Karolina i Paulina Chapko. Sądeckie aktorki-bliźniaczki...

    Karolina i Paulina Chapko. Sądeckie aktorki-bliźniaczki zobaczymy w filmie "Oszukane"

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Nie lubią, gdy ciągle podkreśla się ich bliźniaczość. Bo są przecież dwiema różnymi osobami. I każda żyje, pracuje na własny rachunek. Ale teraz zagrały wspólnie w filmie "Oszukane", który dziś wchodzi do kin - pisze Katarzyna Janiszewska.
    Siostry Karolina i Paulina Chapko z Nowego Sącza szybko pną się do góry w aktorskim świecie

    Siostry Karolina i Paulina Chapko z Nowego Sącza szybko pną się do góry w aktorskim świecie ©fot. TVN / Kuba Winiarski / W-Impact

    O tym, że zostaną aktorkami, siostry Karolina i Paulina Chapko wiedziały od małego. Choć w ich rodzinie aktorów nigdy nie było, one lgnęły do teatru. Już w liceum dało się zauważyć, że mają talent. Występowały w nowosądeckim Teatrze Robotniczym. Pierwsza sztuka, w jakiej zagrały, to "Serenada" Sławomira Mrożka.

    - Najbardziej fascynujące w zawodzie aktora jest to, że można być co chwilę kimś innym, przeżywać różne życiorysy - mówi Karolina. - Ja swojego zawodu w ogóle nie traktuję jak pracy. Mama zadzwoniła raz, gdy byłam w teatrze, pyta: jesteś w pracy? A ja na to: gdzie? Bo jakoś teatr z pracą mi się nie kojarzy. To moja pasja, wielka życiowa przygoda. Uwielbiam występować przed publicznością. Energia zwrotna, jaką dostaję od ludzi, jest niesamowita.

    Genów nie oszukasz


    Rodzice dbali, aby dziewczynki zachowały swoją indywidualność. Nie ubierali córek w te same sukieneczki, te same buciki, nie pletli identycznych warkoczyków. - Jesteśmy dwiema różnymi osobami - zaznacza Karolina. - To jasne, że mam z siostrą bliską więź, podobne zainteresowania. Genów się nie oszuka. Ale w naszych relacjach nie ma jakiegoś mistycyzmu. Nie wiem na przykład, co Paulina w danej chwili myśli, co czuje. Nie jestem telepatką - śmieje się.

    Siostry pochodzą z Nowego Sącza. Na początku mieszkały z rodzicami na osiedlu Barskie. Ale gdy Paulina i Karolina miały po 10 lat, na świat przyszły... Ola i Ala, kolejne bliźniaczki!

    Młodsze siostry mają już na swoim koncie pierwsze występy na scenie. I wiele wskazuje a to, że także one pójdą w tym kierunku. Gdy więc w bloku zrobiło się za ciasno, przenieśli się do domu pod miastem. Dziś, gdy Karolina wraca w rodzinne strony - pierwsze, co robi, to biegnie do cukierni Argasińskich na lody. Pamięta je z dzieciństwa. Z tamtych czasów pamięta też lunapark, do którego uwielbiała chodzić, spacery po wałach nad rzeką. Ciszę, spokój i piękne, malownicze krajobrazy.

    - Bardzo lubię wracać do domu - zaznacza Karolina. - To miejsce, gdzie się wyciszam, odpoczywam, zwalniam tempo. Tam czuję się bezpiecznie. Sącz to wspaniałe miasto na dorastanie. Ale niekoniecznie na życie. Mniejsze są perspektywy rozwoju, szczególnie w moim zawodzie. Teraz chyba już bardziej identyfikuję się z Krakowem - dodaje.


    Nie rywalizujemy


    Karolina ukończyła krakowską szkołę teatralną. Na drugim roku studiów zagrała w "Biesach" w teatrze STU, reżyserowanych przez Krzysztofa Jasińskiego. - Doskonale pamiętam swój debiut, bo emocje były ogromne - przyznaje. - Stanęłam na scenie obok wielkich aktorów, moich profesorów i autorytetów. To była duża presja.

    Później była ważna rola w "Szkole żon" z Jerzym Stuhrem i w "Yumie", dużej produkcji o czasach PRL. Dziś występuje na deskach teatru Bagatela. Coraz częściej można ją zobaczyć także w telewizji. Zagrała w serialu "Wojna i miłość" i w "Barwach szczęścia".
    Paulina to absolwentka PWST we Wrocławiu. Pracuje w tamtejszym Teatrze Polskim. W telewizji pokazała się w "Czasie honoru", "Ludziach Chudego" i w "Ojcu Mateuszu". We dwie wystąpiły w "Polskiej noweli filmowej" i w jednym z odcinków serialu "Hotel 52".

    - Zdawałyśmy do trzech szkół teatralnych, ale nie upierałyśmy się, by koniecznie dostać się do tej samej - zaznacza Karolina. - Każda z nas pracuje na swój rachunek. Zdarza się, że przychodzimy na ten sam casting i staramy się o tę samą rolę. Ale tak naprawdę nieważne, która ją dostanie, i tak wszystko idzie na to samo nazwisko. Nie rywalizujemy. Gdyby jedna była w cieniu drugiej, może byłoby inaczej. Ale obie odnosimy sukcesy.

    Kiedy stają na planie jednego filmu, zapominają na chwilę, że są siostrami. Wtedy przede wszystkim są aktorkami. - Różnica w graniu z siostrą jest taka, że mam na planie bliską osobę, którą mogę poprosić o wsparcie - tłumaczy Karolina.

    "Oszukane"


    Dziś na ekrany kin wchodzi inspirowany prawdziwymi wydarzeniami film "Oszukane". Opowiada historię bliźniaczek, które jako niemowlęta zostały zamienione w szpitalu. Spotykają się przypadkiem po latach. Z początku są zafascynowane i szczęśliwe. Po krótkim czasie dociera do nich, jak wielka tragedia je spotkała. Karolina gra Natalię, która wychowuje się sama z mamą. Jest poukładana, spokojna, trenuje balet. Z początku skromna, zamknięta w sobie dziewczyna, zmienia się. Doświadczenia, przez które przechodzi, sprawiają, że pod koniec filmu jest już inną osobą, dojrzałą kobietą.

    Paulina zagrała Magdę - żywiołową, dynamiczną, pewną siebie, szaloną. Ma wszystko: cudownych rodziców, siostrę, z którą ma świetny kontakt, przystojnego chłopaka, dobrze się uczy. Jest lubiana, towarzyska. Jej świat jest bajkowy, poukładany i ma nad nim kontrolę. Nagle, w jednej chwili, to wszystko się zmienia.

    - Myślę, że reżyser doskonale odczytał nasze charaktery i tak też nas obsadził - zauważa Karolina. - Ja jestem romantyczną duszą, zdarza mi się bujać w obłokach. Paulina twardo stąpa po ziemi, jest ekspresyjna, zdecydowana.

    Kurtyna w górę


    Obie bardzo długo przygotowywały się do roli. Starały się zrozumieć emocje swoich bohaterek. Karolina, która w filmie tańczy, pracowała też z choreo- grafem. Dziewczyny obejrzały wiele filmów dokumentalnych o bliźniakach, które były rozdzielone z różnych powodów i kamera pokazuje ich pierwsze spotkania.

    - Pamiętam scenę, gdzie dwie pięciolatki, które wychowywały się jakimś zrządzeniem losu na różnych kontynentach, widzą się po raz pierwszy - mówi Paulina. - Nagle obydwie wykonują ten sam gest, zachowują się podobnie bez słowa. Każde takie spotkanie to ogromne emocje. Dużo rozmawiałyśmy na ten temat, jakby to było, gdyby nas to dotknęło. Trudno o tym rozmawiać, a co dopiero znaleźć się w takiej sytuacji.

    - Staram się nie przekładać ról na swoje życie - podkreśla Karolina. - Człowiek nie wie, co by zrobił w obliczu tak wielkiego dramatu, dopóki go taki nie spotka. I lepiej się nad tym nie zastanawiać. W filmie ta sytuacja przerosła wszystkich. Nikt nie był mądry.

    I dodaje: Zawód aktora to operacja na żywym organizmie. Pracujemy ciałem, emocjami, co jest czasem trudne. To nie praca w biurze. Rola cały czas jest ze mną, zaprząta mi głowę. Godzina 19.15, kurtyna idzie w górę i trzeba grać. Ale nie zamieniłabym tego na nic innego.



    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+


    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo