Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Gazeta Krakowska. Ktoś pamięta lody od Misia?

Monika Kowalczyk
Monika Kowalczyk
W ciągu tygodnia lodziarnia Miś stała się tak bardzo popularna, że czasem brakowało lodów. Dla Katarzyny Tarkowskiej starczyło
W ciągu tygodnia lodziarnia Miś stała się tak bardzo popularna, że czasem brakowało lodów. Dla Katarzyny Tarkowskiej starczyło arch. Katarzyny Tarkowskiej
Tydzień temu pod adresem ul. Lwowska 12, po 35 latach przerwy, pojawił się szyld lodziarni Miś. Otworzył ją wnuk Henryka Bartkowskiego Krzysztof z żoną Moniką. Już szukają miejsca na trzecią lodziarnię.

W środę Krzysztof Bartkowski ze swą żoną Moniką pojechali kupić trzecią maszynę do kręcenia lodów. Produkcja, nadzorowana przez mamę Janinę Bartkowską - wspólniczkę i strażniczkę dziadkowych receptur, nie nadążała z wyrobem lodów. Bartkowscy tydzień temu otworzyli, a może raczej reaktywowali po 35 latach, legendarną dla pokolenia dzisiejszych 50-latków lodziarnię Miś. Dzieło życia dziadka Henryka.

Zaczęli od dwóch punktów. Maleńkiego przy ul. Lwowskiej, gdzie do 1980 roku była lodziarnia dziadka i na ul. Długoszowskiego, w pobliżu skansenu. Tam obok kafejki z lodami działa ich wytwórnia. Nie minął tydzień, a Krzysztof nabrał takiego rozpędu, że już kupuje trzecią maszynę, żeby otworzyć kolejną lodziarnię (nie chce powiedzieć, gdzie).

Jego ambitne plany są dalekosiężne. - Chcę mieć punkty sprzedaży Misia na każdym sądeckim osiedlu - mówi. A tych osiedli jest w Nowym Sączu aż 25. Szansy na sukces wnuk Henryka Bartkowskiego upatruje w stosowaniu wyłącznie naturalnych składników. Żadnych gotowych mieszanek i baz do robienia lodów.

Dziadek przekazał synowi Kazimierzowi, ojcu pana Krzysztofa kilka istotnych rad, które były tajemnicą jego sukcesu od lat 50. do 80. minionego wieku.

- Ważne jest na przykład, u kogo zaopatrujemy się w mleko. Więc bierzemy je z tej samej mleczarni co dziadek. Bogu dzięki przetrwała do dziś. Dziadek mówił, że tylko ich mleko nadaje lodom odpowiednią konsystencję - mówi Krzysztof. - Dalej ważne są jaja. Dziadek używał wiejskich, my niestety nie możemy. Bazę robimy sami. Maszyna w ciągu 10 minut kręci sześć do ośmiu kilo lodów. Dodatki smakowe też są naturalne - świeże owoce, bez barwników i wzmacniaczy smaku - opowiada.

Henryk Bartkowski, lodziarz samouk, uczył się przepisów z książek. Potem w ręcznej maszynie kręcił lody przez całą noc. Następnie pakował na wózek i stawał w atrakcyjnych miejscach miasta. Dorobił się własnej lodziarni przy Lwowskiej 12, którą prowadził do przełomu roku 80/81. Wtedy biznes napotykał już na coraz większe trudności. Dobrych lodów nie było z czego ukręcić.

Przypadek sprawił, że 35 lat później jego wnuk Krzysztof podarował mamie domową maszynkę do lodów. - Mama podjęła się odtworzyć smaki lodów dziadka. Wyszło pysznie, więc uznałem, że przyszedł czas na powrót Misia - mówi Krzysztof.
Pierwszy sukces już mają. Po tygodniu cały Sącz mówi o Misiu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska