Kicznia. Trwają poszukiwania 24-latka
Sławomir Kałużny w dniu zaginięcia ubrany był w jeansy koloru niebieskiego, obuwie koloru czarnego.
Rysopis zaginionego Sławomira Kałużnego:
- Wzrost 165 cm,
- waga około 60 kg, szczupłej budowy ciała,
- włosy koloru ciemny blond krótkie, podgolone boki, u góry dłuższe na żelu,
- oczy koloru zielonego.
Wszelkie informacje dotyczące zaginionego prosimy przekazywać na numer alarmowy 997 lub (018) 446 07 77.
Kicznia. Trwają poszukiwania 24-latka
Kilkadziesiąt osób od wtorku poszukiwało 24-latka z Kiczni. Jego ojciec zgłosił zaginięcie we wtorek przed południem na komisariacie policji w Starym Sączu. Sławomir od niedzieli nie skontaktował się z bliskimi.
- Natychmiast zorganizowaliśmy akcję poszukiwawczą zakrojoną na szeroką skalę - podkreśla sierż. sztab. Justyna Basiaga, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Nowym Sączu. - W terenie szukali go strażacy, goprowcy i policjanci. Mieli psy wyszkolone do poszukiwania zaginionych.
Nie spędził nocy w domu
Ojciec zaginionego poinformował policjantów, że jego syn wyszedł z domu w poniedziałek około godz. 2.30 nad ranem. Od tej pory nie dał znaku życia. Sławomir miał z sobą telefon komórkowy, ale nie dało się go namierzyć, bo był wyłączony, albo się rozładował.
Tymczasem „Gazeta Krakowska” dotarła do niepotwierdzonych informacji, że okoliczności zaginięcia 24-latka są inne. Chłopak miał spędzić noc z niedzieli na poniedziałek ze znajomymi. Jeździli samochodem po Kiczni. Koledzy właśnie około godz. 2.30 wysadzili go pod domem. Podobno zeznali, że widzieli jak Sławek wchodzi do domu. Jedna z sąsiadek widziała mężczyznę, który wydał się jej podobny do zaginionego. Szedł w stronę lasu.
Bliscy Sławka w poniedziałek mieli dostać informację od szefa chłopaka, że nie pojawił się w pracy. Jego łóżko było zasłane, nie wziął swojej kurtki. Być może mieli nadzieję, że syn wróci na kolejną noc do domu, dlatego zgłoszenie o zaginięciu złożyli dopiero następnego dnia.
Próbowaliśmy porozmawiać z ojcem zaginionego, stanowczo odmówił. Nie chciał również przekazać nam zdjęcia syna, choć tłumaczyliśmy, że jego publikacja mogłaby pomóc w odnalezieniu Sławka.
Informacji, do których udało się nam dotrzeć, nie potwierdza sądecka policja. - Badane są wszelkie tropy - zaznacza jedynie Justyna Basiaga.
Przeczesują pobliskie lasy
W akcję poszukiwawczą zaangażowanych było kilkadziesiąt osób. Zarówno strażacy PSP, jak i z ochotniczych jednostek straży pożarnych z terenu gminy Łącko oraz policjanci. Ekipą dowodzili ratownicy z Krynickiej Grupy GOPR.
- We wtorek penetrowaliśmy najbliższą okolicę miejsca zamieszkania chłopaka, w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów - relacjonuje Andrzej Stefański, zastępca naczelnika Krynickiej Grupy GOPR. - W środę wznowiliśmy poszukiwania. Sprawdzaliśmy przeszukany teren i nowy obszar. Podzieliśmy się na trzyosobowe drużyny - mówi.
Każda z grup wyruszyła w teren wyposażona w lokalizator GPS, dzięki czemu na bieżąco przekazywała dane do centrum dowodzenia. W akcję zaangażowane były psy poszukiwawcze, dwa z policji, dwa z Grupy Ratownictwa Specjalnego, działającej przy PSP w Nowym Sączu, oraz jeden goprowców. - Zakładamy, że poszukiwany żyje. Nawet jeśli został ranny, to przy tych warunkach pogodowych nie powinna stać mu się krzywda - dodaje Stefański. - Nie wykluczamy, że chłopak mógł się oddalić od miejsca zamieszkania. Trzeba sprawdzić wszystkie możliwości.