia i śpiewać nad Wisłą. Tak też się stało. Rok później Demarczyk zdecydowała się powrócić do Paryża. Niestety: zaśpiewała w Olympii, ale koniunktura była już wtedy inna. Po wojnie w Algierii, nad Sekwaną zapanowała moda na egzotycznych wykonawców z Afryki i Bliskiego Wschodu. Śpiewająca dziewczyna zza Żelaznej Kurtyny straciła swoją szansę.

Trudny charakter

Za to w Polsce kariera Demarczyk rozwijała się z miesiąca na miesiąc. Podsumowaniem współpracy z Koniecznym okazała się jej debiutancka płyta. Kiedy wokalistce nie spodobała się okładka krążka, postawiła na swoim i... ponad 10 tysięcy kopert poszło na przemiał. Album okazał się jednak niebywałym sukcesem: kupiło go ponad 100 tysięcy fanów. Gwiazda nie była jednak zadowolona z jakości nagrań, które trafiły na wydawnictwo – i ku zaskoczeniu wielu współpracowników i słuchaczy zakończyła współpracę z Koniecznym. Jej nowym kompozytorem został Andrzej Zarycki. W międzyczasie polska agencja artystyczna Pagart zaczęła jej organizować koncerty niemal na całym świecie.

Wielkie sukcesy i popularność sprawiły, że Demarczyk objawiła w pełni swój trudny charakter. Najpierw poznali go muzycy zespołu artystki. Wystarczyło małe omsknięcie w nutach i piosenkarka mówiła „stop” – a potem trzeba było grać utwór od nowa. W efekcie próby trwały godzinami. Najgorzej było jednak przed koncertami. Wystarczyła jakaś niewielka niedogodność, a wywoływała karczemne awantury z przekleństwami i wyzwiskami miotanymi pod adresem muzyków i organizatorów. „Gwałtowna, apodyktyczna. Naprawdę potrafiła wpaść w furię” - wspomina Janusz Frączek z zespołu Demarczyk.

Kiedy zdawała na PWST, komisja ją zaakceptowała, ale określiła jej warunki aktorskie jako słabe. Być może dlatego, choć Demarczyk skończyła uczelnię, nigdy nie zagrała potem ani w teatrze, ani w filmie. Widzowie kinowi usłyszeli za to jej głos zza ekranu – najpierw w filmie „Bariera” Jerzego Skolimowskiego, a potem w obrazie „Zbyszek” Jana Laskowskiego. Ten drugi nakręcił potem z piosenkarką w dekoracjach z historycznego filmu „Bolesław Śmiały” półgodzinny dokument, zatytułowany po prostu „Ewa Demarczyk”, który stanowił rejestrację jej recitalu.

Przegrana walka

W 1972 roku Demarczyk pożegnała się z Piwnicą pod Baranami. To był trudny czas dla wokalistki: wyszła za mąż za skrzypka grającego w zespole Mazowsze, ale po kilku miesiącach okazało się, że para kompletnie się ze sobą nie dogaduje i małżeństwo się rozpadło. Pod koniec dekady gwiazda związała się ponownie. Niestety: wybrała jeszcze gorzej niż poprzednio. Szybko okazało się, że jej nowy mąż jest... złodziejem, który okrada nie tylko znajomych piosenkarki, ale również ją samą. Demarczyk nie chciała to uwierzyć i dzielnie odwiedzała męża w zakładzie karnym przy Montelupich do czasu, kiedy rozpoznała swoją broszkę u właścicielki jednej z krakowskich kawiarni. To było dla niej takim szokiem, że po zaocznym rozwodzie trafiła na pewien czas do szpitala.

W 1986 roku zaczęła się gehenna Demarczyk z Państwowym Teatrem Muzyki i Poezji, który powołała specjalnie dla niej Rada Miasta Krakowa. Najpierw mieścił się on w budynku przy Floriańskiej 55, ale kiedy sześć lat później zwrócono go Kościołowi, gwiazda musiała się przenieść do Muzeum Lenina. Władze miasta zaoferowały jej nowy budek po remoncie – ale kiedy Demarczyk się tam przeniosła, zgłosili się jego przedwojenni właściciele. Wtedy rozpętało się piekło. Artystka nie chciała płacić czynszu, więc spadkobiercy wynajęli firmę ochroniarską, która wyrzuciła teatr na bruk.

Ostatecznie władze miasta zaproponowały Demarczyk siedzibę w nowohuckim Teatrze Ludowym, ale ona odrzuciła tę propozycję. To wszystko bardzo rozgoryczyło piosenkarkę. W efekcie zaczęła dawać coraz mniej koncertów. Ci, którzy byli ich uczestnikami twierdzą, że zaczęła tracić głos. Ostatni raz wystąpiła publicznie 8 listopada 1999 roku w Teatrze Wielkim w Poznaniu. „Siedziałem zdruzgotany. Na scenie toczyła się dramatyczna bitwa o przetrwanie. Co się stało? Na tle perfekcyjnego, doskonale wyćwiczonego zespołu solistka toczyła walkę. Niestety przegraną!” - wspomina Leszek Długosz w książce „Czarny Anioł”.

*

W 2000 roku Demarczyk wycofała się całkowicie z życia artystycznego. Zamieszkała pod Krakowem i zerwała kontakty z dotychczasowymi przyjaciółmi i współpracownikami. W sobotę rano dotarła do nas wiadomość, że piosenkarka nie żyje. „To smutny dzień dla polskiej kultury. Odeszła Ewa Demarczyk, »czarny anioł«", wybitna śpiewaczka, która swoimi wykonaniami współtworzyła dzieła niezapomniane. Unieśmiertelniła i nadała nowe życie wielu tekstom. Jej głos pozostanie na zawsze w pamięci. Niech spoczywa w pokoju!” - przekazał na swoim oficjalnym koncie na Twitterze minister kultury Piotr Gliński.

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
grzeg

"Odeszła największa." Tak!

Dodaj ogłoszenie