Kraków. Urzędnicy mają pomysł na lepszy transport. Ścieżka na Grzegórzeckiej zostaje. Czy nowe rozwiązania spodobają się mieszkańcom?

Piotr Tymczak
Ścieżka na Grzegórzeckiej jednak zostaje...
Ścieżka na Grzegórzeckiej jednak zostaje... Andrzej Banas
Urzędnicy zwołali konferencję "Działania na rzecz zwiększenia efektywności transportu w Krakowie". Stwierdzili, że aut jest za dużo, a nowe ulice powstają zbyt wolno, więc to mieszkańcy sami muszą uratować Kraków przed korkami zmieniając swoje przyzwyczajenia. Podjęto natomiast jedną decyzję, która znów zamiesza w kotle i skłóci ludzi - ścieżka rowerowa na ul. Grzegórzeckiej, która była, przez urzędników, przeznaczona do likwidacji, jednak zostaje. A gdy urzędnicy opowiadali o efektywnym transporcie, na ul. Królowej Jadwigi trwał koszmar kierowców z powodu remontu. Co można zobaczyć na zdjęciach.

FLESZ - Wjazd samochodem do centrum niemożliwy?

W ostatnich dniach na ulicach Krakowa tworzą się ogromne korki. Wpływ ma na to powrót młodzieży i dzieci do szkół, pracowników do biur, ale też w dużej mierze rozpoczęte właśnie remonty w kilku miejscach miasta. Życie wraca do rytmu sprzed pandemii, ale trudno będzie to osiągnąć w przypadku podróży komunikacją zbiorową. Eksperci przyznają, że przejazdy tramwajem czy autobusem są w miarę bezpieczne, ale pod warunkiem noszenia maseczek i zachowywania dystansu. Nie brak więc mieszkańców, którzy obawiają się jednak tłoku w pojazdach komunikacji miejskiej i wybierają podróże samochodem. W efekcie drogi są coraz bardziej zablokowane, a może być jeszcze gorzej, bowiem od października na uczelnie wracają studenci.

W poniedziałek (20 września) na krakowskich ulicach kierowcy od rana stali w ogromnych korkach.

Gigantyczne korki na ulicach Krakowa. Armagedon może jednak ...

Przygotowujący się na trudny okres urzędnicy zorganizowali konferencję, podczas której zachęcali do korzystania z różnych środków transportu. - Nie ma rozwijających się miast bez utrudnień w ruchu. Mamy świadomość, że część mieszkańców będzie korzystać z samochodów, ale dzięki temu, że zachęcimy jak największą grupę do innych alternatywnych, równie atrakcyjnych środków podróży, to będzie więcej miejsca na ulicach. Receptą na odkorkowanie Krakowa nie jest zakazanie jazdy samochodem, ale zachęcenie jak największej liczby mieszkańców, którzy mogą się przesiąść, do alternatywnych możliwości przemieszczania się, m.in. pieszo, rowerem, komunikacją zbiorową - wylicza Łukasz Gryga, dyrektor Wydziału Miejskiego Inżyniera Ruchu Urzędu Miasta Krakowa.

Podczas konferencji przedstawiono jedno "nowe" rozwiązanie, które ma promować inne środki transportu niż auto. Urzędnicy ogłosili, że będzie można korzystać ze ścieżki dla rowerów na ul. Grzegórzeckiej. To jednak rozwiązanie, które wprowadzono na początku pandemii. Wtedy na ul. Grzegórzeckiej jeden pas ruchu dla samochodów zmieniono w drogę dla rowerów. Auta zaczęły natomiast jeździć po pasie, na którym znajduje się torowisko tramwajowe. Pod koniec wakacji magistrat ogłosił, że ścieżka zostanie zlikwidowana, aby priorytet miały tramwaje i nie były blokowane przez samochody. Teraz nastąpił jednak zwrot akcji, bowiem wrześniowe obserwacje i pomiary wykazały, że z blokowaniem tramwajów nie jest tak źle jak prognozowano i ścieżka może pozostać. Zlikwidowane oznakowanie poziome ma zastąpić nowe - tym razem zostaną wymalowane białe, a nie żółte linie i symbole.

- Poprzednie oznakowanie było już starte. Zastąpi je białe, które będzie bardziej widoczne dla użytkowników ruchu - wyjaśnia Łukasz Gryga.

Nie wiadomo jak długo ścieżka na ul. Grzegórzeckiej pozostanie. - W organizacji ruchu nie ma nic pewnego - przyznaje Łukasz Gryga.

W przyszłości przygotowany ma zostać docelowy projekt nowego zagospodarowania ul. Grzegórzeckiej, która ma się zamienić w plac na części w rejonie Hali Targowej, gdzie powstaje przystanek kolejowy Kraków Grzegórzki. Plany są też takie, by przebudować inne odcinki tej ulicy, ale to zadanie na kolejne lata.

Na razie urząd ogłosił, że 6 października rozpoczną się konsultacje społeczne dotyczące zagospodarowania ul. Grzegórzeckiej i okolic Hali Targowej. Potrwają do 29 października.

Tak się jeździło po Krakowie sto lat temu! Samochód można by...

Urzędnicy przypomnieli też, że z myślą o rozładowaniu korków niedawno wprowadzono kolejne wzmocnienia w rozkładach jazdy tramwajów i autobusów (m.in. tramwaje linii nr 50 w dni powszednie w godzinach szczytu jeżdżą co 5 minut). Przedstawiciele MPK zapewnili też, że powierzchnie w pojazdach (np. poręcze, kasowniki) są dezynfekowane.

Duża część krakowian nadal jednak wybiera podróże samochodem. Przejazdy w wielu miejscach opóźniają remonty i związane z tym zawężenia jezdni, czy inne utrudnienia.

Z ważniejszych inwestycji, które znajdują się obecnie na różnym etapie realizacji można wymienić: m.in. przebudowę al. 29 Listopada od ul. Opolskiej do granicy miasta, przebudowę odcinka ul. Opolskiej w ramach budowy tramwaju na Górkę Narodową, rozbudowę Igołomskiej, budowę Trasy Łagiewnickiej i związane z tym zawężenie części ul. Zakopiańskiej, remont torowiska na ul. Ptaszyckiego i związane z tym wyłączenie po jednym pasie ruchu w każdy z kierunków. Korki tworzą się też m.in. w rejonie remontowanego mostu Kotlarskiego. Duży problem związany z komunikacją jest też na modernizowanej ul. Królowej Jadwigi, gdzie na kolejnym fragmencie pojawił się ruch wahadłowy. W mediach społecznościowych zaczęło pojawiać się coraz więcej słów krytyki, że remonty skumulowano we wrześniu, kiedy ruch po okresie wakacyjnym się zwiększa.

- Remonty są dla mieszkańców, żeby później mogli korzystać z nowej infrastruktury drogowej, linii tramwajowych. Musimy więc często podejmować trudne decyzje, czy przyspieszyć realizację inwestycji, żeby szybciej oddać ją mieszkańcom, czy jednak zrobić to tak, by na co dzień były mniejsze utrudnienia. Nie ma tutaj łatwej odpowiedzi, trzeba znaleźć złoty środek - tłumaczy Łukasz Gryga.

Swoje decyzje urzędnicy podpierają statystykami. Z pomiarów natężenia ruchu na trasach wlotowych do Krakowa z 2017 r. wynika, że do miasta każdego dnia wjeżdża blisko 250 tys. pojazdów, z czego ok. 40 tys. przejeżdża przez miasto ruchem tranzytowym. Wśród tych samochodów ok. 16 tys. porusza się przez centrum miasta. W 2020 r. na 1000 mieszkańców Krakowa przypadało 680 pojazdów. Z badań przeprowadzonych przez FREE NOW w 2021 r. wynika, że dwóch na trzech mieszkańców uważa, że w Krakowie jest za dużo prywatnych samochodów.

Wideo

Komentarze 38

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
To pewnie hulajnoga?
No, właśnie; zabiera się powierzchnię ulic pod kolejne "ścieżki rowerowe" jednocześnie zapewniając nas, że "nie rower jest celem" (jak widać poniżej).
a
aqwa
Jestem bardzo ciekawy jakie jest natężenie ruchu na specjalnie wybudowanej ścieżce rowerowej wzdłuż Plant (od Piłsudskiego do Dworca) ?? Dlaczego drodzy rowerzyści nie jeździcie tamtędy, tylko slalomem, między ludźmi, po Plantach ?
G
Gość
29 września, 00:37, Gość:

"Wpływ ma na to powrót młodzieży i dzieci do szkół, pracowników do biur, ale też w dużej mierze rozpoczęte właśnie remonty w kilku miejscach miasta" - w dużej mierze? Jaja se robicie? Na północy na Opolskiej remont trwa już dobry ponad rok, zwężenie na Powst Wielkopolskich korkuje cały wiadukt przy Kuklińskiego, ba dokłada do tego zwężenie na moście Kotlarskim. Najlepsze jest to zwężenie Kotlarskiego - na wyłączonym pasie ruchu przykuwa uwagę toy toy... Bo jak się jedzie wieczorem lub w weekend, to na żadnym z tych odcinków nic się nie dzieje. Jak można na newralgicznych fragmentach tak ślamazarnie prowadzić prace - praca powinna iść 24/7 niemalże żeby zmniejszyć koszty dla mieszkańców, a tu się prace ciąąąągnąąą, miasto mówi wtedy 'dużo samochodów' - pitolenie.

Sami urzędnicy też w to nie wierzą, Majchro wozi dudę lexusem, pod urzędami wydzielone parkingi dla dereketorów "do spraw" - przykład idzie z góry. Aa, i jeszcze bardziej niech podwyższą cenę biletów MPK, to na pewno pomoże. Na metro nie ma nadziei bo wiadomo, kasa na kolejna 'studium wykonalności' które kończy się powstawaniem pra-metra czyli tramwaju, który to musi się toczyć 20km/h bo tory krzywe, bo szlifowanie torów drogie, bo wypożyczenie szlifiarki drogie.... bo nie kupimy szlifiarki żeby to robić nonstop bo po co. W warsiawie jakoś tramwaje mogą [wulgaryzm] tak że trzeba się trzymać mocno rurek (nie mówiąc że mają metro).

Ty wyraźnie czegoś nie rozumiesz: na ulicach Krakowa ma być tyle miejsca, żeby sobie "urzędnicy miasta Krakowa" mogli przejechać samochodami opłaconymi przez krakowskiego podatnika -- oraz, oczywiście, żeby Pan Jacek mógł się rozbijać Lexusem. Więcej miejsca nie potrzeba -- pod warunkiem, że tę hołotę, co za to wszystko płaci, poupycha się po tramwajach, a jeśli im się zachce "indywidualizmu" w przemieszczaniu się -- to "na rowerek, hołoto! Samochody są dla Wielmożnego Państwa, nie dla was!".

G
Gość
29 września, 0:20, Gość:

"więc to mieszkańcy sami muszą uratować Kraków przed korkami zmieniając swoje przyzwyczajenia" - mieszkańcy? To raczej przyjezdni niech się przesiadają na MPK w P R.

Tylko P R nie istnieja

G
Gość
"Wpływ ma na to powrót młodzieży i dzieci do szkół, pracowników do biur, ale też w dużej mierze rozpoczęte właśnie remonty w kilku miejscach miasta" - w dużej mierze? Jaja se robicie? Na północy na Opolskiej remont trwa już dobry ponad rok, zwężenie na Powst Wielkopolskich korkuje cały wiadukt przy Kuklińskiego, ba dokłada do tego zwężenie na moście Kotlarskim. Najlepsze jest to zwężenie Kotlarskiego - na wyłączonym pasie ruchu przykuwa uwagę toy toy... Bo jak się jedzie wieczorem lub w weekend, to na żadnym z tych odcinków nic się nie dzieje. Jak można na newralgicznych fragmentach tak ślamazarnie prowadzić prace - praca powinna iść 24/7 niemalże żeby zmniejszyć koszty dla mieszkańców, a tu się prace ciąąąągnąąą, miasto mówi wtedy 'dużo samochodów' - pitolenie.

Sami urzędnicy też w to nie wierzą, Majchro wozi dudę lexusem, pod urzędami wydzielone parkingi dla dereketorów "do spraw" - przykład idzie z góry. Aa, i jeszcze bardziej niech podwyższą cenę biletów MPK, to na pewno pomoże. Na metro nie ma nadziei bo wiadomo, kasa na kolejna 'studium wykonalności' które kończy się powstawaniem pra-metra czyli tramwaju, który to musi się toczyć 20km/h bo tory krzywe, bo szlifowanie torów drogie, bo wypożyczenie szlifiarki drogie.... bo nie kupimy szlifiarki żeby to robić nonstop bo po co. W warsiawie jakoś tramwaje mogą [wulgaryzm] tak że trzeba się trzymać mocno rurek (nie mówiąc że mają metro).
G
Gość
"więc to mieszkańcy sami muszą uratować Kraków przed korkami zmieniając swoje przyzwyczajenia" - mieszkańcy? To raczej przyjezdni niech się przesiadają na MPK w P R.
G
Gość
Redakcjo, automacie - czy mam pisać CE-CZŁONEK-JĄCY aby przeszło???!?!?!?! Porażka i żenada...
G
Gość
Ja bardzo przepraszam, ale jeżeli "automat" rozpoznaje słowo CE[wulgaryzm]ĄCY jako wulgaryzm, to chyba nie ma sensu tutaj pisać.
B
Batonik26
28 września, 23:08, Gość:

No więc tak... Mam nieszczęście mieszkać na północy Krakowa, w okolicy ul. Opolskiej. Szkoła dziecka jest na wschód od miejsca zamieszkania, praca na zachód. Rano jadę 6,4 km do szkoły na wschód a następnie wracam i jadę do pracy (zachód) 10,5 km. Dziecka nie przyjmą do szkoły przed godziną 7:00, do pracy mam na 8:00. Oto co wg portalu jak dojadę ma mi do zaproponowania komunikacja: wyjście z domu o 6:20 max, autobus, tramwaj, autobus (jestem pod szkołą ok 7:05) zostawienie dziecka, powrót na przystanek i autobus, tramwaj, autobus. 7:59 pod pracą. JEDNA GODZINA i 40 MINUT W TRASIE. A teraz samochód: wyjazd ok 7:05-7:10, szkoła ok 7:30, praca 8:00. W TRASIE 50-55 MINUT. O rowerze nawet nie wspomnę... I teraz pytanie - co wobec powyższego zestawienia ma mi do zaoferowania komunikacja miejska MK??? codziennie 45-50 min ekstra - bo MAMY SOBIE RADZIĆ SAMI??? Serio mam tracić 150 godzin w roku ekstra, bo miasto nie potrafi ogarnąć komunikacji? Wiecie co - jeden z tych złych w aucie to ja. Ja robię korki. I będę je robił. Żeby sobie pospać i żeby sobie pożyć. Chyba, że miasto zapłaci mi sensowne pieniądze za każde 150 godzin każdego roku. Albo wybuduje szybką, bezkolizyjną komunikację o czasie dojazdu porównywalnym z przejazdem samochodem. Wtedy mogę rozważyć "zmianę nawyków".

28 września, 23:20, Batonik26:

Nie no - Twoja sytuacja to wprost wypisz-wymaluj zdarzenie dotyczące ścieżki na Grzegórzeckiej... Napisz nam jeszcze co je Twój kot, jaki masz rozmiar buta i czy lubisz kolor zielony - będzie równie na temat...

Tutaj wyszło komuś, że ścieżka na Grzegórzeckiej zabrania jazdy samochodem, że jest winna całemu złu w Krakowie, a urzędnicy krakowscy to dranie zmuszający do "zapychania" rowerami. Bądźmy choć trochę rozsądni - nikt nie zabrania przysłowiowej mamie z dzieckiem robić co jej pasuje. Nikt nie będzie Tobie nakazywał takiej długiej jazdy - gdzie to w ogóle wyczytałeś? Idzie o to, żeby regulować natężenie ruchu samochodów i to z wielu powodów (jakość powietrza, zagęszczenie ruchu, bezpieczeństwo jazdy, długotrwałość przejazdu, warunki życia ludzi w okolicy, poziom hałasu, itd.), wśród których rower nawet nie jest przyczyną... Ktoś wymyślił, że rowery i ścieżki odpowiadają za problemy komunikacyjne wszystko, a paru innych ochoczo przytaknęło!

28 września, 23:50, Gość:

Podsumowując - rower jest dla mnie nieakceptowalnie zbyt wolny, komunikacja zbiorowa - nieakceptowalnie zbyt wolna. Zostaje samochód prywatny. Jak zapewne dla wielu Krakowian. I tu jest problem a nie w stworzeniu - lub nie - ścieżki rowerowej z ul. Grzegórzeckiej. Choć ten przykład właśnie pokazuje, iż osoby odpowiedzialne za organizację ruchu w Krakowie DLA MIESZKAŃCÓW kompletnie nie znają ich potrzeb i prowadzą eksperymenty na zasadzie "zróbmy tak - a może się uda?"

Wreszcie głos rozsądku. Napisałem na początku - to jest kompromis i jeśli chcemy, żeby ta przysłowiowa mama mogła wychować zdrowe dziecko w Krakowie, żeby nie chorowało do spalin, to musimy na niego się zgodzić. A co do eksperymentu - ja też uważam, że jest odważny i może nawet za bardzo, ale skoro nie ma prostych rozwiązań, to przynajmniej trzeba próbować tak.

G
Gość
28 września, 23:08, Gość:

No więc tak... Mam nieszczęście mieszkać na północy Krakowa, w okolicy ul. Opolskiej. Szkoła dziecka jest na wschód od miejsca zamieszkania, praca na zachód. Rano jadę 6,4 km do szkoły na wschód a następnie wracam i jadę do pracy (zachód) 10,5 km. Dziecka nie przyjmą do szkoły przed godziną 7:00, do pracy mam na 8:00. Oto co wg portalu jak dojadę ma mi do zaproponowania komunikacja: wyjście z domu o 6:20 max, autobus, tramwaj, autobus (jestem pod szkołą ok 7:05) zostawienie dziecka, powrót na przystanek i autobus, tramwaj, autobus. 7:59 pod pracą. JEDNA GODZINA i 40 MINUT W TRASIE. A teraz samochód: wyjazd ok 7:05-7:10, szkoła ok 7:30, praca 8:00. W TRASIE 50-55 MINUT. O rowerze nawet nie wspomnę... I teraz pytanie - co wobec powyższego zestawienia ma mi do zaoferowania komunikacja miejska MK??? codziennie 45-50 min ekstra - bo MAMY SOBIE RADZIĆ SAMI??? Serio mam tracić 150 godzin w roku ekstra, bo miasto nie potrafi ogarnąć komunikacji? Wiecie co - jeden z tych złych w aucie to ja. Ja robię korki. I będę je robił. Żeby sobie pospać i żeby sobie pożyć. Chyba, że miasto zapłaci mi sensowne pieniądze za każde 150 godzin każdego roku. Albo wybuduje szybką, bezkolizyjną komunikację o czasie dojazdu porównywalnym z przejazdem samochodem. Wtedy mogę rozważyć "zmianę nawyków".

28 września, 23:20, Batonik26:

Nie no - Twoja sytuacja to wprost wypisz-wymaluj zdarzenie dotyczące ścieżki na Grzegórzeckiej... Napisz nam jeszcze co je Twój kot, jaki masz rozmiar buta i czy lubisz kolor zielony - będzie równie na temat...

Tutaj wyszło komuś, że ścieżka na Grzegórzeckiej zabrania jazdy samochodem, że jest winna całemu złu w Krakowie, a urzędnicy krakowscy to dranie zmuszający do "zapychania" rowerami. Bądźmy choć trochę rozsądni - nikt nie zabrania przysłowiowej mamie z dzieckiem robić co jej pasuje. Nikt nie będzie Tobie nakazywał takiej długiej jazdy - gdzie to w ogóle wyczytałeś? Idzie o to, żeby regulować natężenie ruchu samochodów i to z wielu powodów (jakość powietrza, zagęszczenie ruchu, bezpieczeństwo jazdy, długotrwałość przejazdu, warunki życia ludzi w okolicy, poziom hałasu, itd.), wśród których rower nawet nie jest przyczyną... Ktoś wymyślił, że rowery i ścieżki odpowiadają za problemy komunikacyjne wszystko, a paru innych ochoczo przytaknęło!

Podsumowując - rower jest dla mnie nieakceptowalnie zbyt wolny, komunikacja zbiorowa - nieakceptowalnie zbyt wolna. Zostaje samochód prywatny. Jak zapewne dla wielu Krakowian. I tu jest problem a nie w stworzeniu - lub nie - ścieżki rowerowej z ul. Grzegórzeckiej. Choć ten przykład właśnie pokazuje, iż osoby odpowiedzialne za organizację ruchu w Krakowie DLA MIESZKAŃCÓW kompletnie nie znają ich potrzeb i prowadzą eksperymenty na zasadzie "zróbmy tak - a może się uda?"

G
Gość
28 września, 23:08, Gość:

No więc tak... Mam nieszczęście mieszkać na północy Krakowa, w okolicy ul. Opolskiej. Szkoła dziecka jest na wschód od miejsca zamieszkania, praca na zachód. Rano jadę 6,4 km do szkoły na wschód a następnie wracam i jadę do pracy (zachód) 10,5 km. Dziecka nie przyjmą do szkoły przed godziną 7:00, do pracy mam na 8:00. Oto co wg portalu jak dojadę ma mi do zaproponowania komunikacja: wyjście z domu o 6:20 max, autobus, tramwaj, autobus (jestem pod szkołą ok 7:05) zostawienie dziecka, powrót na przystanek i autobus, tramwaj, autobus. 7:59 pod pracą. JEDNA GODZINA i 40 MINUT W TRASIE. A teraz samochód: wyjazd ok 7:05-7:10, szkoła ok 7:30, praca 8:00. W TRASIE 50-55 MINUT. O rowerze nawet nie wspomnę... I teraz pytanie - co wobec powyższego zestawienia ma mi do zaoferowania komunikacja miejska MK??? codziennie 45-50 min ekstra - bo MAMY SOBIE RADZIĆ SAMI??? Serio mam tracić 150 godzin w roku ekstra, bo miasto nie potrafi ogarnąć komunikacji? Wiecie co - jeden z tych złych w aucie to ja. Ja robię korki. I będę je robił. Żeby sobie pospać i żeby sobie pożyć. Chyba, że miasto zapłaci mi sensowne pieniądze za każde 150 godzin każdego roku. Albo wybuduje szybką, bezkolizyjną komunikację o czasie dojazdu porównywalnym z przejazdem samochodem. Wtedy mogę rozważyć "zmianę nawyków".

28 września, 23:20, Batonik26:

Nie no - Twoja sytuacja to wprost wypisz-wymaluj zdarzenie dotyczące ścieżki na Grzegórzeckiej... Napisz nam jeszcze co je Twój kot, jaki masz rozmiar buta i czy lubisz kolor zielony - będzie równie na temat...

Tutaj wyszło komuś, że ścieżka na Grzegórzeckiej zabrania jazdy samochodem, że jest winna całemu złu w Krakowie, a urzędnicy krakowscy to dranie zmuszający do "zapychania" rowerami. Bądźmy choć trochę rozsądni - nikt nie zabrania przysłowiowej mamie z dzieckiem robić co jej pasuje. Nikt nie będzie Tobie nakazywał takiej długiej jazdy - gdzie to w ogóle wyczytałeś? Idzie o to, żeby regulować natężenie ruchu samochodów i to z wielu powodów (jakość powietrza, zagęszczenie ruchu, bezpieczeństwo jazdy, długotrwałość przejazdu, warunki życia ludzi w okolicy, poziom hałasu, itd.), wśród których rower nawet nie jest przyczyną... Ktoś wymyślił, że rowery i ścieżki odpowiadają za problemy komunikacyjne wszystko, a paru innych ochoczo przytaknęło!

"Urzędnicy zwołali konferencję "Działania na rzecz zwiększenia efektywności transportu w Krakowie". Stwierdzili, że aut jest za dużo, a nowe ulice powstają zbyt wolno, więc to mieszkańcy sami muszą uratować Kraków przed korkami zmieniając swoje przyzwyczajenia. Podjęto natomiast jedną decyzję, która znów zamiesza w kotle i skłóci ludzi - ścieżka rowerowa na ul. Grzegórzeckiej, która była, przez urzędników, przeznaczona do likwidacji, jednak zostaje."

Gdybyś pokusił się o przeczytanie całego artykułu a następnie o PRÓBĘ zrozumienia jego treści zapewne dostrzegłbyś, iż jest on o sytuacji w CAŁYM Krakowie natomiast decyzja odnośnie ścieżki rowerowej na Grzegórzeckiej dotyczy JEDNEJ z "mądrych" decyzji magistratu. Ta decyzja wpisuje się w cały szereg działań ce[wulgaryzm]ących się indolencją urzędników, którzy nie potrafią przeanalizować potrzeb transportowych całkiem sporego (jak na polskie warunki) miasta i proponują ZMIANĘ PRZYZWYCZAJEŃ mieszkańców. Ja natomiast pokazałem, iż transport w Krakowie nie jest szybki - jest chaotyczny i niedopasowany do potrzeb mieszkańców a tym bardziej do aspiracji urzędników (vide - budowa nowego centrum na Rybitwach na 150 tyś osób). Grzegórzecka wpisuje się w trend "eksperymentów" natomiast nawet jej zmiana na ruch stricte samochodowy niewiele zmienia - ot ludzie zyskają kilka minut życia dla siebie. Natomiast problem braku przepustowości krakowskich ulic i niedopasowania komunikacji dla potrzeb mieszkańców nabrzmiewa od dawna i to właśnie on ma sporą "szansę" zdusić aspiracje urzędników.

A
A co z demokracją?
"Z badań przeprowadzonych przez FREE NOW w 2021 r. wynika, że dwóch na trzech mieszkańców uważa, że w Krakowie jest za dużo prywatnych samochodów."

Kolejną "ankietę" sobie przeprowadzili, jak sami widzicie, taką samą, jak te poprzednie. Za parę lat okaże się oczywiście, że mimo takich (jak oni twierdzą) wyników "ankiety" -- takich samych, jak i poprzednich -- Krakowianie i tak wolą korzystać z samochodów, BO JEST IM TO POTRZEBNE DO W MIARĘ NORMALNEGO FUNKCJONOWANIA, i tyle.

Ale to nie dociera... no nie dociera... "celem jest ograniczanie ruchu samochodów"; celem "samym w sobie". Nie wiadomo właściwie, skąd się wziął ten cel -- bo nie z "ankiety"; "ankieta" to tylko pretekst do następnych lat zwalczania kierowców, czyli "zła wcielonego".

Jesteśmy wszyscy w szponach doktrynerów -- i dopóki oni będą mieli cokolwiek do powiedzenia w UMK, lepiej nie będzie. Bo ich "celem jest ograniczanie ruchu samochodów". My chcemy mieć możliwość sprawnego przejazdu -- ale ich życiowym celem jest "ograniczanie ruchu samochodów". Taki mają cel, i kropka. Widać na upłynnianiu ruchu kołowego i udrażnianiu ulic się nie znają -- dlatego uparli zajmować się tym, na czym się znają: na uprzykrzaniu życia kierowcom, czyli 99,8% uczestników ruchu kołowego na drogach Małopolski (według danych z 2009 r.).

Chcecie wiedzieć, co o tym sądzą Krakowianie? REFERENDUM na ten temat zróbcie -- a nie bzdurne "ankiety", rozpisywane pośród "tęczowych" uczestników różnych "mas krytycznych", zapewne.
D
Demokracja, głupcze!
28 września, 22:23, A co z demokracją?:

** Tutaj idzie o to, żeby się świadomie przeciwstawić ekspansywnemu nastawieniu kierowców, którym "się należy" **

Muszę wprowadzić korektę do podanej informacji; otóż w pracy "Ruch rowerowy w Polsce na tle innych krajów UE" (łatwo wygooglować) z 2009 r. podaje się wyraźnie, że udział rowerów w ruchu na drogach Małopolski to ok. 0,21%. Tak więc najwyraźniej zawyżyłem tę ilość DZIESIĘCIOKROTNIE -- nawet, jeśli ta ilość od tamtego czasu przez tę parę lat wzrosła, jest mocno wątpliwe, aby był to współczynnik 10x.

Domyślam się, że decyzje różnych-takich "krakowskich urzędników" mogą być spowodowane wynikami różnych ankiet, wspomnianych w tejże pracy, że mianowicie np. 62% ankietowanych rzekomo opowiada się za "ograniczeniem ruchu samochodów", tudzież przytacza się inne "argumenty na poparcie" w stylu "Badania reprezentatywnej próby społeczeństwa krajów członkowskichstarej Unii Europejskiej wykazały, że zdecydowana większość społeczeństwa opowiada się za priorytetami dla: pieszych, rowerzystów, komunikacji zbiorowej. " Tak więc ignoruje się FAKTY -- a fakt jest taki, że Polacy w swym ogóle zapychać na rowerkach NIE CHCĄ (z wyjątkiem małej, ale hałaśliwej grupki hobbystów) -- a stawia się na wyniki jakichś "ankiet". Te "ankiety" zostały rozpisane kilkanaście lat temu, od tamtego czasu nowe FAKTY ani trochę nie potwierdzają ich wyników -- ale z wytrwałością godną jakiejś lepszej sprawy fakty są ignorowane. "Polacy dalej nie chcą jeździć rowerami? No, to tak ich urządzimy, że nie będą mieli innego wyjścia" -- najwyraźniej takie jest podejście (przynajmniej niektórych) "krakowskich urzędników".

28 września, 22:54, Batonik26:

No i znowu uproszczenie - kolejny doczytał się zakazu jazdy samochodem i nakazu jazdy rowerem... Nie ma to jak czytać między wierszami co komu pasuje... A wsiądź że se do balonu i leć szybko oraz wygodnie - coś się tak roweru uczepił???

Faktycznie - urzędnicy krakowscy zmuszają nieszczęsnych Polaków do jazdy na rowerze, zakazują im jazdy samochodem, a ścieżki na złość budują w poprzek jezdni... To jest taka właśnie argumentacja - kapcie spadają od czytania podobnych uproszczeń. Nie wystarczy powtórzyć kilka razy: jedź sobie jak chcesz - szybko autobusem, nieśpiesznie samochodem. Nie wystarczy wyjaśnić, że ruch uliczny reguluje się na różne sposoby, zawsze i wszędzie. Mało jest pokazać, że ścieżki to taki właśnie regulator, jak znaki drogowe albo progi na jezdni. Nie starczy tłumaczenia, że nie rower jest celem, a ograniczenie ruchu samochodów. Co tam - i tak komuś wyjdzie, że rowery i ścieżki są winne kokluszowi i trzęsieniom ziemi, a szczególnie okropnie krzywdzą kierowców...

"nie rower jest celem, a ograniczenie ruchu samochodów"

Krakowianie "in gremio" nie są zainteresowani TWOIMI CELAMI, czyli "ograniczaniem ruchu samochodów". Krakowianie chcą mieć możliwość możliwie szybkiego i sprawnego dotarcia do celu, niezależnie od pogody (co wyklucza rowerki). "Komunikacja zbiorowa" jest rozwiązaniem np. w Wiedniu -- gdzie faktycznie można żyć bez samochodu, posiłkując się w razie potrzeby taksówką -- ale ta krakowska w żaden sposób do wiedeńskiej się nie umywa.

Dlatego Krakowianie chcą jeździć samochodami; wciskanie wszędzie na siłę "ścieżek rowerowych", "kontrapasów", slalomów, wysepek, tuzinów słupków, przerabianie skrzyżowań na ronda itp. itd. mocno Krakowianom utrudnia życia, dlatego NIE CHCĄ tych "dobrodziejstw"! Czy to do ciebie wreszcie dotrze? Czy to dotrze wreszcie do "krakowskich urzędników", którzy fundują sobie kolejne "premie" z kieszeni krakowskiego podatnika, ICH PRACODAWCY?

Twoje (i ich) "cele" NIE SĄ celami przeciętnego mieszkańca tego miasta! Przeprowadź się do Amsterdamu -- i daj nam spokój! Niech krakowscy urzędnicy też się przeprowadzą do Amsterdamu! Niepotrzebne nam takie głąby tutaj!

B
Batonik26
28 września, 23:08, Gość:

No więc tak... Mam nieszczęście mieszkać na północy Krakowa, w okolicy ul. Opolskiej. Szkoła dziecka jest na wschód od miejsca zamieszkania, praca na zachód. Rano jadę 6,4 km do szkoły na wschód a następnie wracam i jadę do pracy (zachód) 10,5 km. Dziecka nie przyjmą do szkoły przed godziną 7:00, do pracy mam na 8:00. Oto co wg portalu jak dojadę ma mi do zaproponowania komunikacja: wyjście z domu o 6:20 max, autobus, tramwaj, autobus (jestem pod szkołą ok 7:05) zostawienie dziecka, powrót na przystanek i autobus, tramwaj, autobus. 7:59 pod pracą. JEDNA GODZINA i 40 MINUT W TRASIE. A teraz samochód: wyjazd ok 7:05-7:10, szkoła ok 7:30, praca 8:00. W TRASIE 50-55 MINUT. O rowerze nawet nie wspomnę... I teraz pytanie - co wobec powyższego zestawienia ma mi do zaoferowania komunikacja miejska MK??? codziennie 45-50 min ekstra - bo MAMY SOBIE RADZIĆ SAMI??? Serio mam tracić 150 godzin w roku ekstra, bo miasto nie potrafi ogarnąć komunikacji? Wiecie co - jeden z tych złych w aucie to ja. Ja robię korki. I będę je robił. Żeby sobie pospać i żeby sobie pożyć. Chyba, że miasto zapłaci mi sensowne pieniądze za każde 150 godzin każdego roku. Albo wybuduje szybką, bezkolizyjną komunikację o czasie dojazdu porównywalnym z przejazdem samochodem. Wtedy mogę rozważyć "zmianę nawyków".

Nie no - Twoja sytuacja to wprost wypisz-wymaluj zdarzenie dotyczące ścieżki na Grzegórzeckiej... Napisz nam jeszcze co je Twój kot, jaki masz rozmiar buta i czy lubisz kolor zielony - będzie równie na temat...

Tutaj wyszło komuś, że ścieżka na Grzegórzeckiej zabrania jazdy samochodem, że jest winna całemu złu w Krakowie, a urzędnicy krakowscy to dranie zmuszający do "zapychania" rowerami. Bądźmy choć trochę rozsądni - nikt nie zabrania przysłowiowej mamie z dzieckiem robić co jej pasuje. Nikt nie będzie Tobie nakazywał takiej długiej jazdy - gdzie to w ogóle wyczytałeś? Idzie o to, żeby regulować natężenie ruchu samochodów i to z wielu powodów (jakość powietrza, zagęszczenie ruchu, bezpieczeństwo jazdy, długotrwałość przejazdu, warunki życia ludzi w okolicy, poziom hałasu, itd.), wśród których rower nawet nie jest przyczyną... Ktoś wymyślił, że rowery i ścieżki odpowiadają za problemy komunikacyjne wszystko, a paru innych ochoczo przytaknęło!

G
Gość
No więc tak... Mam nieszczęście mieszkać na północy Krakowa, w okolicy ul. Opolskiej. Szkoła dziecka jest na wschód od miejsca zamieszkania, praca na zachód. Rano jadę 6,4 km do szkoły na wschód a następnie wracam i jadę do pracy (zachód) 10,5 km. Dziecka nie przyjmą do szkoły przed godziną 7:00, do pracy mam na 8:00. Oto co wg portalu jak dojadę ma mi do zaproponowania komunikacja: wyjście z domu o 6:20 max, autobus, tramwaj, autobus (jestem pod szkołą ok 7:05) zostawienie dziecka, powrót na przystanek i autobus, tramwaj, autobus. 7:59 pod pracą. JEDNA GODZINA i 40 MINUT W TRASIE. A teraz samochód: wyjazd ok 7:05-7:10, szkoła ok 7:30, praca 8:00. W TRASIE 50-55 MINUT. O rowerze nawet nie wspomnę... I teraz pytanie - co wobec powyższego zestawienia ma mi do zaoferowania komunikacja miejska MK??? codziennie 45-50 min ekstra - bo MAMY SOBIE RADZIĆ SAMI??? Serio mam tracić 150 godzin w roku ekstra, bo miasto nie potrafi ogarnąć komunikacji? Wiecie co - jeden z tych złych w aucie to ja. Ja robię korki. I będę je robił. Żeby sobie pospać i żeby sobie pożyć. Chyba, że miasto zapłaci mi sensowne pieniądze za każde 150 godzin każdego roku. Albo wybuduje szybką, bezkolizyjną komunikację o czasie dojazdu porównywalnym z przejazdem samochodem. Wtedy mogę rozważyć "zmianę nawyków".
Dodaj ogłoszenie