Fantazyjne kłamstwa: Elżbieta K. oraz jej „dobrzy znajomi”: Duda, Szydło i Ziobro

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Oskarżona Elżbieta K. w drodze na proces przed krakowskim sądem
Oskarżona Elżbieta K. w drodze na proces przed krakowskim sądem Artur Drożdżak
Przez telefon strofowała ministra Zbigniewa Ziobrę, prezydenta Andrzeja Dudę pytała o fryzurę żony, a premier Beatę Szydło o jej broszki. Biznesowi partnerzy byli zachwyceni rządowymi znajomościami Elżbiety K. O tym, że to wszystko fikcja dowiedzieli się dopiero, gdy padli ofiarą oszustwa.

FLESZ - Kolejne obostrzenia ogłoszone przez rząd

Elżbieta: szczupła farbowana brunetka po 50., o przeciętnej urodzie. Miała jednak dar, który sprawiał, że zyskiwała zaufanie ludzi. Byli wówczas gotowi uwierzyć w każdą bzdurę, którą im zaserwowała. Ów dar posiadają dobrej klasy oszuści i wykorzystują go, by móc manipulować ludźmi. Elżbiecie K. szło w tej materii znakomicie.

Sytuacja w kraju była dynamiczna po wygranych przez PiS jesienią 2015 r. wyborach parlamentarnych. Dwa miesiące później kariera Elżbiety K. nabrała rozpędu, gdy zatrudniła się w Domu Pomocy Społecznej pod Krakowem jako opiekunka.

Do pracy przyjęła ją dyrektorka Ewa P., i choć były w tym samym wieku, nie od razu znalazły wspólny język. To się zmieniło, gdy nowa pracownica zaczęła opowiadać, że ma rozległe koneksje w kręgach rządowych. Tych, które ostro wzięły się do „dobrej zmiany” i podczas nocnych posiedzeń parlamentu kreowały nową rzeczywistość. W sądach, administracji, gospodarce i nawet w stadninach koni.

Znajomi z rządu

Elżbieta K. od niechcenia wspomniała nowej koleżance, że właśnie rozmawiała telefoniczne z prezydentem Dudą, ma też życzliwe osoby w rządzie, zna ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, z Beatą Szydło są „psiapsiółkami”. Ewa P. była zachwycona nową pracownicą i wierzyła w każdą taką informację.

Wystarczyło tylko, że Elżbieta K. w jej obecności zadzwoniła do Ziobry i „zrugała” Zbyszka w ostrych słowach.

Czy minister był przy telefonie? Ewa P. w to święcie wierzyła. Podobnie jak i w to, że Elżbieta K. zna ludzi w skarbówce i planowana w DPS kontrola Państwowej Inspekcji Pracy to tylko formalność. I że Elżbieta ma też znajomych w Ministerstwie Finansów, którzy mogą przyznać bezzwrotną dotację dla wybranego DPS-u. Ewie P. zamarzyło się takie wsparcie. Elżbieta K., by się uwiarygodnić w tej sprawie, wydzwaniała do znajomych z Urzędu Kontroli Skarbowej.

Elżbieta K. ma do odsiadki 5 lat więzienia za oszustwa na kwotę ponad 200 tysięcy złotych

Czy po drugiej stronie słuchawki byli jacyś ludzie z UKS? Ewa P. była o tym przekonana. Elżbieta K. umiejętnie żonglowała obietnicami i już nie tylko pracownikom DPS-u obiecywała złote góry.
Za pośrednictwem Ewy P. poznała biznesmena Krzysztofa W. i przed nim roztoczyła wizję zysków. Przekonywała, że ma informacje, że na niejawnych licytacjach komorniczych można tanio nabyć luksusowe auta i mieszkania.

Licytacje skarbówki

Licytacje rzekomo organizowała „skarbówka” po zajęciu różnych rzeczy należących do przestępców. Ona, jako wtajemniczona, była pracownica skarbówki, „ma chody” i może dokonywać takich zakupów, ale chętnie się podzieli.

Zainteresowane osoby muszą jej tylko dać pieniądze na wadium, by wziąć udział w licytacji. Lokale miały być po 10 - 20 tys. zł, w tym na Wiślanych Tarasach. Można także tanio nabyć luksusowe auta za 7-8 tysięcy zł i Krzysztof W. dostał nawet „listę pojazdów do wyboru”, bo niektóre już były zarezerwowane. Wpłata wadium przed licytacją? Żaden problem. Biznesmen koleżance Elżbiety K. wręczył na ten cel 112 tys. zł, miały być gwarantem wylicytowania ośmiu aut.

Potem dorzucił jeszcze trochę gotówki na kolejne wadium, by zdobyć mieszkania. Do interesu dołożył się też jego wspólnik Arkadiusz. W sumie przekazali kobiecie 241 tys. zł. Nigdy ich nie odzyskali, mieszkań i aut nie dostali.

Krzysztofowi W. kobieta obiecała jeszcze odroczenie spłaty podatku VAT, bo - jak mówiła - ma znajomości w Urzędzie Skarbowym w Wieliczce. Dostała za fatygę 500 zł, a potem jeszcze 6 tys. zł.

Wypad do Kołobrzegu

Gdy czekali na wynik procedur, Elżbieta K. rzuciła nowy pomysł i wspomniała, że podobne licytacje odbywają w Kołobrzegu. Tam są do przejęcia hotele m.in. „Perła Bałtyku”, w którym stwierdzono pewne nieprawidłowości.

Jest możliwość obsady tych nieruchomości swoimi ludźmi, a stosowne nominacje będą od samego prezydenta RP, do którego Elżbieta K. przecież regularnie dzwoni. To przejęcie nieruchomości w Kołobrzegu będzie nad wyraz opłacalne ze względów prestiżowych i finansowych. No i nie bez znaczenia jest, że w cały proces zaangażowani są politycy partii rządzącej.

Pobyt w hotelu miało opłacać ministerstwo finansów, więc Krzysztof W. zdecydował się na taki wyjazd. Wręczył też 30 tys. zł pożyczki Ewie P. Miała ją oddać z dotacji dla DPS otrzymanych z ministerstwa, o którym to wsparciu tyle naopowiadała Elżbieta K.

W nadmorskiej wyprawie wzięło dział kilka osób, w tym Elżbieta K. i Ewa P. z mężem Andrzejem. Dołączył do nich jeden pracownik DPS oraz biznesmeni Krzysztof W. i Arkadiusz M. Znaleźli zakwaterowanie w hotelu Chalkozyn i czekali na „grupę z ministerstwa”.

Elżbieta K. była z tymi „rządowymi” w stałym kontakcie telefonicznym. Z kim faktycznie rozmawiała w pociągu z Krakowa - pojęcia nie mieli pozostali uczestnicy wyprawy.

Krzysztof W. zaczął wątpić w zdolności Elżbiety K., ale okazało się, że dostał zwrot 15 tys. zł podatku z urzędu skarbowego. Kobieta przedstawiała ten fakt jako swój sukces - potem się okazało, że to tylko zbieg okoliczności na skutek pomyłki skarbówki.

Manipulacje oskarżonej

Ostatecznie nie doszło do żadnego spotkania z ludźmi z rządu, choć Elżbieta K. trzymała grupę z Krakowa w ciągłej niepewności, że do takiego kontaktu lada chwila dojdzie.

Opowiadała, że telefony grupy są podsłuchiwane, a funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu śledzą ich z ukrycia. Zaczęła manipulować uczestnikami wyprawy, decydowała na każdym kroku, co mają robić, jak się ubierać. Stosowała szantaże emocjonalne.

Brała pieniądze od jednego biznesmena i dawała je Ewie P., by ta dokonywała dowolnych zakupów. Potem oczerniała dyrektorkę DPS, że jest rozrzutna, obarczała ją winą za nieudany wyjazd i izolowała od reszty grupy. W końcu Elżbieta K. z Andrzejem P. wyprowadziła się do innego hotelu, potem podróżowali po Polsce i wyłudzili usługi hotelowe choćby w Łebie. Spędzili tam miesiąc sugerując, że są pracownikami Ministerstwa Finansów.

Gdy pytano ich o zapłatę, wymyślali kolejne powody, dlaczego na koncie hotelu nie ma pieniędzy za pobyt. W końcu zniknęli, nic nie płacąc.

Ostatecznie biznesmeni pierwsi wrócili z Kołobrzegu do Krakowa, żadnych licytacji nie wygrali, stracili pieniądze i zawiadomili policję o oszustwie. Co więcej, członkowie ich rodzin zrezygnowali z pracy, bo liczyli na zatrudnienie w nadmorskich rezydencjach. Nic z tego - to była kolejna bajka Elżbiety K.

Wyszło za to na jaw, że kobieta ma już wyroki na koncie - w Małopolsce i na Pomorzu. W trakcie śledztwa postawiono jej też zarzut oszustwa na kwotę 3 tys. zł pracownicy hotelu w Łebie oraz niezapłacenia rachunków hotelowych za 15 tys. zł.

Wyrok skazujący

**
Elżbieta K. usłyszała już prawomocny wyrok krakowskiego sądu: pięć lat więzienia. Ma też oddać biznesmenom ponad 240 tys. zł, a z Andrzejem P. solidarnie zwrócić 13 tys. złotych za niezapłacone rachunki w hotelu. Mężczyzna usłyszał wyrok sześciu miesięcy odsiadki w zawieszeniu na dwa lata.

Jego żonę uniewinniono od zarzutu oszustw, ale w tym zakresie proces zostanie powtórzony po apelacji prokuratury.

Elżbieta K. powoływała się na wpływy w rządzie, wyłudzając pieniądze od ludzi, którzy jej uwierzyli. Teraz siedzi w więzieniu

Kobieta oddała 30 tys. zł biznesmenowi, które od niego pożyczyła. Zdaniem sądu sama była ofiarą Elżbiety K. i działała pod jej dyktando.

Sąd zauważył, że Elżbieta K. posługiwała się legendą pracownika rządowego i powielała schemat działania z poprzednich skazań. Telefonicznie zapowiadała wizytę z Ministerstwa Finansów, nagłaśniała posiadanie znajomości w organach kontroli skarbowej.

Oferowała chęć pomocy w sprawach prywatnych osobom zatrudnionym w hotelu i używała fałszywej tożsamości. Faktycznie od początku miała zamiar wprowadzenia ludzi w błąd i wyłudzała pieniądze, dokonując oszustw.
Teraz jest więzieniu.

Do ministra Zbigniewa Ziobry raczej o pomoc nie zadzwoni.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ehh

Trafiła kosa na kamien a nie oszustka.Takie yaya w...DPSie.No nic, tylko życzyć wrogom ,żeby do takiego Domu Opieki Społecznej...trafili.

W
Wolacy do uryn

Jak zna to nie jest oszustką tylko patriotką.

G
Gość

Tylko umysły POpaprańców mogły w to uwierzyć .!!!!!!!!!!!!!!!

G
Gość

znaczy, że się da, tylko akurat oni trafili na oszustkę? :)

Dodaj ogłoszenie