MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Małopolscy rolnicy zrezygnują z hodowli zwierząt? Zaskakujące wyniki raportu. Wielu jest otwartych na zmiany, ale stawiają warunki

Agnieszka Nigbor-Chmura
Agnieszka Nigbor-Chmura
fot. Łukasz Zarzycki
Czy małopolski rolnik zamierza zlikwidować kurnik i sam rozsmakuje się w jajecznicy z mąki z cieciorki, a może nadal będzie hodował nioski i jadł jajka? Czy będzie w stanie zamienić mleko krowie na szklankę napoju owsianego ze sklepowej półki? A może wyższe dofinansowanie do produkcji roślinnej sprawi, że od jutra bardziej smakować mu będą parówki z soi niż tradycyjne? O tym „Jak polscy rolnicy widzą przyszłość produkcji żywności?” mówi najnowszy raport RoślinnieJemy, przeprowadzony we współpracy z Ogólnopolskim Panelem Badawczym Ariadna. Z raportu wynika, że aż 58 proc. małopolskich rolników poparłoby działania rządu w kierunku dofinansowania zmiany profilu produkcji ze zwierzęcej na roślinną.

W Światowym Dniu Środowiska odbyła się premiera najnowszego raportu RoślinnieJemy. W raporcie znaleźć można dane, które ukazują, że polscy rolnicy są gotowi na zmiany, jednak potrzebują wsparcia systemowego i finansowego.

58 proc. małopolskich rolników jest gotowych na zmiany

Wyniki badania RoślinnieJemy pokazują, że w województwie małopolskim nie tylko wielu, bo aż 58 proc. rolników poparłoby działania rządu w kierunku dofinansowania zmiany profilu produkcji ze zwierzęcej na roślinną. Co więcej, niewiele, bo zaledwie 13 proc. badanych jest przeciwnych takim dofinansowaniom. Z raportu wynika też, że aż 61 proc. rolników jest gotowa zmniejszyć wpływ własnej produkcji na środowisko naturalne. To o 6 proc. więcej niż wyniki ogólnopolskie.

– Małopolscy rolnicy są świadomi potrzeby zmniejszenia wpływu produkcji rolnej na środowisko. Duża część z nich jest także gotowa te zmiany wdrażać. Rolnicy, którzy nie są na te zmiany gotowi, wskazują jako powody najczęściej: zbyt wysokie koszty wprowadzenia tych zmian, czy brak finansowego wsparcia ze strony rządu – mówi Alicja Bućko, współtwórczyni raportu. – Zwiększenie opłacalności produkcji roślinnej to podstawowy krok do zachęcenia rolników i rolniczki do zmian. Na tym właśnie powinna polegać rola polityków i rządu – ich zadaniem jest tworzenie systemu produkcji żywności, który będzie wspierał rolników we wprowadzaniu zmian i produkowaniu żywności w sposób korzystny dla całego społeczeństwa.

Sprawdziliśmy, jak dane z raportu mają się do sytuacji w Małopolsce.

Małopolska podzielona. Jedni uprawiają rośliny, inni hodują zwierzęta

Przewodniczący Rady Powiatowej Małopolskiej Izby Rolniczej w Krakowie, Janusz Wałaszek, podkreśla, że w regionie tarnowskim już teraz więcej rolników nastawionych jest na produkcję roślinną.

- W ostatnich latach jest bardzo widoczny spadek gospodarstw zajmujących się hodowlą zwierzęcą. Wynika to głównie z obostrzeń i wymagań dotyczących m.in. dobrostanu zwierząt. Do tego ludzie, którzy przeprowadzają się z miasta na wieś, bardzo utrudniają pracę rolnikom. Gospodarstwa zwierzęce im śmierdzą, przeszkadza, że kogut pieje i rolnik w końcu traci już nerwy i postanawia rezygnować z hodowli zwierząt, nastawiając się na produkcję roślinną - mówi Janusz Wałaszek.

Niektórzy rolnicy z regionu, którzy cały czas zajmują się hodowlą zwierząt, nie zamierzają jednak z tego rezygnować i nie kuszą ich nawet dopłaty do zmiany profilu produkcji na roślinną.

- Jeżeli już zabezpieczamy cały łańcuch żywnościowy, to nie tylko zboża czy warzywa, ale mięso też jest potrzebne - zaznacza Sylwester Gaweł, rolnik z gminy Gręboszów, których obecnie prowadzi hodowlę kilkudziesięciu sztuk bydła.

Jak poinformowała nas Małgorzata Postołek, specjalista Olkuskiego Biura Powiatowego ARiMR Powiatowego Biura Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Olkuszu, większość gospodarstw rolnych w powiece olkuskim zlokalizowana jest w gminach Trzyciąż i Wolbrom. Głównie są to gospodarstwa nastawione na produkcję roślinną. Samych płatności obszarowych w regionie co roku jest około pięciu tysięcy.

Jeżeli chodzi z kolei o gospodarstwa nastawione na produkcję zwierzęcą to stad świń hodowlanych w powiecie olkuskim jest około stu, a bydła około 600.

- Nie planuję przerzucenia się na uprawę roślin. Od lat hoduje świnie i na tym się znam. Wejście na „rynek roślinny” byłoby dla mnie jak czarna magia, a poza tym zwierzęta przynoszą mi wystarczające dochody więc po co to zmieniać? - mówił pan Piotr, który prowadzi gospodarstwo rolne w powiece olkuskim.

Nastawienia na produkcję roślinną nie widać w powiecie gorlickim, co potwierdza Wincenty Kmak, kierownik Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego Małopolskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego.

- Powiat gorlicki jest powiatem specyficznym. Większą część jego powierzchni, głównie tę południową stanowią trwałe użytki zielone, na którym utrzymywane jest głównie bydło mleczne, mleczno-opasowe i mięsne. Natomiast w gminach północnych nawet duże gospodarstwa mają specyfikę zrównoważoną - roślinną i zwierzęcą. Właściwie nie ma już gospodarstw w których hodowano by po jednej czy dwie krowy, bo to się zwyczajnie nie opłaca – mówi Wincenty Kmak.

Kierownik PZDR podaje, że choć w Ośrodku Doradztwa Rolniczego na terenie Gorlickiego pracuje od 10 lat, to nie widzi trendu, który miałby wskazywać na zmianę nastawienia rolników z produkcji zwierzęcej na roślinną.

- Tylko za naszym pośrednictwem z dopłat z produkcji związanej z dobrostanem zwierząt korzysta około 1000 gospodarstw w powiecie, natomiast mamy aż 7000 wnioskujących o dopłaty z produkcji roślinnej. To stały trend – tłumaczy kierownik PZDR.

Nieco inaczej sytuacja wygląda na Sądecczyźnie. To obszar rolniczo zróżnicowany. Praktycznie każda gmina nastawiona jest na jedną konkretną dziedzinę.

- Przeważają u nas uprawy roślinne. Zauważalne jest też odchodzenie od hodowli, ale nie związane z przejściem na uprawę, a raczej całkowitą likwidacją gospodarstwa - mówi Bogdan Gołyźniak, kierownik Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Nowym Sączu. - Charakterystyczne dla naszego powiatu jest też rozdrobnienie gospodarstw. Tutaj przeważają małe 2-3 hektarowe. Z kolei hodowcy zwierząt utrzymują łąki na produkcję paszy – dodaje.

Do gmin pasterskich, gdzie w przewadze rolnicy utrzymują się z hodowli owiec zaliczane są Piwniczna-Zdrój oraz Rytro. Z kolei typowo sadowniczymi są gminy Łącko i Łososina Dolna. Uprawy roślinne przeważają natomiast na terenie gminy Korzenna.

Wyniki badań to jedno, a rzeczywistość - drugie

Wynikom badań nie dowierza Stanisław Pasoń, radny wojewódzki, który sam o sobie mówi „chłop”. Sam w Moszczenicy Niżnej w gminie Stary Sącz dogląda ponad 100-hektarowego gospodarstwa, które zajmuje się hodowlą owiec i bydła mięsnego. Prowadzi również dom weselny.

- Takie ankiety robione są pod dyktando, więc i wyniki są sterowane. Nie chce mi się wierzyć, że chłop, który z dziada pradziada zajmuje się hodowlą bydła, czy kur, nagle tylko dlatego, że dostanie jakąś dopłatę, przerzuci się na uprawę zboża, czy inną rośliną - mówi Pasoń. - Nie znam takiego hodowcy, który by na coś takiego poszedł – dodaje.

Wtóruje mu Jan Dubec, prezes Galicyjskiego Związku Hodowców Bydła.

- Ten raport jest zrobiony bynajmniej nie bardzo solidnie. Komuś zależy, żeby położyć, zniszczyć rolnictwo w naszym kraju. Ktoś zleca przeprowadzenie takich sondaży, a potem ich opublikowanie. W samej Małopolsce trzeba by przeprowadzić takie badanie na grupie dwóch czy pięciu tysięcy osób - rolników, a nie właścicieli ziemi - ludzi, którzy żyją z rolnictwa, a nie tylko są właścicielami gruntów – tłumaczy.

Prezes Dubec twierdzi, że wyniki badań to jedno, a rzeczywistość - drugie.

- Już teraz w centralnej i zachodniej Polsce jest bardzo dużo rolników, którzy uprawiają tylko zboża i już jest ich stosunkowo dużo w kraju do tych, którzy hodują zwierzęta. Jeśli my, którzy trzymamy zwierzęta, przeszlibyśmy na uprawę zbóż to logika podpowiada, że dojdzie do krachu zbożowego i nie będzie z nim co zrobić. Nasz teren w Małopolsce w większości jest górskim i podgórskim. Tutaj w grę wchodzi tylko produkcja zwierzęca i hodowla bydła, owiec, czy kóz. W Gorlickim są ciężkie ziemie, większość klasy V i VI, nadające się tylko na użytki zielone, z przeznaczeniem dla wypasu zwierząt – tłumaczy.

Nasz rozmówca podkreśla, że producenci bydła mlecznego w Polsce są silną grupą w Europie.

- Mamy aż 40 procent nadprodukcji. Jeśli zrezygnujemy z hodowli bydła mlecznego, to może to mleko trzeba będzie sprowadzać do Polski z zagranicy, ale wtedy butelka nie będzie kosztowała 5, ale 15 złotych - zastanawia się. - Poza tym żyjemy w demokratycznym, wolnym kraju. Nikt nie może narzucać nam, że mamy produkować soję, a potem może, że jeść z niej parówki – dodaje na koniec.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ubezpieczenie maszyn rolniczych. Kiedy jest obowiązkowe?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska